The One Ring – 31. Płonąca Puszcza [finał]

Koniec kampanii rozpoczętej i zakończonej w Rhosgobel. Rhosgobel. Tam i z powrotem.

drużyna

Gosia – Eregasta – Kobieta Lasu, która przyjęła elfickie dziedzictwo i imię Nauriel

Andrzej – Sealion Haradan – pochodzący z Haradu czarnoskóry Strażnik Północy

Tomek – Usari – Beorning, półkrwi Człowiek Gór, wraz z najemnymi Beorningami opiekun Nowego Rhosgobel

intro

Jest ich wiele i tylko one same są w stanie odróżnić, które są z jakiego miotu. Spoglądają po sobie. Każdy ma się za cwańszego od innych. A teraz jeszcze pokrzykują. Plugawy pisk goblinów wypełnia starą warownię na bagnach. Kiedyś dumna twierdza pulsująca magią teraz jest ropiejącym wrzodem w tkance Mrocznej Puszczy. Krzywonosy goblin wspina się na głaz, który okazuje się być skamieniałą połową trolla i próbuje przekrzyczeć rwetes. Szybko dostaje kamieniem w głowę i spada pomiędzy pozostałe. Ktoś z tłumu nawołuje, by odbić z Dwimmerhorn, ale i on zostaje zakrzyczany.

I wtedy z tłumy wyłania się najpodlejszy i najbrzydszy z nich wszystkich. Nie dość, że niższy od nich, to do tego jeszcze zgarbiony, więc tamte muszą kucać, by nie być wyższym od niego. Idąc podpiera się kosturem i patrzy na nich z góry. Dribba.

„To co musimy zrobić, to zbyć hańbę. Niektórzy z nas służyli ludziom. Pamięć o tym musi zniknąć! Wdepczemy w ziemie ich paskudne osiedle.”
I wtedy gobliński szaman nakierowuje swą lagę na jednego z goblinów. Z kostura wyłaniają się widmowe ręce. Chwytają goblina za gardło i duszą go. Nie wiadomo, czy zaklęta w lasce dusza chce się uwolnić, czy wziąć zemstę na tym, kogo akurat ma pod rękami.

Eregasta nauczyła się od swego Mistrza jak wytwarzać barwniki z ziemi. Chwyta czerwoną glinę i zaczyna malować swój portret. Skupia się na swych pięknych, długich, rudych włosach, w które wpleciony jest liść. Ten sam, który podarował jej Thranduil, by za chwilę rozkwitnąć we wspaniałą elficką koronę.

Zajęta malowaniem początkowo nie zauważa tych wszystkich ptaków, które niby przypadkowo skupiają się wokół niej. Dopiero po chwili rozpoznaje te ptaki. Widziała już je wcześniej, chociażby przy chacie swego Mistrza. Ptaki grzebią chwilę w ziemi po czym odlatują, pozostawiając jasny znak w języku Ludzi Lasu. „Uwięziony”. Eregasta rysuje na tym samym miejscu dwa znaki. „Pamiętam” oraz „Uratuję”.

przygoda

Zwiad

W pobliżu Rhosgobel zjawia się elfie komando Galiona. Witają Eregastę nazywając ją Nauriel. Galion składa jej raport na temat Wzgórza Mogdreda. Mówi tak cicho, że trzeba się pochylić, by go usłyszeć. Wydaje się być przytłoczony powierzoną mu misją. Często się zamyśla, odpływa gdzie indziej myślami. Elfy patrzą na niego z troską. Wydaje się rozpływać.

Twierdza dalej broni dostępu do Dol Guldur, ale nie jest stale obsadzona. Gobliny okresowo opuszczają ją. Można znaleźć odpowiedni moment do ataku. Goblinami dowodzi wielki Uruk-hai Ghor Plugawiec.

Elfy obserwując twierdzę dostrzegły uciekinierkę. Trzymała zawiniątko z małym dzieckiem. Towarzyszył jej mężczyzna o ogolonej głowie. Ominęli Rhosgobel i znaleźli schronienie w dawnej chacie Eregasty.

Galion opowiada o elfickim mieczu dzierżonym przez Sealiona.

„Napis na nim jest starszy niż ja sam. Dlatego, że broń tę wykuto z fragmentów innego oręża. To bardzo stara opowieść. Mówi o Fingolfinie, Najwyższym Królu Ñoldorów. Dzierżył miecz o imieniu Ringil. Jego ostrze raniło samego Władcę Ciemności, nim rozpadło się na kawałki. Elfy zebrali je i przetopili, tworząc nowe oręże. Stare i bardzo silne. Syn Ringila, tak brzmi jego nazwa.”

Pułapka, w którą nie wpadli

Rhosgobel nikt nie obserwuje, ale Eregastę i jej kompanów tak. W powietrzu wisi dziwny zapach, ledwo wyczuwalny. Pomiędzy drzewami przemyka pojedyncza istota, która stara się zrobić wiele, by jej nie dostrzeżono. Dotychczas, gdy tamci zajęci byli rozmową, dostrzeżona nie została. Ale teraz jest jak na widelcu. I jasne staje się to, że ten cień został wysłany na przynętę. I teraz próbuje wyprowadzić śledzących go w miejsce, w którym chce, by się znaleźli. Miejscem jest stara chata Eregasty, a pułapkę zastawiły wargi.

Usari nie chce narażać siebie i swoich towarzyszy. Zniechęca Eregastę do odwiedzin w jej chacie. Choć tak bardzo chciała spotkać się z Qadan Logen.

W Rhosgobel Usari zbiera Beorningów do kupy i każe czekać z pochodnią w jednej ręce i z wystawioną wprzód włócznią w drugiej. Gdy słońca zachodzi, czekanie gorsze jest od walki. Czas płynie tak bardzo powoli. Robi się ciemno i tylko rozpalone pochodnie pokazują obrys polany wokół Nowego Rhosgobel. Drzewa wokół zostały wycięte. Na jeden z powalonych pni wspina się jeden z Beorningów i wypatruje watahy. Wycia wargów dochodzą z lasu strasząc zastygłych w pozie bojowej. Jednak żadna z bestii nie nadchodzi. Wilki nie wejdą w pułapkę niedźwiedzia, tak jak niedźwiedź nie wszedł w pułapkę wilków.

O brzasku słychać płacz dziecka dobiegający z wnętrza lasu. Inne dzieci, dzieci uchodźców z Rhosgobel, odpowiadają płaczem i strachem. Eregasta nieśmiało wychodzi z szeregu. Na skraju lasu widać wiele wilczych śladów oraz coś co mrozi krew w żyłach. Głowa urżnięta od ciała, którą kiedyś zdobił piękny warkocz. Oczy ma wyłupane, a zęby wybite, jakby była uderzana raz za razem z okrucieństwem i zwierzęcą furią. Wydaje się, jakby las zapłonął na chwilę. Płacz dziecka ustał. Śladu po dziecku nie ma.

Usari staje się jeszcze bardziej ponury niż zawsze.

„To Qadan Logen. Córka tego, który zaatakował na Sanktuarium, ale poległ od strzał elfów. Żona tego, który zaatakował na Rhosgobel, ale Eregasta obcięła mu głowę. Jeszcze nie tak dawno opowiadano o ich wspaniałym ślubie. O miłości pomiędzy Qadan, a Mogdredem, która ponoć topiła śniegi wokół Wzgórza Tyrana. Teraz widać do czego ta miłość doprowadziła. Nigdy nie dowiemy się mogłaby nam powiedzieć.”

Chata Eregasty została spalona, a wargi odeszły na Wzgórze Mogdreda.

Usari nakazuje spalić głowę Qadan, by jej duch nie nawiedzał Rhosgobel. Eregasta żegna ją słowami przysięgi.

„Jeżeli twoje dziecko żyje, odnajdę je i ocalę.”

Na ratunek Radagastowi

W tym momencie obok Eregasty ląduje ptak Radagasta. On wydziobuje znak „Czas ucieka”. Gdy próbuje zapisać drugi znak, niewidzialna siłą chwyta go i miażdży. Sealionowi udaje się odczytać znaczenie niedokończonego znaku. „Pułapka”.

Czy Radagast został pochwycony przez wroga? Z pewnością grozi mu niebezpieczeństwo!

Do zaplanowanego ataku na Wzgórze Mogdreda pozostają trzy tygodnie. Wówczas zbiorą się Tarczowniczki z Sanktuarium oraz elfie komando. Wystarczy czasu, by sprawdzić co z Radagastem. Nawet, jeżeli to pułapka Nazgula. Nawet, jeżeli wymaga to podróży do Kniei Zapomnienia.

Knieja Zapomnienia

Las w tym miejscu przemieszcza się wokół wędrowców. Mech pod drzewami jest wygnity. Las powinien tętnic życiem, ale życie ustało zatrzymane w bezczasie. To miejsce zaklęciem czarodzieja zostało wyjęte spod normalnych praw. Trwa tu wciąż ta sama pora dnia, nie będąca ani dniem, ani nocą. Żadna ze ścieżek nie prowadzi do celu. Żadne sztuczki nie są w stanie oszukać magii. Wszelkie sposoby, by nie zabłądzić, zawodzą. Knieja Zapomnienia rozdziela i gubi wędrowców.

Eregasta wyciąga kryształ, by światłem ściągnąć towarzyszy. Wspaniałe światło rozświetla knieję. Nieopodal nad jeziorem wielka skrzydlata bestia, która niesie czarnego rycerza nagle zakręca i pędzi w stronę jasnego światła. Po chwili Sealion słyszy krzyk Eregasty.

Gigantyczna bestia chwyta za drzewo i potrząsa nim tak mocno, że wspięta na nie i wypatrująca przyjaciół Eregasta upada. Upuszcza swój klejnot, a nieumarłe kruczysko tylko na to czekało. Szpon chwyta za kryształ i Eregasta bezpowrotnie traci ostatnią pamiątkę po swym ojcu. Nie ma czasu na opłakiwanie starty, czarny rycerz już zamachuje się na nią długim mieczem. Eregasta nie dzierży Ringila, nie zrani Nazgula. Rzuca się do ucieczki pomiędzy puszczę. Słyszy swego psa ujadającego ze złości, że nie może odnaleźć swej pani. Słyszy oddalające się krakanie. Słyszy syczenie pełne nienawiści za sobą. Następne godziny są połączone z myślą o tym jak wydostać się z tej matni. Myśli o swych towarzyszach, ale nie udaje się jej spotkać żadnego z nich.

Ratuje ją cud albo elfie komando, które wyruszyło na poszukiwania. Zniknęła na cztery dni. Po jej towarzyszach oraz psie nie ma śladu. Muszą się zbierać czym prędzej, gdyż wokół gromadzą się gobliny. Jest ich coraz więcej i wkrótce będzie za późno na ucieczkę. Elfy nie chcą słyszeć o wypuszczeniu Eregasty z powrotem do kniei. Elfy opowiadają, że goblinom przewodzi gigantyczny Uruk. Dzierży on młot wysadzany elfickimi klejnotami.

Jeden z tych klejnotów wyglądał identycznie jak klejnot Nauriel! Elfy wtedy pomyślały, że wnuczka ich króla już nie żyje.

Płonąca Puszcza

Eregasta podpala las. Ogień wznosi się. Jedno drzewo zapala się od drugiego. Elfy patrzą się po sobie. Czy powinni byli tak czynić? Lecz jest już za późno, dokonało się. Eregasta Ognista rozpoczęła swój taniec. Jej imię nabiera pełni mocy. Nikt inny już nie ośmieli się nazwać w inny sposób. Ta, która odważyła się zapalić knieję. ta, która zwalczyła czar zamykający drogę do Czarnego Stawu. Jej Mistrz został uwięziony czarem innego czarodzieja, a teraz ona, zwykła uczennica, pokonuje ten czar, którego nie zdołał pokonać jej Mistrz!

Eregasta przypomniała sobie wcześniejsze słowa Usariego, gdy nie zgodził się na pochówek Qadan Logen i kazał spalić jej ciało. Usari twierdził, że ogień zabiją wszelką magię, wszelkie przekleństwo. Skoro tak, to i ona zwalczyła magię Sarumana ogniem.

Cała knieja zajmuje się ogniem. Elfy próbują ewakuować Eregastę. Jeszcze chwila i oni będą zamknięci w pierścieniu ognia. Lecz Eregasta nie zamierza się stąd ruszać. Co więcej, wspina się na najwyższe drzewo. Chce widzieć jak ogień wypala las. Pragnie ujrzeć płonącego Nazgula. Jakby ogarnęło ją jakieś nagłe szaleństwo! Elfy z dołu krzyczą za nią, błagają. Jednak czarny, gęsty i duszący dym przesłania wszelki widok. Dym gryzie w oczy i sprawia, że lecą jej łzy. I wtedy w jej głowie pojawia się myśl, czy jej przyjaciele to przeżyją…

Usari i Sealion, wciąż uwięzieni są w kniei, z opóźnieniem dostrzegli co się dzieje. Początkowo ogień jest widoczny tylko przez chwilę, po czym znika, by pojawić się w innym miejscu. Tak jakby magia tego lasu wciąż walczyła, jakby czar bronił się przed tym co się tutaj dzieje. Ale nawet najpotężniejsza magia nie jest w stanie wygrać z siłami natury. Ogień w końcu podchodzi do nich. Uciekając przed płomieniami, jak zwierzyna zaganiana przez łowców, trafiają w to samo miejsce. W końcu odnajdują się, ale to nie znaczy, że są ocaleni. Las za nimi płonie, a przed nimi jezioro i wyspa, na której uwięziono Radagasta. Wskakują w łódki i płyną, mając nadzieję, że Eregasta również zdołała uciec. Nie wiedzą, że to ona podpaliła las.

Nagonka

Ogień ściąga zastępy tych, którzy pragną dokończyć dzieła. Słychać goblińskie rogi, głośniejsze od trzasku łamanych drzew. Gobliny rozpoczęły nagonkę. Przybyli przyprowadzeni przez zgniłe, martwe kruczysko.

Eregasta umyka wraz z elfami do Rhosgobel, z elficką gracją przemieszczając się koronami drzew. Nie może dłużej zostać i wypatrywać swych przyjaciół. Gobliny za chwilę osaczą ją. Słyszy już nawoływania goblinów. One już chrząkają i warczą po sobie.

Gdy Sealion i Usari dopływają na wyspę, szybko okazuje się, że Radagasta tam nie ma. Pozostały jedynie ślady kruczych łap i ślady jakieś wielkiej, skrzydlatej  bestii. Ich trud był całkowicie daremny! Wokół pustego sarkofagu widać liczne leśne ptaki, wszystkie martwe. Zginęły nie potrafiąc uratować Radagasta. Tak jak za chwilę zginą tu Sealion z Usarim. Widzą już bowiem zastępy wroga po drugiej stronie jeziora. Na ich czele gigantyczny i niepokonany Ghor Plugawiec. Dzierży klejnot świecący wyjątkowym światłem. Tylko jeden klejnot świeci w ten sposób. A zatem ją dopadli pierwszą. Czy za chwilę i oni podzielą jej los?

Obława

Strażnik i Beorning wrzucają Vora do łodzi i sami chwytają za wiosła. Ile sił płyną do brzegu po przeciwległej stronie jeziora, byle dalej od goblinów, jak najbliżej Rhosgobel. Gobliny już ich nie dopadną, ale Huska i jego wargi są dość chyże. Zwłaszcza, że las tutaj nie jest sprzymierzeńcem. Mijają Kurhan Odrzuconych. W tym miejscu kiedyś zaatakowały upiory powstałe z grobowca. To dlatego Usari chciał spalić ciało Qadan Logan. Ale tym razem to nie upiory atakują, lecz wargi. Huska i jego wierne ogary.

Tym razem Usari nie zamierza uciekać. Już raz odstąpił od walki i popełnił błąd, za który zapłaciła Qadan. Do tego jest zdesperowany. Skoro Eregasta może już nie żyć, to on nie może być gorszy. Nie ucieknie jak tchórz, ale polegnie w walce godnie, jak wojownik.

Wargi nie mają żadnych szans w starciu z tą dziką furią. Usari musi wyrównać rachunek krzywd i strat. Za faktorię, za Górskie Sale, za Noba, za Qadan. Wtóruje mu Sealion, który już raz przegnał Huskę pod Dwimmerhorn. We dwójkę dożynają watahę.

Bitwa

Eregasta pierwsza powraca do Rhosgobel. Beorningowie zaniepokojeni są brakiem Usariego. Eregasta opowiada im o zagubieniu i rozłące w Kniei Zapomnienia oraz o podpaleniu. Beorningowie aż wzdychają.

„Rzuciła wyzwanie puszczy!”

Eregasta pozostaje niewzruszona.

„Puszcza się odrodzi.”

Następnego dnia rankiem jej towarzysze są już z powrotem, a razem z nimi nowiny od elfickich zwiadowców. Stary Galion sam zjawia się pomiędzy ludźmi wyglądający jak posłaniec niosący wieści o nadchodzącej śmierci.

„To oczywiste, że orki i gobliny zamierzają zaatakować Rhosgobel. Dotrą tu nocą. Przewodzi im Ghor Plugawiec. Pchnęli w tę stronę wszelkie siły. Wzgórze Tyrana pozostało nieobsadzone.”

Czy zostawić po raz kolejny Rhosgobel? Dopiero co udało się je odbudować i zaludnić po tym, jak zostawiono je na pastwę Easterlingów poprzednim razem. Usari jest stanowczy.

„Bronimy się tutaj.”

Nie ma wiele czasu. Warunki są niesprzyjające. Rhosgobel nie ma fortyfikacji, żywopłot bez Radagasta nie odrósł, osada jest zupełnie odsłonięta. Usari szykuje wilcze doły do odparcia pierwszego szturmu, Eregasta przygotowuje łatwopalne gałganki do miotania, Sealion inspiruje obrońców opowieściami o legendarnych bitwach. Jeżeli zginą, to zginą dumnie.

Z daleka słychać już chrząkania goblinów, ujadania ich wargów, uderzenia wywalanych drzew. Tamci też przygotowują się do bitwy. A ich przywódcą jest Ghor Plugawiec. On nie jest znany z tego, że lubi czekać. Mógłby zawołać po posiłki i zamknąć Rhosgobel w oblężeniu. Ale on zaatakuje od razu.

Ghor i gobliny żądni są zemsty za Dwimmerhorn. Zaś inne bestie to po prostu głupie sługi na usługach Złego zabijające dla przyjemności. I te atakują jako pierwsze.

Wrogowie uderzają ze wszystkich stron. W tej bitwie nie będzie miejsca na litość. Tu i teraz rozstrzygnie się los jednych bądź drugich.

Pierwszy szturm zostaje odparty z łatwością. Pomogły poczynione starania przed bitwą. Wargi pozbawione swego pana, zdrajcy Huski, rzucają się nieopamiętanie na zasieki i z łatwością zostają dorżnięte.

Ledwo pierwszy pot zostaje otarty, a już wypadają gobliny. Czy ta dopiero co odbudowana osada, jeszcze podniesie się? Jeżeli upadnie po raz drugi, już nikt nie zechce się tu osiedlić. To też kluczowy punkt dla Jagodowego Szlaku. Wędrowcy muszą mieć do niego zaufanie…

Ulepione z nienawiści, błota i mięśni plugawe istoty wykrzykują mroczne słowa w mrocznej mowie. Gdyby nie męskie opowieści Sealiona przed bitwą, już strach obleciałby obrońców.

Z drugiego szeregu Dribba ciska swe klątwy, swe uroki, swe kugle, swe piętna, swe gusła, swe złorzeczenia… Ale nic nie jest w stanie poradzić na Eregastę. W niej elfia moc jej już silna. A Dribba swych sztuczek próbował podpatrywać właśnie od elfów. Marna kopia nie jest w stanie dorównać sile pierwowzoru.

Pretorianie Ghora Plugawca torują mu drogę do tych, których śmierci pragnie najbardziej. Pierwszy pada Usari, jak pod Dwimmerhorn. Drugi Sealion, który tym razem nie tylko nie zdołał ocalić Usariego, ale i siebie.

I wtedy zostaje tylko ta dwójka. Piękna i bestia. Eregasta i Ghor. Eregasta wie, że może się wycofać. Może zostawić tą walkę. Może odejść, by szukać duszy ojca i ją ocalić. Może odejść, by poznać sekret Zimraphel. Lecz ona zostaje. Zostaje i ginie.

epilog

Gdy poprzednim razem zawitał do tej osady, była ledwie zalążkiem. Teraz płonie tu smoczy ogień, podsycony magią jego dawnego towarzysza, który zaginął bez wieści. Wędrowiec ściąga kapelusz z szerokim rondlem i przeczesuje tłuste, zmierzwione siwe włosy. Pogrąża się w zadumie. Czuje się coraz bardziej osamotniony, ze wszystkim tylko na swoich barkach. Inny jego przyjaciel, Saruman, zamknął się w swej wieży, zajęty kontemplowaniem jakiś malowideł…

Gandalf pozostał sam, ale czuł zbliżającą się do niego odpowiedź. Pierścień wydaje się być bliższy odnalezienia niż kiedykolwiek wcześniej. Przybył do Sanktuarium, by posłuchać o Dwimmerhorn. Posłuchać raz jeszcze o Polach Gladden, na których urywa się trop. Może jakaś wskazówka została przeoczona…

Jedyny pierścień wówczas był już w posiadaniu hobbita. Starzec miał to odkryć wiele lat później.


Komentarz grającego [koso]:

Szkoda, że ostatnia sesja kampanii okazała się być najgorszą z powodu fatalnych błędów. Po co poleźliśmy do tej cholernej Kniei Zapomnienia? W intro pojawiło się wołanie o pomoc Radagasta. Jako gracze wiedzieliśmy, że Radagasta tam nie ma, ale Sealion, Eregasta, Usari tam ostatnio go widzieli i tam mogli mu pomóc. Poszliśmy tylko po to, by się o tym przekonać i ruszyć dalej na Wzgórze Mogdreda, gdyż to było priorytetem dla wszystkich. Okazało się, że ta niepotrzebna wyprawa eskalowała w coś niesamowicie niebezpiecznego i tragicznego w skutki.

Sesję ratuje deklaracja Eregasty o spaleniu puszczy. Było to nie tylko efektowne, ale doskonale wpasowywało się w jej postać. Dla takich chwil gram w erpegi. Była zaskakująca, a jednocześnie bardzo „eregastowa”. Bezpośrednia, konkretna, wyciągnięta z rękawa, nastawiona na efekt.

Finał to walka z Uruk-hai Ghorem Plugawcem. Tutaj nie popełniliśmy błędu jak poprzednio, nie rozdzieliliśmy się. Nie stchórzyliśmy też jak pod chatą Eregasty, walczyliśmy do końca. Rozstrzygnęła mechanika. Sprawiedliwa przegrana po satysfakcjonującej i emocjonującej walce.

Taki urok erpegie, że finał nie pisze scenarzysta. W erpegie nie ma ustawek. Zagraliśmy uczciwie, co daje poczucie satysfakcji. Ale pozostaje pewna nutka żalu, że jednocześnie osiągnęliśmy tak wiele, ale i tak niewiele – mając na uwadze nasze ambicje oraz dokonując bilansu zysków i strat.

Smuci brak poznania tajemnic frapujących nas od ponad 20 sesji, od pierwszej wyprawy do Dol Guldur – kim jest Zimraphel i jaki ma związek z Eregastą. Z drugiej strony jest to też pewne otwarte zakończenie, a kampanie już na zawsze będzie otaczać nimb tajemnicy, przydając jej dodatkowego uroku.

Dla mnie, po poprzedniej naszej kampanii Śródziemiowej, założeniem było tym razem trzymanie się kanonu. To udało się zaskakująco dobrze, ale i bez konieczności chodzenia na jakieś ustępstwa. Wspierała nas w tym mechanika The One Ring, która mimo pewnych niedoskonałości, doskonale odzwierciedla ten świat i pozwala zostać jego częścią.

Kolejnym założeniem było oddanie szerokiego pola graczom. I tu kolejny sukces, głównie dzięki Gosi i Andrzejowi. Eregasta i Eryn to najlepszy erpegowy duet jaki widziałem kiedykolwiek, przebijając nawet Ducha i Johanaha w Odludziu, do którego nadal mam żywy sentyment. Zazdroszczę im tym bardziej, że mnie nie udało się to w kampanii Star Wars grając Shara Corso [mistrz] wobec droida V0 [padawan].

Choć opus magnum kaduceusza pozostaje Odludzie, to i ta kampania udała mu się wspaniale. Sam teraz próbuje swych sił jako MG i będąc chwilowo po drugiej stronie barykady, widzę jak niemożliwością jest tak jak on żonglować wątkami, wymyślać je i spajać, a jednocześnie stwarzać między nimi przestrzeń dla bohaterów graczy. Kadu jest najlepszym MG u jakiego grałem, porównując jeszcze z tymi, których widziałem oglądając rozmaite sesje online.

Dziękuję Tobie, który wytrwałeś w lekturze do końca. Najpiękniej przeżywać przygody wspólnie.

 

 

 

Komentarz prowadzącego [kaduceusz]:

Nigdy nie jest za późno na Total Party Kill, co nie? Nie no, ale serio, na trzydziestej pierwszej sesji kampanii nikt się czegoś takiego tak naprawdę nie spodziewa. Ale i śmierci Eryna pod Dwimmerhorn nikt się nie spodziewał. A w pewnym sensie to, co się wydarzyło jest jej pokłosiem.

Ale zanim przejdziemy do krwawego finału omówmy jeszcze kilka wydarzeń z tej sesji. Jak wspominałem moim planem na tę sesję były odwiedziny na Wzgórzu Tyrana. Wcześniej zasugerowałem, że kiedyś było ono kryjówką Radegasta, więc planowałem spotkanie z przemienionym czarodziejem, goblinem Dribbą, ujawnienie dawnych planów Radegasta wobec Eregasty (całe to spiskowanie i czary, jakie były mocnym tłem w czasie drugiego wiecu) – tego typu rzeczy. Musiałem pozbywać się przeciwników w tempie kilku na sesję, bo przecież planowałem ich jeszcze tylko dwie (te i następną). No dobra, może trzy, gdyby Dol Guldur tego wymagało. Pewną elastyczność trzeba jednak zachować :-)

Na początek miałem spotkanie z Qadan Logen (żony Mogdreda, Easterlinżki). Spotkanie o tyle ciekawe, że to ona była służką czarownicy, tą która zaklęła Garsendis i doprowadziła do jej zdrady (atak na Eregastę!) – no, co prawda pod wpływem czarów, ale co tam – a potem upadku w wyniku poczucia winy (miserable Garsendis i jej samopoświęcenie w zagajniku Radegasta). Ale teraz Qadan znalazła się w fatalnym położeniu. Gdy Mogdred zginął a Eregasta ogłosiła wszem i wobec, że jest dziecięciem elfów – Qadan wypadła z planów czarownicy. Nieszczęśnica ucieka z Wzgórza Tyrana i zbiega do Rhosgobel. Pierwszą ważną sceną sesji ma być spotkanie z nią. BG dowiadują się o niej od Galiona – starego elfa zmęczonego życiem, zwiadowcy i fechtmistrza króla Thranduila. Ona z kolei ma im opowiedzieć o upiorze Radegasta i sposobie na bezpieczne wejście na Wzgórze Tyrana.

I tutaj moc bohaterów graczy wyszła jakoś na opak. Usari robiąc test Hunting dostaje ze dwa przebicia, więc mówię mu, że ucieczka Qadan jest jednocześnie zasadzką Huski i że w okolicy jest cała sfora wargów. BG… peniają. Uznają, że walić tę Qadan, to jest w sumie suka i ich nie obchodzi, zostawiają ją na pastwę Huski i ja zgodnie z logiką fabuły i moim zwyczajowym podejściem (nie skorzystaliście z okazji, to ona znika) – zabijam ją. Później w trakcie sesji sfora wilków (no, trochę mniejsza) dogoni Sealiona i Usariego i pokonają ich razem z Huską chyba w 2 rundy…

Dalej BG w rozmowach dochodzą do wniosku, że na Wzgórze Tyrana nie będą iść teraz sami, tylko czekają na elfy, co się zjawią za dwa-trzy tygodnie. Rozważają różne rzeczy, w tym nawet chyba przez moment Siedliszcze, ale w końcu idą do Zaklętej Knieji, czyli oryginalnego miejsca, gdzie toczył się drugi wiec, teraz zaklętego przez Sarumana. „Czyja noga stanie na tej ziemi, ten zbłądzi. Kto będzie płynął po tej wodzie – jego wzrok przeoczy wyspę, gdzie spoczywa Radegast.” My już z intr/czołowek już wcześniej wiemy, że Zły to zaklęcie obszedł – Nazgul na skrzydlatej bestii wylądował na wyspie i wskrzesił Radegasta. BG postanawiają, że oni też przechytrzą zaklęcie.

Mówią, że „miej wyjebane, a będzie ci dane”, ale prowadząc erpegi trzeba być choć trochę przygotowanym na wszytko. Ja tutaj nie zastanawiałem się nad opcjami BG, w ogóle nie brałem tego pod uwagę. Jakbym miał jakiś fajny generator „rzeczy dziejących się w magicznych miejscach”, to może bym z niego skorzystał, ale nie miałem. No i powstaje z tego komiczna dla mnie scena a’la oldskulowe łażenie po lochach i macanie wszystkiego tyczką. Gracze decydują, że ich postacie będą skakać z drzewa na drzewo. No dobra, to ja mówię, że mogą, ale ktoś musi zabrać psa Eregasty i mieć podbicie. W efekcie Sealion i Usari gubią się szybko w lesie, ale Eregasta (jak przystało na uczennicę Redegasta – bądź co bądź) dociera do samego Czarnego Stawu, na brzeg. Tam nasyłam na nią nazgula i skrzydlatą bestię – czyli to, co mi się kojarzyło z tym miejscem, co pokazywałem w intrach. A na resztę wargi, jak już się z tej cholernej puszczy wydostaną, o czym za moment.

Na pewno dało się to zrobić lepiej. Skoro BG się rozdzielili w lesie, którego magia niby oryginalnie nie była wroga, ale w którą wkradł się Wróg, mogłem zrobić coś takiego:

  • Eregaście dać się spotkać z nazgulem, ale nie gonić jej nim i jego latającym potworkiem, ale zaoferować wyzwanie – „sprowadź elfiego króla na zgubę w naszą pułapkę, a oddamy Ci twojego czarodzieja, bo teraz jest nasz”
  • Sealionowi dać spotkać się z nazgulem (czy to ten sam, czy inny?), który ucieknie, gdy ten obnaży miecz; potem skontaktować się z nim za pomocą szpiega Czarownicy – tego BNa z zielonymi włosami, którego wielokrotnie pokazywaliśmy jako szpiega – i powiedzieć mu: „Masz coś, czego boją się czarni rycerze. Czarownica tego pożąda. Podaj swoją cenę.” BG wiedzieli, że sługi czarownicy (a chyba też wiedzieli, że i ona) boją się tylko nazguli.
  • Usariemu dać spotkać się z krukiem, który wydziobał mu oko. Teraz martwym krukiem. Kruk powie – „kiedyś mi nie zaufałeś, a teraz znów przychodzę z ofertą. Wyprowadzę cie stąd, tylko idź za mną.” Oczywiście tym razem kruk jest nekro-chowańcem goblina i wprowadzi Usariego w pułapkę – on vs Huska i jego wilki-wargi (H: „A teraz niedźwiedziu, pożremy cię żywcem!”). Alternatywnie jeżeli Usari nie zaufa krukowi ten przez chwilę odzyskuje nad sobą kontrolę i mówi – „Jesteś nieufny i dobrze. Oka ci nie zwrócę, ale tyle mogę powiedzieć – po mojej obecności poznasz, czy szaman Driba jest w pobliżu. Nie mogę się od niego oddalić, zaklęcie mi nie pozwala.”

Wymyśliłem to teraz w 5 minut, więc powinienem chyba nauczyć się czasem robić przerwę w sesji. Czasem żałuję, że nie palę fajek. Jak się okazuje, nie tylko gracze w D&D przyjmują mentalność baran-taran. Na tym etapie ta sesja była już słaba i dryfowała w kierunku fatalnej. Na szczęście gracze postanowili coś odjebać – i bardzo dobrze. Eregasta umyka nazgulowi i jego bestii. Wydostaje się na zewnątrz Zaklętej Kniei i jest wściekła. Niby słyszy gdzieś okrzyki przyjaciół, ale nie jest w stanie do nich trafić. Decyduje zatem – „koniec tego, podpalam ten las!”. Dziękuję bardzo, deklaracja sesji właśnie padła i już nie będę o niej mógł myśleć jak o słabej. Dzięki, Gosiu :-)

Niech to jeszcze raz pokażę z kilku kątów. Eregasta Ognista podpala Mroczną Puszczę. Ta, która przysięgła ją chronić w furii, postanowiła ją zniszczyć. Uczennica Radegasta rzuca wyzwanie magii innego czarodzieja – Sarumana. Weszła do Zaklętej Kniei, gdzie spotkała nazgula i wyszła odmieniona.

Wspaniale – mówię. I daję jej towarzyszom wydostać się z magicznej pułapki (ale nasyłam na nich wargi). Ale wszystko ma swoją cenę. Nie ma dymu bez ognia. To teraz, jak jest już ogień – to będzie dym! Gobliny, które umknęły z Dwimmerhorn chcą zemsty, a teraz dzięki nazgulowi wiedzą już, gdzie jest drużyna. Nie chcieliście przyjść do przygody, to ja ją przyprowadzę do nich. Och pechowe Rhosgobel, o przeklęte Rhosgobel. Nie dość ci było zostać wypalonym przez agentkę Eregasty – Garsendis? Nie dość ci było być świadkiem masakry Ludzi Lasu dokonanej przez Easterlingów? Czy teraz jeszcze orcze ścierwo podepcze cię i z burzy dopiero odbudowujące się chaty?

No tak, tak będzie, bo BG nie zamierzają się wycofywać. Za bardzo lubili Rhosgobel i przez całą kampanię nie dopuszczali myśli, że może zostać unicestwione. Tu ta kampania się zaczęła, to tutaj się skończy, nie?

No i napuściłem na nich wargi, gobliny, szamana Dribbę no i samego Ghora Plugawca. Bitwa była krwawa, BG z początku pozabijali trochę goblinów i nawet szaman Dribba uciekł widząc, że jego czary nie robią wrażenia na Eregaście. Ale z Ghorem to były nie przelewki. Pierwszy padł Usari, chwilę później wydawało się, że padł i Ghor… ale sprawdziłem i skurkowaniec miał cechę Great Size – nie wystarczy go zredukować do 0 Toughness, trzeba mu jeszcze zadać ranę (a protection test miał zacny). Zwalczyłem lamerską pokusę, by zignorować u tę cechę, ale porozumiewawczo powiedziałem do graczy (a w zasadzie do Gosi): „zakrwawiony, poraniony kawał mięsa znany jako Ghor padł. Ale wstaje. Macie jedną krótką szansę by zdecydować – walczycie czy uciekacie?” Nawet nie musiałem czekać na odpowiedź: „WALCZYMY!” Dwie rundy później zakończyłem tę kampanię TPK.

Na początku napisałem, że to co się wydarzył, było pokłosiem śmierci Eryna pod Dwimmerhorn (oczywiście w fikcji, bo na poziomie meta raczej efektem mojego zmęczenia tą kampanią). No i zobaczcie – gdyby Eryn żył, to byłby znacznie mocniejszą postacią niż Sealion i pokonanie Ghora byłoby o wiele łatwiejsze. Gdyby Eryn żył, to może zakrzyknąłby do córki – ratuj się, to nie jest tego warte! Tej mocy nie miał ani Usari ani Sealion.

Czy Total Party Kill to było odpowiednie zakończenie dla takiej trzydziestojednosesyjnej kampanii? Pewnie wielu was powie, że nie. Ja jednak odetchnąłem z ulgą. Dobrnąłem – może nie wymarzony koniec, ale jednak koniec. Gracze wybrali swój los w ostatecznej heroicznej decyzji, kości zadecydowały – i już. Zamknąłem kampanię i mogłem, ba nawet musiałem, zrobić przerwę. Paliwem gier fabularnych jest entuzjazm grających, ja tutaj jechałem już naprawdę na rezerwie. A że niektóre tajemnice kampanii zostały bez odpowiedzi? W ten sposób na zawsze pozostają tajemnicze. No, przynajmniej dopóki gdzieś się nie wygadam :P

Teraz oczywiście jak o tym myślę, to przychodzą mi do głowy bardziej szalone zakończenia tej kampanii. Trzeba może było w finalnej scenie, gdy pada Eregasta powiedzieć STOP. Wjechać na scenę samą Czarownicą i powiedzieć jej słowami: „Ta, która spaliła las jest gotowa. Weźmiecie ją żywcem do kazamatów Dol Guldur. Pozostałych zabić. Dla mnie są niczym.” I powiedzieć Gosi, że poprowadzę jej i tylko jej jeszcze tylko jedną i tylko jedną sesję – solówkę w Dol Guldur. No ale to tak na marginesie :-)

Ponieważ ten tutaj mój komentarz już się rozrósł, to na tym poprzestańmy. Napiszę jeszcze osobno takie szerokie podsumowanie kampanii i może parę słów o The One Ringu. Pozdrawiam serdecznie wszystkich tych, którzy byli z nami przez te wszystkie wpisy – mam nadzieję, że czegoś się dowiedzieliście, coś one dały do myślenia, a jeżeli nie to może choć wydarzenia naszej kampanii wydały Wam się ciekawe. Jak widać w Śródziemiu można rozgrywać naprawdę pasjonujące i nawet dość pasujące do uniwersum sesje. Na dziś to tyle, a ja idę szukać kolejnych rzeczy do grania.

I'm Going On An Adventure GIFs | Tenor

One comment

  1. Gratuluję rozegrania takiej epickiej kampanii!
    Doceniam uszanowanie wyniku rozegranej walki. Też uważam, że pewna losowość to siła rpg i nie warto z niej rezygnować.
    Bardzo chętnie poczytam podsumowanie kampanii i uwagi o The One Ring. Chyba mało kto ma takie jak Wy doświadczenie z tą mechaniką, a na pewno nie spotkałem się w sieci z szerszym jej omówieniem w oparciu o poprowadzoną tak długą kampanię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.