The One Ring – 29. Bitwa o Dwimmerhorn

Wódz orków Ghor Plugawiec traci cierpliwość. Nie czeka, aż Leśni Ludzie zaczną oblężenie. Opuszcza twierdzę i wydaje im bitwę na przedpolu.

drużyna

Gosia – Eregasta – Kobieta Lasu, która przyjęła elfickie dziedzictwo i elfickie imię Nauriel

Andrzej – Sealion Haradan Dúnedain, ale pochodzący z Haradu, Strażnik Północy o czarnej skórze

Tomek – Usari – Beorning, półkrwi Człowiek Gór, prowadzi armię na Dwimmerhorn

 

w poprzednim odcinku

Z nieszczęsnej eskapady nie wszyscy powracają. Na zawsze na Polach Gladden pozostali Eryn syn Thranduila, jedyny spośród elfów z Mrocznej Puszczy, który wyruszył na tę wyprawę. Pozostał tam też Dúnedain o imieniu Felmer, przyjaciel Aragorna, którego udało się wydostać z więzienia pod Dwimmerhorn, ale zginął w czasie ucieczki. Kamienie wystrzelone przez goblińskich miotaczy stały się ich zgubą. Legli pod kamieniami, przyczyną ich śmierci i mogiłą zarazem.

 

intro

Dribba podnosi jeszcze ciepło truchło krebaina, przebite elficką strzałą.

„Już cię pomściłem, ale to jeszcze nie koniec.”

Goblin wzdycha głęboko.

„Nie będziesz już taki krnąbrny, jak byłeś wcześniej.”

Szaman nacina sobie rękę zakrzywionym nożem, skrapia stworzenie krwią i wypowiada zaklęcie w mrocznej mowie. Na przeklętych bagnach nic nie ginie. Kruk będzie mu dalej służył, ale to nie będzie ten sam kruk co dawniej.

Ghor Plugawiec nie posłuchał głosu rozsądku. Dribba przestrzegał, że bronić się trzeba w twierdzy, co nigdy do tej pory nie została zdobyta. Ale Ghora Plugawca znudziło siedzenie na górze. Znużyło go czekanie. Chwyta za olbrzymią maczugę, w którą powtykał klejnoty elfów i wyłazi przez otwierające się bramy Dwimmerhorn. Spogląda ze szczytu skały w dół, na zastępy przeciwnika. Spluwa i mamrocze do siebie.

 „Zniszczę ich tutaj, a potem dla zabawy spale jakąś ich osadę.”

Lecz Ghor Plugawiec już teraz wie, że nawet to nie da mu odpowiedniej satysfakcji. On szuka wyzwań. Szuka kogoś, kto będzie w stanie stawić mu czoła. Od kiedy pozbył się ostatnich pretendentów do władania armią orków, brak mu godnego przeciwnika, a życie stało się nudne i nijakie.
 
I właśnie wtedy, Ghor Plugawiec, pomiędzy zalanymi wodą trawami, zauważa człowieka. Człowieka, który wzrostem i rangą góruje nad swoimi.
„O tak. Tego upoluję dzisiaj.”

Mówiąc to patrzy na Usariego.

Sealion Haradan nie klęczy wraz z Aragornem przed grobem dawnego króla Arnoru. Nie dlatego, że nie chce oddać mu szacunku. Nie dlatego, że nie czuje się Dúnedainem, choć urodził się w Arnorze, skórę ma czarną, jego rodzice pochodzą z dalekiego południa. Lecz dlatego, że pragnie wiedzy. Może właśnie dlatego, że dla niego wszystko tutaj jest tak inne, tak egzotyczne? A może to wiedza, a nie miecz jest najskuteczniejszym orężem?

Sealion Haradan nie klęczy przed grobowcem, gdyż zamiast tego woli go badać. Obchodzi sarkofag z każdej strony, zagląda w każdą szczelinę, studiuje każdą runę. Mija chwila nim orientuje się, że jego kompanii jakiś czas temu opuścili salę i pobiegli na górę. Dobiega do reszty, gdy wyciągają innego Strażnika, Felmera, z więzienia. Widzi jego nieobecny, pusty wzrok i zapamiętuje ten widok.

Gdy reszta znika z powrotem w przejściu, z którego wyszli, on zostaje i zagląda do jednej z cel. Po chwili dołącza do reszty, niosąc duże zawiniątko. Zza chusty wystaje tylko niewielka głowa, ale nie dziecka, gdyż włosy na głowie są siwe, a skóra pomarszczona. To ktoś bardzo ważny, kto w swej głowie przechowuje całą wiedzę swego ludu. Ale gdy Aragorn zostaje dopadnięty przez wargi, Sealion bez wahania przekazuje Elladonowi zawiniętą w chustę Garbeidę, matronę dzikich hobbitów, po czym sięga po miecz. Ramię w ramię z pozostałymi Strażnikami rusza na odsiecz, by wyswobodzić swego dowódcę z obławy.

Eregasta kamienieje. Nie może ruszyć ręką. Nie może ruszyć nogą. Wszystko wokół niej owiane jest ciszą. Widzi poruszające się usta, które coś do niej krzyczą, ale ona niczego nie słyszy. Widzi jak Vor szarpię ją za nogawkę, ale ona nawet nie drgnie. Jakby była kamieniem, który przygniótł jej ojca. I zostałaby tam, na środku pola bitwy, gdyby nie Elladan, który chwyta ją za rękę i pociąga. Więcej już nic nie pamięta.

Gerta Tarczowniczka odbija ciosy tarczą i resztką sił wykrzykuje do swoich, by bronili Sanktuarium do końca.

Wróg przedarł się przez ostrokół i wdarł się do wnętrza Sanktuarium Smoczego Płomienia. Garstka nawet walecznych i dobrze wyszkolonych obrończyń nie wystarczy, by powstrzymać hordę dzikich Easterlingów. Zwłaszcza, gdy tamtym przewodzi czarna postać z pustymi oczodołami, Czarownica. Porusza rękami, jakby sterowała dwoma marionetkami. Dwa widmowe kształty przemieszczają się w stronę paleniska rozpalonego przez Radagasta.

Tarczowniczki dzielnie bronią dostępu do ognia, którego Eregaście ślubowały strzec. Ogień zaczyna się nerwowo podsycać, płomienie pełgają gniewnie. Jakby też wyrywał się do walki, wiedząc że wkrótce zostanie zgaszony.

Wydaje się, że za chwilę Sanktuarium padnie. Wtem od strony lasu słychać świst. A potem kolejny…, a potem cały grad. Easterlingowie padają jeden za drugim. Słychać głos rogu. Król elfów wybrał dobry moment, by zobaczyć dziedzictwo swego syna i swej wnuczki.

Skrót wydarzweń

  1.  Druga Bitwa pod Dwimmerhorn – Leśni Ludzie pokonują orki
  2. [W trakcie bitwy] Eregasta próbuje przedrzeć się do goblińskiego szamana majstrującego przy obelisku, który zabił jej ojca. Traci większość ludzi i nie udaje jej się zapobiec czarom – goblin porywa duszę elfiego księcia!
  3. [W trakcie bitwy] Poobijany przez uruków Usari stawia czoła Ghorowi. Walka jest równa, ale zostaje powalony.
  4. [W trakcie bitwy] Sealion ratuje życie Usariemu wyciągając go z bitewnego zamętu.
  5. Po bitwie – najemnicy Vidugaluma chcą świętować, ale Usari każe im porządkować pobojowisko. Źle to przyjmują i spiskują przeciw niemu.
  6. Dunlendingowie i Dunedainowie odchodzą. Aragorn czymi Sealiona Strażnikiem Dzikich Ziem.
  7. Drużyna przegląda kryjówkę szamana. Znajdują wskazówki, że jest więcej niż 1 nazgul. Eregasta pali dawne źródło zarazy.
  8. Kłótnia o podział skarbów między Ludźmi Lasu. Rozstrzygnąć ma ją dopiero nowy wiec.
  9. Najemnicy i Ludzie Lasu wyprawiają się na bagna po skarby. Ich ilość przyprawia ich o szaleństwo. Nocą, gdy odchodzą, crebainy kradną resztę.
  10.  Najemnicy odchodzą, ale przedtem Eregasta robi ich w balona i daje im mniejsze skarby, część zachowując dla Sanktuarium.
  11. Przed jesienią wszyscy prócz ludzi Leudasta i Boba opuszczają Dwimmerhorn.

przygoda

Bitwa pod Dwimmerhon

Czy ziemia na bagnach może drżeć? Woda, która rozlewa się wokół drży z całą pewnością, gdy armia przeciwnika rusza do przodu.

W dzikim tłumie mieszają się wielcy urukowie, mniejsi od nich orkowie i najmniejsze gobliny. Między nimi przebiegają wargi dosiadane przez goblińskich jeźdźców. Na czele stada Huska, zdrajca Ludzi Gór. Ale to nie on tu dowodzi. Ghor Plugawiec. Największy pośród orków. Dzierży wielką maczugę, lśniącą od powbijanych w nią elfickich kryształów, które w ten oto sposób zostały zbezczeszczone. Choć wykrzykuje do swoich, to jego plugawe słowa docierają do uszu Leśnych Ludzi i trwożą serca najodważniejszych pośród nich.

Usari także wykrzykuje, by zakrzyczeć plugawe słowa Ghora.

„Ja jestem waszym przywódcą! Ja jestem dowódcą bitwy o Dwimmerhorn! Nie dam sobie odebrać zwycięstwa!”

Groźny głos i mocna postawa sprawiają, że jego żołnierze przestają się lękać wroga. Pamiętają, jak zawalczył o przywództwo w drodze do Dwimmerhorn. Widzieli, z jaką pasją ścigał uciekających do twierdzy Uruk-hai. Zbierają się w sobie. Powstrzymują pierwsze uderzenie orków.

Gdy z flanki uderzają siły Dunlendingów i Leśnych Ludzi, orkowie zostają zakleszczeni! Ghor Plugawiec nie spodziewał się takiego skomasowanego ataku. Jeżeli wielki wódz orków nie wydostanie się z tego śmiertelnego oka cyklonu, jeżeli nie przeprowadzi kontruderzenia z wnętrza bitewnej zawieruchy w jakiej się znalazł, to orkowie padną. A Usari każe ich nie oszczędzać. Każe wybić je co do jednego.

Zaczyna się krwawa jatka. Ghor wie, że jedyne co mu pozostało, to zabić Usariego. Leśni Ludzi pozbawieni wodza stracą rezon. Wytrącą się z impetu. Rozpadnie się ich jedność. Stracą nadzieję. Tylko tak Ghor o jego armia wydostaną się ze śmiertelnego uścisku. Wielki ork zaczyna rozpychać się pomiędzy walczącymi i rusza na Usariego.

Tymczasem Huska, zwęszając za wczasu w jaką stronę zmierza ta bitwa, wycofuje się się z niej niepostrzeżenie, nie pozostawiając za sobą żadnych śladów.

W innym miejscu bitwy Eregasta widzi, jak szaman wroga przedostaje się pod kamień, który wcześniej przygniótł jej ojca. Goblin podnosi swą lagę, a drugą ręką czyni dziwne gesty. To znak, że czyni jakieś czary. Eregasta rzuca się w tamtą stronę. Przebija się przez pierwsze oddziały razem z Beorningami. Dribba dostrzega ją. Wskazuje swoim łucznikom. Gobliny nakładają strzały i mierzą w ten jeden niewielki oddział, który oddzielił się od reszty.

Dwóch gigantów stojących po dwóch przeciwnych stronach staje na przeciw siebie. Ghor Plugawiec kontra Usari. Ork wykrzykuje, opluwając wszystkich wokół. Podnosi swą wielką maczugę. Usari nie czekając wbija mu w bok Zgubę Gigantów, przelewając pierwszą krew. Ghor Plugawiec ryczy zadowolony. Wreszcie spotkał godnego przeciwnika!

Dookoła Eregasty krew i krzyki. Gobliny wypuściły strzały. Jedna za drugą trafiają Beorningów. Ich przywódca Arnulf pada. Z jego ciała wystają cztery wbite strzały. Nie jest w stanie iść. Wyciąga rękę do Eregasty, błagając o ratunek. Eregasta chwyta go. Arnulf charcząc dziękuje jej. Nim Eregasta wydostanie go, wojownik traci przytomność. Ciągnie się za nim ślad krwi. Czy Beorningowie mają jej w sobie aż tak wiele? Eregasta opiera go o jeden z tych głazów, wyrzuconych przez katapultę ze szczytu Dwimmerhorn. W cieniu skały wydaje się być bezpiecznie. I wtedy słyszy krakanie krebaina. Jak to możliwe? Przecież widziała jak jej ojciec zabija przeklęte ptaszysko! Nie, nie czas się poddawać. Zostawia rannego niedźwiedzia ukrytego za głazem, a sama wraca do walki.

Ghor oddaje Usariemu, a uderzenie jest tam mocne, że odrzuca Usariego do tyłu. Ork śmieje się patrząc, jak Beorning z trudem podnosi się z błota.

Eregasta zarzuca na siebie płaszcz zabrany Arnulfowi i tym razem niezauważona przekrada się do goblińskiego szamana. Słyszy jak inkantuje zaklęcie. Eregasta nienawidzi mrocznej mowy, ale ją rozumie. W jej głowie pojawiają się zapiski z Pamiętnika Zimraphel. Słyszy słowa zaklęcia wypowiadanego przez Dribbę, jakby fragmenty wyjęte stamtąd. To zaklęcie uwięzienia ducha! To słowa potężnej magii. Wypowiadane przez najzdolniejszego ucznia Czarownicy. Spod kamienia wylatuje wąska strużka dziwnej pary, jakby dymu. Kryształ zatknięty na lagę szamana próbuje wciągnąć ten dyn, zasysa go do swego wnętrza. Gdy Eregasta staje przy szamanie, on ma wciąż jeszcze ostatnie słowo do wypowiedzenia. Czy zdąży przerwać rytuał? Czy zapobiegnie pochwyceniu duszy ojca?

Usari ma jedną szansę. Jedną okazję. Jeden cios, by zabić Ghora. Rzuca się ostatkiem sił. I tych sił mu braknie. Ghor powala go. Usari widzi jeszcze tylko jego spojrzenie, które mówi „dumnie walczyłeś”, po czym pada nieprzytomny.

Eregasta staje na przeciw Dribby. Zrzuca płaszcz Arnulfa. Jej rude włosy wylewają się na ramiona. Czarny pies staje u jej boku. Wykrzykuje do Dribby po elficku. Jedyne słowa, które nauczył ją ojciec. Eregasta wie, ze goblin nie zrozumie jej, ale niech myśli, że to zaklęcie, że i ona potrafi czarować. Kiedy atakuje go, on jak oparzony odskakuje do tyłu. Opary zasysane przez jego laskę rozwiewają się. Zaczyna przeraźliwie piszczeć. W jego oczach widać palącą nienawiść. Wznosi lagę zakończoną kryształem, ale nie zamachuje się na Eregastę. Uderza z całej siły w ziemie, wypowiadając ostatnie słowa rytuału. Rozproszone dookoła opary zostają wciągnięte z powrotem do kryształu i po chwili wszystkie są już zamknięte w jego wnętrzu. Ten opar przybiera znajomy dla Eregasty kształt. Zmienia się w twarz Eryna! Usta Eryna układają się w słowa. Eregaście wydaje się, że słyszy jego głos.

„Przeznaczenie.”

Przeznaczenie? Eregasta zastanawia się, czego duch jej ojca dowiedział się po przejściu na tamtą stronę? Co on zobaczył, gdy opuścił cielesną powłokę? Na wiecu ogłosiła się córą elfów. Wybrała swą drogę. Dokąd prowadzi? Czego przeznaczenie się po niej spodziewa?

W innym miejscu, w miejscu, które ona stworzyła, w Sanktuarium Smoczego Płomienia również walczono. Lecz tamta bitwa już się zakończyła. Ciała Easterlingów leżą naszpikowane strzałami. Elficcy łucznicy z Mrocznej Puszczy przeważyli szalę.

Ten, który ich przywiódł, elficki król, spogląda na ogień, którego wrogowi nie udało się zgasić. Spogląda weń i wypowiada imię Nauriel.

Eregasta słyszy jak ktoś daleko wypowiada jej imię. A może to tylko ten wiatr na tych przeklętych bagnach zwodzi ją?

Sealion odnajduje w bitewnym zamieszaniu Usariego i odciąga go na bok, z dala od Ghora Plugawca. Aragorn i pozostali Strażnicy osłaniają ich. Udaje się ocalić Usariego!

Ghor Plugawiec traci z pola widzenia Usariego, za to widzi sytuację na polu bitwy. Jego maruderzy już tę bitwę przegrali. Ghor Plugawiec nie zamierza ginąć. Rzuca się do czarnej wody i znika.

Leśni Ludzie otrzymali rozkaz od Usariego. Żadne ścierwo nie może zostać przy życiu. Wszystkie orki zostają wybite. Wszystkie, poza ich przywódcami – jeźdźcem wargów Huską, szamanem Dribbą i Ghorem Plugawcem.

Wielkie sprzątanie

Pole bitwy pełne trupów, krwi. Leśni Ludzie jeszcze dobijają ostatnich i rozglądają się po sobie, komu z nich udało się przeżyć. I widzą, że Usari dobrze nimi dowodził, gdyż straty po ich stronie są nadzwyczaj małe. Bitwa potoczyła się po ich myśli. Przeżyli też wszyscy ważniejsi spośród nich, przeżył przywódca Dunlendingów i najemników, a Leudast nawet uratował Walerana od śmierci. Przeżył Bob i Gutra. Twierdza Dwimmerhorn staje otworem.

W ciągu kolejnych godzin Leśni Ludzie wspinają się po skale i wchodzą do zamczyska. Usari od razu wydaje rozkazy uprzątnąć wszelkie pozostałości po orkach, oczyścić Dwimmerhorn i wtoczyć tu wszelkie zapasy. Każe zgromadzić rannych. Rozkazuje też zebrać cały oręż i pancerz z orkowego truchła. Przetopione w miejscowej kuźni posłużą jako nowa, mocniejsza brama.

Mimo zwycięstwa nastroje są nietęgie. Najemnicy Vidugaluma pod wodzą Dagalda ani myślą zabierać się do pracy. Chcą ucztować. Chcą świętować zwycięstwo.

Uczta? Nie czas i miejsce na ucztę. Twierdza jeszcze śmierdzi orkiem i wymaga dużo pracy. Zaś zapasy trzeba zachować na zimę dla tych, którzy zostaną tu sami, a nie przejeść teraz.

Leudast, który od teraz jest gospodarzem tego miejsca, popiera decyzję Usariego.

„Jak wam się to nie podoba, możecie wracać do domu. Bitwa wygrana. Orki wyrżnięte do nogi. A ci, którzy zechcą tu zostać, spędzą zimę wraz ze mną. Ja Leudast syn Hartfasta zostaję na straży tego miejsca.”

Pierwszy zgłasza się Gutra syn Huski. Gdy wcześniej zjawił się w obozie Leśnych Ludzi, Leudast był tym, który chciał się go pozbyć. Teraz ma w nim pierwszego ochotnika.

„Usari mówi, że Leudastowi można ufać. Wiem więcej niż inni o tej twierdzy, gdyż żyłem tu przez dłuższy czas. Zostanę tutaj i spróbuję pomóc.”

Innych ochotników brak. Nie chcą tu zostać współplemieńcy Leudasta. Byli poddanymi jego ojca. Zostali wzięci do niewoli przez orki, które napadły i zniszczyły Górskie Sale. Teraz chcą tam powrócić, by je odbudować. Ani myślą zostawać w miejscu, w którym byli więzieni i torturowani, z którym mają jak najgorsze wspomnienia, które leży na niegościnnych bagnach pośród zdradliwych mgieł. Nie wiedzą nic o układzie z Dunlendingami, którym przyobiecano Górski Sale. Nie wiedzą, że tak naprawdę nie mają dokąd się udać.

Przed Leudastem trudne zadanie. Musi przekonać tych ludzi do siebie.

„Dokąd chcecie się udać? Wasze domy zostały zniszczone. Nic nie zostało z Górskich Sal. Wy wiele wiecie o tym miejscu. Do tej pory budziło ono wyłącznie trwogę. Zamierzam to zmienić. Ale nie zrobię tego w pojedynkę. Możecie tu zostać. „

Ranny niedźwiedź

W bitwie znacznie ucierpieli Beorningowie. Wielu poległo, wielu jest rannych. Gdy Eregasta zbliża się do nich, zauważa nieprzyjazne spojrzenia. Ryzykowali życiem dla niej! Gdy Eregasta wyciąga strzały z ran, oni wzdychają, że to i tak na nic, gdyż okryte są trucizną. Ale Eregasta i truciznę jest w stanie zneutralizować..

Wyleczenie Beorningowie zapamiętują to. W ich oczach pojawia się wdzięczność. Któryś jeszcze w malignie majaczy.

„Kto mnie uratował? Kim jesteś piękna pani?”

Ta uśmiecha się i przedstawia się, choć przecież znają jej imię.

„Eregasta. Tak mnie zwą.”

Leśni Ludzie, którzy przypatrują się temu z boku, krzywią się. Dlaczego śmie używać imienia Leśnych Ludzi? Przecież nie jest już jedną z nich. Nawet jeśli wiec zadecydował inaczej.

Kamień Eryna

Eregasta. To imię kiedyś było tak piękne. Tak dźwięczne. Ale teraz ognia jest w nim znacznie mniej. Jakby ten ogień znajdował się obok. A prawdziwa pożoga płonie w jej głowie, gdy myśli o Dribbie. Ukradł duszę jej ojca. Chciałaby móc teraz go dopaść. Zbiegł najpewniej do swej Czarownicy.

Gdy podchodzi pod kamień, pod którym spoczywa jego ciało, zdaje sobie sprawę, że nic z niego nie zostało. Wielki głaz wyrwany ze skały, jakby samo Dwimmerhorn uderzyło w Eryna. Głaz również zniszczył bezpowrotnie pamiętnik Zimraphel, który Eregasta powierzyła swemu ojcu oraz jego cenny elficki artefakt – Arcyklucz.

Eregasta wydłubuje napis na kamieniu. Towarzyszy jej hobbit Bob, ale on nie rozumie elfickich znaków. Nieśmiało pyta o nie Eregastę.

„To imię tego, który spoczywa pod tym kamieniem.”

Obok napisu dorysowuje liść z zamkniętym wewnątrz płomieniem. Symbol Sanktuarium. W oczach Boba pojawiają się łzy.

„Pani, powtórzę twój napis. Wyryję go setki razy. Ku pamięci tego, kto był moim patronem i przyjacielem. Pamiętam jak wczoraj, gdy wysyłaliście mnie na wyprawę. Od każdego z was coś dostałem. Teraz każdemu z was chciałbym coś oddać.”

Eregasta przytula Boba i płacze razem z nim. Noc już nadchodzi, gdy powracają do Dwimmerhorn. Wracają przez pole bitwy i widzą setki trupów orków. Zostało tutaj odniesione wspaniałe zwycięstwo, choć okupione ogromną stratą.

Odlot

Kraban kracze do pozostałych kruków.

„Pożywcie się bracia. Pożywcie się do syta. Ostatni raz tu ucztujemy. Nowy władca panuję nad skałą. I nie jest to nasz władca.”

Kruczyska, wkrótce nażarte, podrywają się i odlatują z pobojowiska u stóp Dwimmerhorn.

Nora Ghora Plugawca

Czas zbadać leże Ghora Plugawca w Dwimmerhorn.

Ściany wyścielają ludzkie skóry, na których wygrawerowano mroczną mową znaki. Imiona tych, których pokonał Ghor Plugawiec. Jedna ze skór została zdjęta z Rjorna, dawnego towarzysza Usariego.

Jest jedna rzecz, która zwraca uwagę. Pergamin wbity zakrzywionym nożem w ścianę. Zapisany jest znakami w mrocznej mowie.

Jest pewna ironia w tym, co zostało tutaj pozostawione. Pergamin został wydarty z Pamiętnika Zimraphel. Tego samego, który zatonął na bagnach wraz z ciałem ciałem Eryna. Na jednej stronie widać bazgroły Czarownicy. Eregasta niemal nie jest w stanie ich odczytać. Wyrazy nie układają się w zdania, a litery w słowa. To zapis szaleńca, który opowiada o czerni, która spogląda do wewnątrz. Pisze o gasnącym świetle…

Na odwrocie zaś widać napis wykonany już inną ręką. Ktoś wykorzystał cenny kawałek papieru, czyniąc własny zapis. Widać wydrapane litery cienkimi pazurami Dribby, goblińskiego szamana, ucznia Czarownicy. Pazurami musiał nabierać czarnej mazi i kreślić nią po pergaminie. W jego zapiskach kryje się przerażająca wiedza.

„Jedyna rzecz, której boi się Ghor, to Czarni Rycerze. I dlatego na swój szaniec wybrał Dwimmerhorn, a nie Dol Guldur.”

A zatem jest ich więcej. Nie jeden, samotny Czarny Jeździec, lecz co najmniej dwu. Eregasta przykłada pochodnię do pergaminu. Nie chce więcej patrzeć na te plugawe znaki.

Szałas szamana

Eregasta odnajduje Gutrę i prosi go o wskazanie szałasu szamana.

„Zaprowadź mnie tam, gdzie zanurzano ci rękę.”

Chłopak wzdryga się. Lęk powraca. Przy Eregaście czuje się jednak na tyle bezpiecznie, że jest gotów zaprowadzić ją do jamy Dribby. W szałasie szamana pełno jest totemów, wisiorów z glinianymi dyskami, w których odciśnięto symbole w mrocznej mowie. Są też kadzie z trucizną. Dribba próbował wynaleźć nową recepturę. Próbował zrozumieć, dlaczego krebainy przestały przylatywać do Dwimmerhorn. Z czasem Dribba doszedł do wniosku, że trucizna została zneutralizowana u samego jej źródła. Było już jednak za późno, by mógł coś z tym zrobić. Nie był w stanie stworzyć na nowo czarną maź, która niosłaby zarazę.

Eregasta dowiaduje się, że przeciwnik utracił możliwość rozprzestrzeniania czarnej plagi. Teraz jedyne co może, to warzyć truciznę. Eregasta wychodzi z szałasu i rzuca za siebie pochodnię, pozwalając wypalić się plugastwu.

Strażnik Dzikich Ziem

Aragorn zamierza zostać jeszcze przez kilka kolejnych dni, a potem wraca na północ, tam gdzie jego miejsce. Ludzie Lasu mają swoje problemy, a Dúnedainowie swoje. Rozsławi imię Jagodowego Szlaku. To co nie udało się krasnoludom na północy Mrocznej Puszczy, utrzymanie Starej Leśnej Drogi, udało się Leśnym Ludziom – przejście przez las na jego drugą stronę.
Usari ma jedną prośbę do Aragorna, aby mijając ziemie Beorna zostawił tam list dla niego. Usari zawiadamia o swych ambitnych planach wobec Rhosgobel. Na ruinach osady Leśnych Ludzi zamierza wybudować stanicę Beorningów, przyczółek, z którego strzec będzie Jagodowego Szlaku, pobierając myto.
Reszta Strażników rusza za Aragornem. Wszyscy, poza jednym. Sealion Haradan. Jak prawdziwy Strażnik zawsze kroczy własną ścieżką, nawet wtedy gdy pozostali Strażnicy kroczą wspólną. Sealion zamierza zostać.
Aragorn kiwa głową.
„Masz rację. Wiele rzeczy dzieje się tutaj na południu. Wielkie znaczenie może mieć skarb znaleziony tutaj. Leśni Ludzi mają szansę urosnąć w siłę i dołączyć do wspaniałych ludów, spadkobierców dawnych czasów. Zwą nas Strażnikami Północy, lecz teraz widzimy, że ten rejon, na który mówiliśmy Dzikie Ziemie, również potrzebuje naszej uwagi. Sealionie z Haradu, tyś jednym z nas, tyś spadkobiercą Rodu Dúnedainów. Wyszkoliliśmy cię i daliśmy pełną wiedzę. Od teraz jesteś samodzielny. Sealionie, zgodnie z twym życzeniem, zostaniesz tutaj. Ja Aragorn syn Arathorna mianuję cię Pierwszym Strażnikiem Dzikich Ziem. Niech twa wiedza przysłuży się Leśnemu Ludowi. Szkól tych ludzi i bądź dla ich przywódców wielką pomocą. Ich przodkowie dawno przed wiekami starali się ratować naszego króla. Miej też baczenie na klejnot o niezwykłej wartości, by nie dostał się w ręce wroga.”

Portret Eregasty

Sealion Haradan znajduje na zamku portret kobiety o rysach twarzy przypominających Eregastę. Różnią się kolorem skóry. Kobieta na portrecie jest czarna. Uwagę przykuwają niezwykłe oczy tej kobiety. Zdają się być bardziej żywe niż namalowane. Oczy przepełnia nieprzenikniona czerń. Gdy Eregasta spogląda w obraz, to wydaje się jej jakby on również patrzył na nią.

Czy Zimraphel potrafi patrzeć przez ten obraz, jak dawniej przez swoich szpiegów? Jaki artysta byłby w stanie coś takiego namalować?

Płótno pachnie trzciną, wilgocią i rybami. Splot utkano w dalekim Esgaroth – Mieście na Jeziorze. Użyte farby nie wyglądają na profesjonalne. Artyście z pewnością trudno było z nimi pracować. Łatwo zbrylały się, nierówno pokrywały i w różnym czasie zasychały. Widocznie tylko takie miał pod ręką – uzyskane z barwników możliwych do znalezienia na miejscu, w Mrocznej Puszczy. Mimo to jego ręka, choć przywykła do innych materiałów, potrafiła zachować wprawę. Wszelkie detale są zachowane. Wprawne oko dostrzeże ukryte słowa. Pochodzi ze starego, zapomnianego języka. Oznacza ono „skarb”.

Kobietą na portrecie, wyglądającą jak Eregasta, jest Zimraphel. W jej języku Zimraphel oznacza „Córa Klejnotu”„Skarb”

Pożegnanie z Aragornem

Strażnicy są już gotowi do drogi. Na koniec Aragorn nie kryje przed Sealionem swych trosk.

„Liczebność wroga powinna dać nam do myślenia. Gdyby nie głupota ich wodza, to nie wiem jak potoczyłaby się ta bitwa. My byśmy uciekali stąd, nie oni. Biała Rada podczas ataku na Dol Guldur nie wygnała stąd zła na dobre. To co pozostało tam, zdążyło już odbudować swą siłę i zebrać posiłki. Przed nami ciężkie czasy. Warto wiedzieć o ruchach wroga zanim nastąpią. Musimy posłać naszych w miejsca dawno nie odwiedzane. Odszukać nory, w których kryje się wróg. Ach, gdyby tylko było nas więcej.”

Aragorn rusza na północ. Chce jeszcze zdążyć przedostać się na drugą stronę gór przed zimą, nim śniegi pozamykają przełęcze. Nie czeka, aż ukryte skarby na bagnach zostaną zdobyte.

„Skarby potrafią oślepić. Nie chcę widzieć, jak będą dzielone.”

Podział łupów
Cień przeciwnika potrafi padać nawet długo po tym, jak został on pokonany. Słowa Aragorna okazują się prorocze. W złocie kryje się zło.
Leśni Ludzi z Leśnego Miasteczka i Leśnej Sali nie chcą się dzielić skarbami z innymi leśnymi osadami, które nie dały swoich ludzi do walki. Nie zgadzają się na podział skarbów po równo między osady. Ich zdanie reprezentuje Waleran syn Fritwaldy.
„Chcecie przywłaszczyć sobie skarby, choć nikogo nie wystawiliście do walki! Chcecie góry skarbów? A co powiecie tym, którzy walczyli i ginęli?”
Eregasta przypomina Waleranowi o Jagodowym Szlaku.
„Nie chcemy skarbów dla siebie. Jeżeli chcecie handlować ze Słonecznym Grodem, Sanktuarium jest jedynym świetlistym miejscem w Mrocznej Puszczy, w którym będziecie mogli się zatrzymać.”
Waleran uspokaja się i spuszcza nieco z tonu. Jest gotów iść na drobne ustępstwo.
„Nie zrozummy się źle. Nikt nie mówi, że Sanktuarium nie jest nieważne. To ustaliliśmy na wiecu. Możemy użyczyć wam część skarbów, lecz nie będziemy ich dzielić po równo między sobie. Prosicie o zbyt wiele”
Eregasta przypomina Valeranowi coś, o czym łatwo zapomniał.
„Usari nie ma o co prosić. Bez niego nie zdobyłbyś Skały. A bez mojej mapy nie dotarłbyś tutaj. I ty mówisz, że my ciebie prosimy? Nie byłoby nas, nie byłoby skarbów.”
Waleran znów się wzmaga.
„Sugerujesz, że ich nie ujrzymy? Chcesz nas oszukać?”
Usari nie pozwala mu obrażać Eregasty.
„A gdzie słowa uznania? Gdyby nie ona, nie byłoby skarbów. Ale nie mówi to po to, by szantażować. Leśni Ludzie od zawsze skąpią jej szacunku, a hojni są we wzgardzie. Wiec zaczął się od tego, że nie jest jedną z was. To postanowiliście uczynić pierwszą sprawą wiecu.”
Waleran nie był na wiecu, ale wieści do niego dotarły.
„Sama zdecydowała, że jest córą elfów.”
Eregasta nie zamierza się przed nim korzyć.
„Sami do tego doprowadziliście, że wyrzekłam się waszego rodu.”
Waleran posyła w stronę Eregasty stek obelg.
„Co takiego? Wyrzekłaś się nas? Człowiek lasu tak nie postępuje! Jesteś bezczelna i sięgasz po cudze. To są nasze sprawy, nie elfów. Czemu mielibyśmy dawać na twoje Sanktuarium?”
Eregasta wybrała dziedzictwo elfów, ale wszystko co robi, robi dla Mrocznej Puszczy i jej mieszkańców.
„W Sanktuarium mieszkają Leśni Ludzie, którym przewodzę.”
Nie udaje się dojść do porozumienia. Ci, którzy wystawili ludzi do walki otrzymają skarby już teraz. Reszta musi poczekać. Kolejny wiec zadecyduje czy coś otrzymają. Eregasta i Usari póki co nie otrzymują złamanego grosza.
Wyprawa po skarby
Za plecami zostaje złowieszcze wzgórze. Przed oczami jeszcze bardziej złowieszcze bagna.
Skarby wpływają na ludzi. Za te wspaniałe zdobycze można wiele zbudować, ale też przez nie wiele stracić. Złoto uruchamia najgorsze instynkty. Sprawia, że jeden jest gotów zabić drugiego, by mu je zabrać.
Gdy Usari spogląda na Ludzi Lasu i najemników, owitych mgłą bagien, ogarniętych gorączką złota, nie widzi w nich już ludzi, ale upiory. Upiory, jakim stał się jego dawny przyjaciel i towarzysz broni, Hadrin.
Usari zastanawia się co się teraz wydarzy, jak to wszystko się skończy. I myśli sobie, że Dribba, Ghor i Huska nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Wszyscy przywódcy przeżyli i uciekli z bitwy. Zagrają jeszcze jakąś rolę nim to wszystko się skończy.
Eregasta czuje coraz większe pragnienie, by zostawić tę karawanę w diabły. Odejść stąd i pozwolić zabłądzić tym ludziom na bagnach. Czy to nie ona powinna zabrać elfickie skarby i oddać je swemu dziadkowi? „Przeznaczenie”, powiedział duch jej ojca. Czy to przeznaczenie prowadzi ją z tymi wszystkimi ludźmi? Ale przeznaczenie należy brać w swoje ręce. Jeszcze tylko godzina marszu, aż ukażą się złote kopce. Gdyby tylko zabrać Usariego i odejść stąd… Jeszcze nie jest za późno… Ci ludzie nie będą w stanie odnaleźć skarbów albo poświęcą lata, na ich szukanie…
W końcu jednak docierają na miejsce, które aż promieniuje złotem. Trzy wielkie kopce usypane z monet, klejnotów i innych kosztowności. W jednej z gór ktoś kopał. Ktoś grzebał. Ktoś starał się zgarnąć jak najwięcej tylko się dało. To Ghor Plugawiec. Po bitwie miał dużo czasu, by zabrać co cenniejsze kąski. Ale to ledwie garstka wobec nieprzebranych złotych gór wokół.
Szybko robi się chaos. Zaczyna się przeliczanie, napełnianie wozów, próba zebrania jak najwięcej, gdyż wszystkiego zabrać nie sposób. Na kogoś skarby się osuwają, ktoś inny wziął za duży ciężar na siebie i niemal tonie w bagnach. W oczach tych ludzi widać szaleństwo. Ludzką chciwość. Są gotowi na wszystko, by zabrać jak najwięcej.
Gdy wszystkie wozy, sakwy, kieszenie, kabzy, toboły są pełne po brzegi, trzeba wracać do twierdzy. Wraz ze zmrokiem nad bagna nadciągnie śmiertelne niebezpieczeństwo. Lecz obciążeni przez skarby nie są w stanie maszerować. Uginające się pod ciężarem wozy zaczynają grzęznąć w błocie. Usari każe zostawić połowę tego co nabrali, inaczej bagna ich pochłoną. Większość skarbów musi na razie tu zostać. Zabranie ich do twierdzy zajmie nie dni, a tygodnie!
Gdzie dwóch się bije
Kilka godzin później, następnego dnia wracają w to miejsce i nie odnajdują żadnych więcej skarbów. Zniknęły w czasie jednej nocy!
Krebainy z bagien czekały. Obserwowały. I kiedy nadeszła noc, nasyciły się. Rozniosły pozostawione skarby do swych kryjówek. Krebainy z Pól Gladden stały się o wiele bogatsze tej jednej nocy. A Leśni Ludzie nigdy nie znaleźli więcej skarbów.
Chciwość Dagalda i najemników
Dagald, samozwańczy przywódca najemników, uznaje że wszystkie zebrane skarby należą się im, bo to Leśni Ludzie zostawili na bagnach swe skarby. Usari dopada do niego gotów go rozszparpać. Dagald szybko wycofuje się ze swego pomysłu. I nie zamierza dłużej zostawać w Dwimmerhorn. Czym prędzej zbiera swych ludzi i wraz ze skarbami ruszają z powrotem do Vidugaluma. Gdy zdają sobie sprawę, że nie znają drogi i nie tak łatwo wrócą do Siedliszcza, proszę o przewodnika, ale Usari każe im pójść precz. Wcześniej Eregasta podmienia kilka z najcenniejszych klejnotów w ich puli na mało wartościowe świecidełka. Uzyskany w ten sposób naddatek chowa dla siebie. Nie powróci do Sanktuarium z pustymi rękami.
Eregasta prosi Elladona o przysługę. Elfy mogłyby spróbować odzyskać swoje skarby od najemników Vidugaluma. Półelf wysłuchuje jej prośby i opdowiada.
„Mój ojciec zawsze mówił, że Thranduil lubi gromadzić różne błyskotki w swoim pałacu. Z tego co mówisz, elfy z Mrocznej Puszczy wciąż myślą o skarbach zagrabionych im przed laty. Są tutaj i czekają na sposobność. Jeżeli ty o to prosisz, mogę wyruszyć, by próbować ich spotkać. Znam ścieżki, którymi wędrują. Ale wiedz, że jeżeli przekażę im wiedzę o tych skarbach, zechcą je odzyskać.”
Eregasta wie co to oznacza. Elfy podążą za najemnikami, gdy się dowiedzą o tym co ze sobą niosą. Najemnicy zaskoczeni na bagnach, w starciu z elfami, nie mają zbyt wielkich szans. Eregasta chce osłabić Vidugaluma, ale czy na pewno chce śmierci tych ludzi? Prosi Elladana o radę. Półelf znów wspomina swój dom, Tajar.
„W domu mego ojca niczego nie brakuje i czasem wydaje mi się, że zbyt wielką wagę przywiązujemy do pięknych rzeczy, ale czy jednak tylko rzeczy?”

Elladan obdarza Eregastę spojrzeniem. Eregasta rumieni się i uśmiecha ciepło.

„W takim razie zostań ze mną.”

Elladan wkrótce jednak wyrusza z powrotem do Rivendell. Poprzednim razem wiedział kiedy się zjawić. Czy tak będzie i kolejnym razem?

Jesień w Dolinie Anduiny
Wszyscy w końcu opuszcząją Dwimmerhorn. Nawet Dunlendingowie do swej nowej siedziby w miejsce dawnych Górskich Sal.
Na zimię zostaje tu tylko Leudast, Bob, Gutra oraz ostatni z Ludzi Gór.
Do Rhosgobel odchodzą Arnulf, jego Beorningowie i Usari. Dawna osada Leśnych Ludzi została porzucona, a to wspaniałe miejsce, gdyż otwiera szlak. A nikt nie zna się tak dobrze na strzeżeniu dróg, jak Beorningowie.
Zanim Beorningowie osiedlą się w Rhosgobel, Eregasta najmuje ich do przeniesienia jej skarbów do Sanktuarium. Arnulfowi imponuje to, w jaki sposób zdobyła skarby oszukując najemników. Ochoczo podejmuje się pracy. I będzie bardzo chętny do pozostania w Rhosgobel i zbierania myta za przejście przez Jagodowy Szlak.
Sealion żegna się z hobbitami. Boba prosi, by przecisnął się do grobowca Isildura. Gdy Arcyklucz zaginął, wejscie do niego jest zamknięte, ale hobbit zna pewną szczelinę. W jego imieniu złoży podarek i hołd dawnemu królowi Arnoru. Zaś z matroną dzieli się wiedzą o hobbitach żyjących po drugiej stronie gór, daleko stąd. Strażnicy Północy chronią ich siedziby. Ale dla matrony jej dom jest tutaj, w Dolinie Anduiny, a nie daleko na zachodzie. Gdy następnym razem spotka Sealiona będzie pamiętała, po której stał stronie. Inni czarni stoją po stronie zła, on jest wyjątkowy. Teraz może się odwdzięczyć przeprawiając Sealiona i jego towarzyszy za pomocą maleńkich czółen. Potem dzikie hobbity znikają i proszą, by ich nie szukano.
Eregasta przed odejściem po raz ostatni odwiedza miejsce spoczynku jej ojca. Na kamieniu pojawiły się kompletne napisy, wykonane wprawną ręką, a jednocześnie delikatną, z elfickimi zdobieniami wokół. Syn Thranduila Czerwony Liść Erynvoron. Eregast wyciąga ze swej torby liść, który podarował jej Eryn, a Thranduil przemienił w koronę. Kładzi ten liść na kamieniu i nim oderwie rękę chwilę czeka, czy wokół tego kamienia liść przemieni się w koronę.
Czasami jedyne co może dać życie to rozczarowanie. Rozczarowanie tym, że coś co wydawało się magiczne, jest zupełnie zwyczajne. Ale z drugiej strony zawsze pozostaje nadzieja. Ona umiera ostania. Eregasta jeszcze zamierza wrócić w to miejsce na wiosnę. Kto wie, co wtedy odnajdzie. Teraz tylko wiatr zdmuchuje liść.


Komentarz prowadzącego (kadu):

Na tej sesji bohaterowie wygrali ostateczną bitwę, a ja w „nagrodę” przeczołgałem ich przez konsekwencje ich wcześniejszych wyborów. Ale to było trochę w myśl: jak kuba bogu, tak bóg Kubie. Ale od początku.

Druga Bitwa pod Dwimmerhorn

Bitwa rozgrywała się na dwóch poziomach. Runda walki BG, po czym test dowodzenia rozstrzygający jak idzie bitwa całościowo. I tutaj o ile o wynik całościowy bitwy można było być spokojnym (Tomek w ostatnim Fellowship przypakował Usariemu Battle), to z walką z przeciwnikami mogło być różnie. TOR nie oferuje zasadniczo żadnych wskazówek jak dobierać przeciwników graczom, więc podczas kampanii tak długiej jak ta trochę się eksperymentuje. Ja poszedłem tropem konsekwencji – sesję temu BG pozwolili urukom przedostać się do twierdzy, więc najpierw każdy musiał pokonać uruka czy dwóch, zanim przejdziemy do faktycznej bitwy.

BG może przepuścili uruków, ale zniszczyli im ładunki wybuchowe. Dobrze zrobili, bo ja bym w obliczu porażki użył tych ładunków, żeby wysadzić twierdzę razem z goblińskim szamanem. Takie pyrrusowe zwycięstwo. Choć i teraz nie było łatwo.

Uruki… raz w tej kampanii padali jak muchy a raz okazywali się twardymi przeciwnikami. Oni mają taką cechę, że za punkt nienawiści można im dodać obrażeń, więc zadają ich poro przy normalnym nawet trafieniu. A BG w tej bitwie zrobili coś niemądrego – rozdzielili się.

Nie to, że ja ich do tego nie zachęciłem. Eregasta wraz z powierzonymi jej ludźmi poszła tropem goblińskiego szamana, który, jak się okazało, kradł duszę jej ojca (a więc kolejny raz działam z godnie z zasadą – coś skiepściłeś, pomyśl jak możesz z tego zrobić coś emocjonującego). Mało brakowało a dorwałaby szamana (dla którego używałem statystyk wiedźmy Hedwynn z dodatku Ruins of the North), ale dałem tutaj chyba licznik (jak go nie dorwiesz w 3 rundy, to on ucieknie, pewnie coś w tym stylu) i goblinowi udało się zbiec.

Sealion i Usari walczyli… też osobno. Przynajmniej na początku. W efekcie Usari niefortunnie dostał ze dwa strzały od uruków i na początku starcia z Ghorem był już mocno poszarpany. A ja miałem dla niego naprawdę mocne statsy. Wkrótce przed tą sesją w ręce wpadł mi podręcznik Horse Lords of Rohan. To jest późny podręcznik z linii wydawniczej TORa, powstał już wtedy, gdy autorzy gry zorientowali się, że mechanika postaw walce dla mocnych postaci zaczyna wyglądać tak – wszyscy biorą defensive, żeby ich było trudno trafić (12+parry, czyli max), ale sami mają już te 4 kości na walkę, więc spodziewają się, że przeciwnika trafią tak czy siak.

No to dla Ghora miałem staty Gazhura Three-Deaths. Gość ma cechę „Wicked cunning”, która (za 1 Hate) do jego Parry dodaje podstawową trudność trafienia postawy przeciwnika (czyli jak walczysz defensive, to jego parry wzrasta o… 12!!!).  Liczyłem, że to zmusi graczy do zagrania trochę taktycznego – ktoś wykona ruch zdejmujący przeciwnikowi hate (Intimidate Foe), inny weźmie protect companion itd. Ale oni byli rozdzieleni na początku tej walki, więc Usari stanął przed nie lada wyzwaniem. Kopara mi opadła, kiedy on w pierwszym ataku trafił Ghora. Rzucił chyba w sumie ze 36 na to trafienie (cel miał parry 7 + 12 za defensive + 12 za wicked cunning = niemożliwe 31). Ale potwór miał sporo Toughness i oczywiście od jednego ciosu nie padł. Za to Usariemu już wiele nie zostało, więc jakieś dwie rundy później – padł.

Na szczęście obok był już wtedy Sealion, który jak słusznie zauważył Tomek, jako Dunedain mógł sobie kupić raz na Adventuring Phase traita takiego, jakiego chciał. Po krótkiej dyskusji uznaliśmy, że ma traita w stylu: „bitewny zamęt” i dzięki jego użyciu wyciąga Usariego z bitwy. Ja uznałem, że Ghor wycofuje się, bo w międzyczasie (ponieważ rozegrało się ładne parę rund, a więc ładne parę testów Battle) bitwa została wygrana.

Perspektywa kampanii – pionki na planszy

Wkrótce po tej sesji zdałem sobie sprawę, że popełniłem tutaj poważne błędy w prowadzeniu. Jeżeli chciałem już kończyć tę kampanię (a chciałem), to powinienem skupiać się na eliminowaniu, a nie mnożeniu wątków. Domykaniu całości, a nie pokazywaniu dalszych zagrożeń.

Na początku bitwy miałem na podorędziu 3 atuty (a tak naprawdę 4): Ghora Plugawca, super bossa, Huskę jeźdźca wargów (mini bossa) oraz szamana Dribbę w sumie też mini bossa (czwartym była katapulta, o której zupełnie zapomniałem! Czym do dziś jestem zażenowany.) Ale potem, po tej bitwie miałem aż zanadto przeciwników i problemów dla BG. Miałem Radegasta, miałem Czarownicę z duchami, miałem niedobitki Easterlingów i gobliny z Dol Guldur. Wreszcie miałem Nazgula (planowałem to od dawna i w sumie jest to zgodne z Darkening of Mirkwood, ale po jaką cholerę mówiłem, że będą 2 nazgule?). Miałem za dużo ludzików.

I jakie decyzje podjąłem podczas bitwy? Że Huska może uciec (po co ja się pytam, po co?!). Niby pasowało to do narracji, że Huska uważa, że Usari może być zatruty zarazą, ale trzeba było zrobić scenę, jak Huska atakuje swojego własnego syna, Gutrę i np. Sealion musi bronić chłopaka. Ghorowi pozwoliłem przeżyć (no niby wygrał), co oznaczało, że dodaję sobie na przyszłość jednego naprawdę mocnego przeciwnika. A mogłem go zadziobać Crebainami czy coś. Natomiast Dribbę w sumie prawie dałem zabić (uratowały go kości, tak naprawdę), a akurat porwana przez niego dusza Eryna nadawała się wspaniale na finalną konfrontację Eregasty z Czarownicą (którą pokazywałem, jak walczy posiłkując się duchami na uwięzi).

Nikt z moich bossów nie zginął podczas tej bitwy i będzie to miało straszne konsekwencje później – zarówno ucieczka Huski, jak i przeżycie Ghora. Dribba mniej, zobaczycie.

Krajobraz po bitwie

Na początku tego komentarza napisałem, że gracze moim zdaniem trochę się prosili o ponure rozegranie pobitewnej części sesji. Mam na myśli to, że zaraz po bitwie Usari (co pięknie wpisywało się w jego image wściekłego przywódcy) zakazał najemnikom (i wszystkim ogólnie) zabawy i świętowania a nakazał porządkowanie pola bitwy i Dwimmerhorn. Moim zdaniem to był błąd – tak samo jak wcześniej decyzja Eregasty by praktycznie nikogo nie brać z Sanktuarium. Moim zdaniem to się nie mogło skończyć dobrze.

To jest właśnie najtrudniejsza rzecz w prowadzeniu gier fabularnych. Tak rozsądzać, żeby wszyscy byli zadowoleni. A jeszcze w dodatku robić to szybko. Rozważałem pełen bunt ze strony najemników. Pokazałem nawet w tle scenę jak spiskują z Dunlendingami. Ale zakończyłem na drażnieniu się – uznałem, że Dunlendingowie byli przeze mnie dłuższy czas prezentowani jako szarzy a nie źli (oryginalnie we Władcy Pierścieni łączą ich szmrane więzi z Sarumanem, ale ten u nie przecież też nie był zły). W związku z tym odeszli, a nie sprzymierzyli się z najemnikami Vidugaluma.

Gdybym wywołał tu bratobójczą bitwę, to odebrałbym tak naprawdę zwycięstwo BG i miałbym duże szanse na zakończenie tej kampanii w ogóle.

Myślałem potem jak mogłem tutaj się zachować inaczej. Być może mogłem rzucić na jakieś wkurwienie najemników, żeby oddać kościom decyzję – jak oni się tu zachowają. Ale takie rozwiązania zazwyczaj zachowuję dla mniej ważnych wątków, a przy ważniejszych decyduję sam – dlatego piszę o sobie prowadzący, a nie arbiter.

Innym rozwiązaniem mógł być zegar. Zegary ogólnie są bardzo fajne, ale tworzą przewidywalną strukturę i wyciągają jakiś temat na wierzch. No i trzeba ich używać rutynowo, bo często warto je odpalić z wyprzedzeniem, a potem czekać. Np. mogłem go odpalić w momencie pokonania Tealiona i zapełnić mu 1 z 4 elementów. Potem, gdyby najemnicy byli wystawieni w złym miejscu bitwy – kolejny. Gdyby uzyskali straty – kolejny. I dopiero wtedy – czwarty kawałek = bunt. Ale to trzymanie tego na wierzchu nie było też moim celem.

Chwilę później odpaliłem jak się okazało zupełnie niespodziewaną już na tym etapie przez graczy konsekwencję tego, że nie wszystkie grody Leśnych Ludzi dały tyle samo wojów. Kłótnia jaka przy tym wyniknęła przelała czarę goryczy – po tej sesji gracze jasno mówili, że mają już dość tych cholernych Ludzi Lasu. A więc chyba ponownie przegiąłem.

A jednak nie ustępowałem w dręczeniu BG. Kiedy Dunlendingowie i Dunedainowie odeszli reszta wyprawiła się po skarby. Tam przez dłuższą chwilę prowadziłem narrację tak, jakby szaleństwo gorączki złota i klejnotów miało być zgubą Leśnych Ludzi i Najemników i że wszyscy potoną na bagnach, gdy przyjdzie zmrok. Ale nie zrobiłem tego; zadecydowałem że crebainy kradną nocą połowę skarbu (a było tego setki punktów Treasure). To akurat uważam, że mi się udało – dobra konsekwencja poprzednich wydarzeń i nieudanego paktowania z ptaszyskami.

Powrót do rzeczywistości

BG wracali z Dwimmerhorn niby zwycięscy, ale styrani. Leśnymi Ludźmi gardzili, los części skarbów był niepewny i tylko oszukanie (na w sumie niemałą sumę) najemników (za co oczywiście przyznałem należne punkty Cienia) było małym pocieszeniem. Eryn nie żył, Eregasta w żałobie, Felmera nie udało się uratować, Usari miał ponurą reputację, a Sealion jeszcze nie zaczepił się na dobre w fabule. Trochę to poprawię intrem do następnej sesji, ale to są zawsze działania post factum.

Nie była to może prozaicznie słaba sesja; ja na takie sesje mówię – znośna – ale zdecydowanie mocno poniżej średniej w tej kampanii. Mój własny shadow już się trochę przesączał na nasze granie. Widząc to dokonałem powtórki z rozgrywki – tak samo jak pod koniec Gwiezdnych Wojen (nie doszedłem tam do tego w raportach – smuteczek) tak i tutaj – podjąłem decyzję – ta kampania ma trwać już tylko max 3 sesje. 1 raz Fellowship (najlepiej rozegrany na połowie sesji) a potem tylko Wzgórze Tyrana oraz ponownie i jako finał – Dol Guldur. Siedliszcze Vidugaluma planowałem raczej rozegrać przez proxy – czołówkę, jakieś wydarzenia i decyzje tła.

Tego planu mi się nie uda zrealizować, ale nie z mojego zwyczajowego powodu (że wszystko się rozciąga w czasie względem planów). Co się wydarzy? Zapraszam do kolejnych raportów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.