The One Ring – 20. Milcząca Pani

Vidugalum po powrocie do Siedliszcza planuje pozbyć się „mącicielki”. Eryn nie zamierza na to pozwolić. Jak daleko posunie się, by uratować Milczącą Panią?

drużyna

Gosia – Eregasta – Leśna Kobieta, uczennica Radagasta

Andrzej – Eryn – Leśny Elf, syn Thranduila

Tomek – Usari – Dziecię Dwóch Ludów, pół-Beorning pół-Człowiek Gór

w poprzednim odcinku

Hadrina powraca! Już nie jako Hadrin, ale upiór zrodzony z wewnętrznego głosu Hadrina – Bodrina. Atakuje on Vidugaluma, by odebrać mu swoją własność – jeden z Pierścieni Władzy. Śmiałkowie pokonują dawnego przyjaciela. Jednak Eregasta zostaje ponownie zraniona orkową trucizną…

wydarzenia

1. Odrzucona propozycja Vidugaluma

2. Spór o gobliny

3. Zamieszki w dzielnicy biedoty

4. Polowanie na gobliny

5. Pożegnanie Milczącej Pani

intro

Usari opiera się o ciężką włócznię. Czuje satysfakcję po bitwie. Odparli potężnego upiora. Rusza pomiędzy leżące ciała Uruk-hai, aby odnaleźć monetę. Już wcześniej wiele dla niego znaczyła, a wczorajszego wieczoru uratowała my życie. O tę monetę pokłócił się ze swym przyjacielem Hadrinem, o tę monetę stoczył walkę na śmierć i życie z upiorem Hadrina – Bodrinem. Zagląda wszędzie, lecz nigdzie jej nie ma! Usari jest doskonałym tropicielem, nie mógłby jej przeoczyć. Gdy nachyla się w miejscu gdzie widział ją po raz ostatni znajduje czarne pióro…

Eryn spogląda na puste krzesło po Vidugalumie. Wczoraj rozsiadał się na nim niczym pan tego miejsca, choć to Madrar nim jest. Zaś w obliczu zagrożenia był pierwszym, który z niego czmychnął. Czy tak będzie bronić swej osady? Erynowi nie podoba się również to, jak ich potraktował. Poprzednio wziął ich za intruzów i traktował jak żebraków przychodzących do niego po prośbie. Cóż za odmiana. Teraz gościnność aż się wylewała… Elf dopija wino i krzywi się. Wino nalane przez Vidugaluma jest równie cierpkie, jak jego przyjaźń…

Eregasta zanurza nogi w rzece i czeka, aż przypłyną pijawki. Klnie, żeby się pośpieszyły. Jej rana wygląda paskudnie. Sączy się z niej wciąż ta przeklęta smoła. Ale rana ta ma też nietypowy kształt. Kształt półksiężyca. Jej Mistrz… Od jak dawna patrzył na nią nie swoimi oczami?

Madrar Flisak nie może przestać myśleć o poprzedniej nocy. Chciałby, aby to był tylko koszmarny sen. Ale widok upiora nie tylko wlał strach w jego serce, ale i wątpliwości. Mistrz Usari mówi, że to kruk sprowadził tutaj upiora. Usari… Kruk… Madrar Flisak dodaje dwa do dwóch i przypomina sobie jak spotkał Usariego. Czyż to nie kruk ukradł mu łódź, którą potem zwrócił mu Usari? Madrar zastanawia się, czy jest w tym jakiś przypadek…

Eryn podchodzi do rannej Eregasty i patrzy na nią, ale jakby przez nią, dalej, zupełnie gdzie indziej. W jego oczach odbija się światło. Nie jest to ogień pochodni, ale coś znacznie jaśniejszego… Elf cedzi przez zęby słowo po słowie.

„Jak-daleko-posuniemy-się,-by-chronić-to,-co-jest-dla-nas-najcenniejsze…”

Kruk obserwuje ich z góry i wzdycha do siebie. Dla niego podobieństwo między nimi jest oczywiste. Gdyby tylko sam miał młode… Ale rolą Krebainów jest co innego… Roznosić zarazę… Kruk ściska w swym szponie monetę po czym odlatuje.

art. Larry Vienneau

przygoda

Plugawy oręż

Eryn podnosi miecz Uruk-hai. Potężna broń. Dużo cięższa i powolniejsza od elfickiego oręża. Nieporęczna. W rękach Eryna nie sprawdzi się w walce. Ale nie po to ją bierze, by walczyć. Pokaże to coś na Wiecu, aby wiedziano, z czym przyjdzie się mierzyć.

Miecz o szerokim ostrzu może uciąć łeb jednym cięciem. Ale tym mieczem i niewinnie wyglądające draśnięcie może zabić, gdyż nasmarowany został śmiertelną trucizną – czarną mazią.

Wszystko płynie

Eregasta z sekundy na sekundę opada z sił, blednie, odpływa. Pochyla się nad wodami Anduiny i spogląda w twarz, której nie rozpoznaje. Przerażona spogląda na potężną ranę zadaną plugawym mieczem Uruka. Poprzednio, w Słonecznym Grodzie, wyleczyła się pijawkami. Teraz każda przyłożona do rany po napiciu się czarnej mazi wysycha, czernieje, obumiera… Wszystkie jedna po drugiej opadają jak zwiędnięte liście.

Eregasta szuka innego sposobu. Wyciąga w pośpiechu zapiski Radagasta i sporządza dekokt wedle wskazań. Wypija go i czeka. Mijają kolejne godziny, ale trucizny nie udaje się zneutralizować.

Czas nie stoi w miejscu. Wciąż płynie jak ta wielka rzeka, przez którą z każdą sekundą przewalają się nieprzebrane masy wody. Nie tylko Eregasta uczy się czegoś o swoim wrogu… Nie tylko ona wyciąga wnioski… Eregasta jest przerażona. Zaraza przeobraziła się i z pewnością przeobraża się dalej. Eregasta musi zrobić wszystko, by poznać dalsze zapiski Zimraphel!

Samotna misja

Eryn zagaduje Madrara Flisaka o podróż Wielką Rzeką na południe, w stronę Lórinand. Złotej Doliny, ziemi elfów. Czyżby w jego głowie układał się już jakiś plan? Madrar z jednej strony nie boi się wyzwań i nigdy nie wzgardzi monetą, z drugiej zaś to miejsce wolałby unikać. On nazywa to miejsce Dwimordene. Doliną Nawiedzoną.

„Elfy strzegą swych ziem. Gdy przepływasz obok nawiedzionego lasu, trzymaj się wschodniego brzegu rzeki i nigdy, ale to przenigdy nie ląduj tratwą po stronie drzew. Skały, mokradła, pustkowia – Anduina przepływa przez wiele groźnych i zdradzieckich miejsc, ale wszędzie tam czuje się bezpieczniej, niż w obliczu tamtego lasu.”

Eryn podejmuje trudną, wymagającą wielkiej odwagi decyzję. Odłącza się od drużyny. Nie może zostać ze swymi przyjaciółmi, ze swą córką. Musi pomóc tej, o której cała reszta porzuciła i zapomniała. Samotnie wyrusza do Siedliszcza, by zdążyć przed Vidugalumem. Życie Milczącej Pani jest zagrożone. Chce ją uratować, nim Vidugalum zgładzi ją, oskarżając o szpiegostwo i spiskowanie. Musi zdążyć przed nim, gdyż nie może się przeciwstawić jemu. Naraziłby wtedy swych przyjaciół, swą córkę. Własnym planem pokrzyżował ich plany. Gdyż oni wciąż mają swoje interesy do załatwienia z Vidugalumem.

Powrót do Siedliszcza

Vidugalum nie czuje się bezpieczny poza swą twierdzą. Zbiera się do powrotu, by tam kontynuować tłumaczenie Pamiętnika.

„Nie wyciągaj tych rzeczy na światło dnia. Nie daj przeciwnikowi pokazać czym dysponujesz. Te zapiski są wielkim skarbem. Gdyby on wiedział… Wystawiłabyś się na jego krwiożerczy atak. Wyobraź sobie, że ktoś tobie kradnie to co masz najcenniejszego. Czy nie zrobiłabyś wszystkiego?”

Przysłuchujący się z boku Usari bezczelnie wtrąca się w rozmowę. Stuka Vidugaluma w pierścień.

„To samo tyczy się tego. Pamiętasz ostatnia noc i tego, który upomniał się o swoje… Przestrzegłeś Eregastę – czy gdyby tobie ukradziono coś najcenniejszego, nie zrobiłbyś wszystkiego, nawet po śmierci, by to odzyskać? Czy tej samej przestrogi nie powinieneś skierować ku sobie?”

W oczach Vidugaluma pojawia się strach, który szybko przemienia się w gniew.

„Niech tylko spróbują tu znowu przyjść!”

Od tej pory Vidugalum nie rozstaje się z obstawą. Staje się nad wyraz ostrożny.

Powrót do Siedliszcza

Choć dolina Anduiny to niekończące się pustkowia, to Vidugalum potrafi na nich znaleźć schronienie. W połowie drogi do Siedliszcza zatrzymuje się na nocleg w chacie rodziny pasterza. Witają gości skromnie, jedynie ciepłym mlekiem. Złe plony w ostatnich czasach nie pozwalają na nic więcej.

Tymczasem Eryn jest już daleko z przodu. Narzuca sobie forsowny marsz. Do tego ciąży mu nieporęczny miecz. Zatrzymuje się na postój tyle tylko, ile jest to wymagane. Gdyby ktoś zobaczył samotnego elfickiego wędrowca wziąłby go za zjawę z dawnych czasów, która błąka się po tych ziemiach szukając nie wiadomo czego. I jakże by się pomylił, gdyż ten wędrowiec pewnie idzie po swoje.

Propozycja nie do odrzucenia

Vidugalum proponuje Eregaście wieczorny spacer.

„Widziałem te wywary, które ważysz. Ale słyszałem też opowieści. Wiec przed nami będzie czymś wyjątkowym. Ale i poprzedni był wart uwagi, nieprawdaż?

„Nic nie umknie twojej uwagi.”

„W tym miejscu trzeba dużo wiedzieć, aby móc działać właściwie. Wiedza otwiera przed nami możliwości. Co do tego obydwoje zdajemy sobie sprawę. Usłyszałem, że posiadasz wiedzę o przyrządzaniu specjalnych napojów. Tak specjalnych, że potrafiących rozkochać w sobie kogoś, kto ich skosztuje.”

„Rozkochać? Raczej odkochać.”

„Czyż to nie druga strona tej samej monety? Przyprowadziliście do mnie kobietę i poprosiliście o pomoc dla niej. Wcześniej widzieliście Hermesildę i jej urodę. Na pewno pomyśleliście, że mam słabość do kobiecych wdzięków i w związku z tym nie odmówię pomocy. Tak, zgodziłem się leczyć córę Hartfasta. Ale ten bardzo długi czas, który będę musiał jej poświęcić, nie musi zostać stracony. Z twoją pomocą mógłbym osiągnąć o wiele, wiele więcej.”

„Z moją pomocą osiągniesz o wiele, wiele więcej na Wiecu przed nami.”

„Musimy myśleć nie tylko o Wiecu przed nami. Spójrz na mnie. Ty się nie starzejesz, a ja owszem, nawet jeśli tego nie widać. Ja mam swoje lata. Życie odcisnęło na mnie swoje piętno. Nie mam tyle czasu co ty. Moje zaklęcia… one słabną. Gdybyś uwarzyła dla mnie taki eliksir, dziecko Vidugaluma byłoby jednym z Leśnych Ludzi…”

„Serce kobiety można zdobyć bez sięgania się do sztuczek. Najpierw spróbuj bez wywaru. Wierzę, że ci się uda.”

„Ach, czyli chcesz zobaczyć cię jak stary Vidugalum się ośmiesza? A potem jak przychodzę do ciebie na kolanach i błagam cię? Czy jestem tak mało wartościowy? Czy sądzisz, że nie potrafię okazać wdzięczności? Zaoferować ci czegoś przez ciebie pożądanego?”

„Przecież mnie znasz. Ja walczę po stronie kobiet, a nie kupczę ich miłością.”

„Tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono. Szkoda. Wielka szkoda.”

Ruiny miasta

Eryn okrąża twierdzę Siedliszcza od południa. Odkrywa, że twierdza została ulokowana w tym miejscu nie bez powodu. Pozostały tu ruiny wydające się nieprzebytym polem pełnym rozmaitych pułapek. Labiryntem, który należy omijać. Dzień chyli się już ku końcowi. Od rana nieustannie zacina nieprzyjemny deszcz i wieje przenikliwie zimny wiatr. Pod nogami chlupoce nieprzyjemnie błoto. Dzień jest ponury i brzydki, jak i to miejsce, pełne kręcących się goblinów.

Eryn przekrada się pomiędzy szczątkami dawnych zabudowań. Przechodzi pod powalonym łukiem. Przestępuje przez porozwalane fragmenty wielkiego pieca. Tu musiało istnieć miasto, ale zostało zniszczone. Krajobraz dewastacji dopełniają okopy rozrywające ziemię pod ruinami oraz prowizoryczne, dziurawe, krzywo postawione mury, ułożone z tego co odpadło ze zrujnowanej budowli i akurat było pod ręką. Od razu można w tym poznać rękę goblinów. One w tych dziurach, w tym błocie, chaosie, obrazie zniszczenia tego co było ludzkie, czują się znakomicie.

W centralnym punkcie, w cieniu wysokiej ściany czegoś co kiedyś było wieżą, na jednym z jej ostałych łuków wisi łańcuch. Z łańcucha zaś zwisa ciężka, żelazna klatka. Spomiędzy grubych krat widać nędzarza na skraju wyczerpania. To Człowiek Lasu.

To tutaj, w mieście goblinów, wisi schwytany i zamknięty Wulferd. Polowanie z synem Ingomera, wyprawa po skarby Dol Guldur, praca dla Vidugaluma… To wszystko zakończyło się klęską. Czy Ludzie Lasu znają inny smak niż porażki?

Dopóki jesteś

Tymczasem Amalina przebudza się z całodniowego snu. Jest w obcym dla siebie miejscu, wśród nieznanych jej ludzi. Jedyna znajoma twarz, to twarz Usariego. Amalina nie zapomniała kłamstw Eregasty.

„Mistrzu Usari. Proszę, wyciągnij mnie stąd. Wszystko do mnie wróciło. Wiem co się wydarzyło. Eregasta… my nie możemy jej ufać!”

Usari przekonuje ją, że Eregasta ma teraz inne sprawy na głowie. Teraz kto inny weźmie ją pod swoją opiekę. Amalina natychmiast ożywia się. Chyba w jej głowie powstaje kolejna romantyczna wizja.

„Nie będę cię okłamywać. Twój… on nie żyje. Ale żyją jego bracia. Jego cała rodzina jest tutaj. Gości u Vidugaluma. Wiem, że ufasz Rohirrimom. A ja wiem, że z nimi będziesz bezpieczna. Chcę, abyś spędziła kilka tygodni w Siedliszczu. Nie mogę ci o wszystkim mówić, gdyż zbyt wiele uszu słyszy i zbyt wiele oczu patrzy. Musisz mi zaufać. Tak jak zaufali mi twój ojciec i brat. Jeden z twych braci nie żyje. Gdyby również im przytrafiło się coś złego, ty jesteś ostatnią z krwi przywódców Górskich Sal.”

Amalina na wzmiankę o Vidugalumie reaguje podobnie jak jej ojciec i brat.

„Nie chcę mieć z nim nic wspólnego!”

W tym momencie drzwi otwierają się i staje w nich Vidugalum. Przez chwilę wydaje się, że swoim zwyczajem wkroczy pewnie do środka, ale on cofa się i przepuszcza Eregastę. Wracają z wieczornej przechadzki.

Amalina przygląda się im. Waży słowa Usariego. W końcu podejmuje decyzje. Łapie i z całych sił ściska dłoń Usariego.

„Gdy ty jesteś ze mną, niczego się nie boję Mistrzu Usari.”

Vidugalum uśmiecha się słysząc to, po czym znika we wnętrzu pasterskiej chaty.

Nipping Sadza

Eryn nie jest jedyną osobą, która stara się pozostać niezauważona przez gobliny. Bacznie obserwuje ich siedzibę. I widać, że robi to od dawna. Zachowuje się jak zwiadowca opracowujący plan uderzenia.

Eryn jest wysoki i chudy, tamten niski i gruby. Eryn pochodzi z ludu kochającego drzewa, lud tamtego kocha kamienie. Eryn należy do królewskiego rodu. Tamten jest z rodu upadłego. Eryn podkrada się do krasnoluda i szepcze mu za uchem.

„Jak na razie nie zobaczyli żadnego z nas.”

Jego aż zmroziło. Odwraca się i widzi elfa. Pamięta go dobrze. Pojawił się na chwilę jakieś dwa lata temu, a teraz zjawia się ponownie, zachodząc go od pleców. Wtedy był z Hadrinem. A zatem nie powinien mu ufać i może nawet powinien od razu go zabić albo pochwycić jako zakładnika, na wypadek, gdyby nie był sam. Tyle że wtedy, podczas szarpaniny z Hadrinem, za elfem wstawiła się Milcząca Pani. Póki co zachowa więc czujność i uda, że nie wie kim jest elf…

„Czy my się znamy? Wydajesz się być znajomy…”

Eryn również pamięta Nippinga Sadzę. Kranoluda może częściej uświadczysz w Siedliszczu niż elfa, ale nie tak często, by nie zapamiętać tego tu łysego, z poczerniałą skórą.

„Być może spotkaliśmy się już wcześniej. Wpadł ci w oko pewien pierścień. Pierścień Thróra.”

Nipping Sadza nagle się sięga po broń. To nie jest krasnolud znany z cierpliwości. Zwłaszcza, gdy ktoś wspomina o pierścieniu.

„Widzę, że wiele wiesz. A jednak nie zdradzasz mi swego imienia, ani tego, co tu robisz. Jesteś sojusznikiem czy szpiegiem? Mówże prędko, jeżeli nie chcesz zapoznać się z mym toporem. Ja nazywam się Nipping, ale wołają na mnie Sadza.”

Eryn nim zdąży się do końca przedstawić, tamten powala go i związuje. Eryn nie próbuje się szamotać. Zrzucenie więzów dla elfa nie jest problemem. Elf pozwala się prowadzić, ciekaw dokąd.

Strażnicy Vidugaluma dostrzegają podejrzanego krasnoluda, wyglądającego na typa spod ciemnej gwiazdy. Jakby na potwierdzenie ich domysłów, podejrzany kogoś porwał i prowadzi go na linie!

„Ejże, rozbójniku!”

Nipping staje jak kamień. Eryn uznaje, że to dobry moment na wyswobodzenie się z pęt. Strażnicy natychmiast zmieniają postrzeganie sytuacji.

„Obaj to rzezimieszki!”

Eryn natychmiast chwyta krasnoluda i razem rzucają się do ucieczki. Elf biegnie lekko i rączo, w przeciwieństwie do ociężałego krasnoluda. Elf na zmianę ciągnie go i popycha, a nawet przerzuca na dach po drugiej stronie uliczki, co bardzo nie podoba się tamtemu, ale nie ma wyjścia, jeżeli nie chce trafić do kazamatów. W końcu udaje im się czmychnąć. Strażnicy nie mają szans odnaleźć ich w labiryncie wąskich uliczek.

Krasnolud spuszcza głowę.

„Chyba źle cię oceniłem. Jestem ci winien przeprosiny, elfie. Myślałem, że jesteś jednym z tych, przed którymi nas ostrzegała.”

Krasnolud już wcześniej wzbudził ciekawość elfa, teraz ma jego pełną uwagę.

„Przed kim was ostrzegała?”

Krasnolud wzrusza ramionami.

„Ja tam nie wiem, nie jestem stąd. Ja wiem jedno. Vidugalum ma coś, czego ja chcę. Ale ona, choć nie przemawia, potrafi nam wskazać wiele rzeczy. Dzięki niej wiem, że nie wszyscy uwolnieni z Dol Guldur zasługują na życie tutaj. Niektórzy tylko sieją zamęt. A sytuacja i ta jest wyjątkowo trudna z tym miłośnikiem goblinów. Musimy działać szybko, ale nie pochopnie. Tłumem można zawładnąć równie szybko, co stracić nad nim kontrolę. Zwłaszcza, że w tłumie ukrywają się agenci złego. Ale z tobą to co innego. Widzę, że wiele wiesz i wiele potrafisz. Zapraszam cię do naszej kryjówki.”

Klęska misji Eregasty

Vidugalum powraca do swych włości. Amalina dostaje własną komnatę. Eregasta przypomina się Vidugalumowi.

„Kiedy możemy porozmawiać na osobności. Tyle jeszcze spraw przed nami, a czasu coraz mniej.”

Vidugalum odpowiada, że wręcz przeciwnie – czasu mają całe mnóstwo, a wpierw muszą wyschnąć, ogrzać się, napić wina… Eregasta stara się nie być namolna. Cierpliwie czeka na to, co jak się wkrótce okaże, wcale nie nastanie…

Eregasta źle osądziła Vidugaluma, jeżeli uznała, że on będzie w stanie przyjąć odmowę. Ale być może jeszcze nie wszystko stracone? Czy Vidugalum, grając na zwłokę, chce wziąć ją na przeczekanie? Zmusić do tego, by w końcu zmieniła decyzję?

Dzielnica biedoty

Sadza prowadzi Eryna do kryjówki. Wchodzą do ciasnej części Siedliszcza. Przemykają wąskimi uliczkami. Jeden dom buduje się blisko drugiego tak jak dzieci tulące się do rodziców, by ogrzać się we wspólnym cieple. Zamek Vidugaluma stąd wydaje się być tak bardzo odległy i niedostępny.

Kryjówka znajduje się w piwnicy jednego ze starych domów. Stamtąd rozciągają się kolejne korytarze. Przebito się do rozległych podziemi dawnego miasta. Kto wie jak daleko sięgają, może pod samą twierdzę Vidugaluma? Czy pan tego miejsca może nie zdawać sobie z nich sprawy?

Snagga Szpeczący

Tealion Białogłowy, najemnik na usługach Vidugaluma, przykłada nóż do szyi Snagii Szepczącego. Vidugalum przemawia do niego spokojnym tonem.

„Napadasz na kupców w okolicach Siedliszcza? Czy to prawda?”

Snagga odpowiada w goblińskiej mowie.

„O nie, panie. To im nie powinieneś ufać, nie mnie. Od jak dawna ci służę? Czy kiedykolwiek cię zawiodłem? Kazałeś przyprowadzić zwiadowcę Leśnych Ludzi? Przyprowadziłem go. Ale to myśliwy. Aby go pochwycić sam musiałem zapolować. Jak inaczej miałem go wydobyć?

Vidugalum nie daje po sobie poznać żadnych emocji. Spojrzeniem przeszywa goblina na wskroś. Odpowiada mu również w języku goblinów.

„Zniknąłeś na ponad rok. Czy wszystko co robiłeś w tym czasie robiłeś w moim imieniu? Czy może czasem też w swoim? Oni mają dowody.”

Eregasta wyciąga kupiecki glejt oraz sztandar Snaggi. Pokazuje też szpotawy ząb goblina, który ich zaatakował. Snagga robi minę cierpiętnika.

„Oni zasadzili się na nas. Zabili twoje gobliny! Zapytaj ich, czy zabili Beznosego? Czy zabili Perukarza? Robią więcej szkody niż pożytku.”

Vidugalum tym samym tonem zwraca się teraz do Eregasty. Nie wie, że ona również rozumie mowę goblina.

„Mój sługa nie wypiera się ataku na kupców. Ale pochwycili tylko tego, na kim mi zależało. Twierdzi też, że Leśni Ludzie polują na gobliny, chociaż wiedzą, że należą do Vidugaluma. Czy to prawda?”

Eregastę zaciekawia kim jest Leśny Człowiek schwytany przez gobliny na polecenie Vidugaluma.

„To gobliny polowały na Leśnych Ludzi. Spytajmy tego, którego więzisz. Kim on jest?”

Człowiek w klatce

Eryn pyta Nippinga o człowieka uwięzionego w klatce.

„Miałeś zamiar go uwolnić?”

„Skąąąd! Co mnie obchodzi jakiś człowiek lasu? Oby siedział w tej klatce jak najdłużej. Wspaniale odwraca uwagę goblinów. „

Zapowiedź sądu

Podczas poprzedniego spotkania w Siedliszczu Vidugalum wspominał o swoim tropicielu, który zaginął. Eryn niemal obiecał odnalezienie go, ale ostatecznie to Snagga podjął się tego zadania. I słowa dotrzymał. Wydobył go spośród bandytów i rzezimieszków, do których tamten się przyłączył. Za zdradę Vidugalum kazał uwięzić tamtego w klatce, by tam oczekiwał na sprawiedliwość. To Wulferd. Jest Człowiekiem Lasu, a więc otrzyma karę za zdradę jaką otrzymują Ludzie Lasu – ścięcie.

Eregasta nalega, by Vidugalum pozwolił mu przemówić. Przekonuje, że Wulferd nie zdradził, tylko został pochwycony przez bandytów Mogdreda. Zaś gobliny zaatakowały również ją. Vidugalum się wścieka. Każe Tealionowi Białogłowemu wtrącić Snaggę do klatki obok Wulferda. Ta dwójka stoczy z sobą pojedynek i w ten sposób dokona się sąd.

„Nie podoba mi się to co od was usłyszałem. Jeżeli zaatakowały was, moich gości, to jest to jawna zdrada! Niech los rozstrzygnie co się naprawdę wydarzyło. Rzucę przeciwko sobie Wulferda i Szelesta i tym sądem zobaczymy, po której stronie jest racja.”

Eregasta proponuje użycie innych środków. Jest gotowa przyrządzić eliksir rozwiązujący język. Vidugalumowi ten sposób podoba się bardziej. Zwłaszcza, gdyby przy okazji sam nauczył się coś takiego sporządzać…

Zbójecka zgraja

Kamraci przygotowują się od dłuższego czasu. Ukrywają po tunelach przed strażnikami. Zbierają się spośród uciśnionych lub chcących w imieniu walczyć. Celem tej ferajny jest zebranie małej, ale wprawnej drużyny i dostanie się na zamek, aby obalić despotę.

Przede wszystkim nie mogą mu wybaczyć bratania się z goblinami. Ale mają również świadomość, jak niewiele warci są dla Vidugaluma. Gdyby zjawił się wróg, Vidugalumowi łatwo przyszłoby poświęcić Siedliszcze, byle był bezpieczny w swej prywatnej twierdzy. To nie byłby pierwszy raz w jego karierze. To miejsce aby istniało musi się pozbyć Vidugaluma.

Eryn sam z chęcią zgładziłby Vidugaluma. Dla niego to zapatrzony i zadufany w siebie pyszałek, nikczemnik, niegodziwiec, tchórz i kłamca, który traktuje ludzi jak służących, gotowych spełniać jego zachcianki. Całym sercem popiera zapędy tej bandy. A jednak Vidugalum wciąż zapewnia realne bezpieczeństwo i stabilność regionu. A przede wszystkim jego gośćmi są teraz Amalina, Usari i Eregasta. Nie wiadomo jak ta rozgorączkowana hałastra zachowa się jak już wtargnie na zamek i popłynie z nurtem rewolucji…

Krasnolud dostrzega tę iskrę w sercu elfa, z która może dać początek prawdziwej, niepohamowanej pożodze. Prowadzi go do Milczącej Pani, przywódczyni ich organizacji.

Milcząca Pani

Przemykają przez dwie piwniczki na wino. Właściciele ich domów pewnie nie zdają sobie sprawy z przejść, które kryją się za wielkimi beczkami. Docierają do pomieszczenia zupełnie innego, nawet w odmienny sposób pachnącego. Dawniej musiała tu unosić się intensywna woń kwiatów, teraz jednak są nadgniłe, a powietrze zatęchłe. W kącie Eryn dostrzega tajemniczą postać. Wskazuje im, aby usiedli, ale nie wypowiada żadnego słowa. W tej ciemności Eryn nie dostrzega jej oczu. Eryn zwraca się do niej w sindarinie.

„Alomea! Wiele drogi przeszedłem, by cię odnaleźć, choć wówczas jeszcze nie wiedziałem, że Ty istniejesz. I gdy wreszcie cię spotkałem, to znów musieliśmy się rozdzielić, gdyż wówczas nie wiedziałem jak ci pomóc. Teraz chyba wiem.”

Ona sięga do kieszeni po bursztyn. Podarunek od Eryna, gdy widzieli się poprzednim razem. Alomea nosiła go przez cały czas blisko siebie. Eryn wyczuwa jej ciepło, gdy bierze go do rąk…

„Przybywam ostrzec cię przed niebezpieczeństwem, które sam na ciebie sprowadziłem. Chciałem prosić Vidugaluma o pomoc. Niebacznie, zamiast tego, napuściłem go na ciebie. Jestem twoim dłużnikiem. Nie opuszczę cię, dopóki nie będę wiedział, że nic ci nie grozi.”

Nipping Sadza wspomina plotki, które słyszał o kobietach zaciąganych do wieży Vidugaluma. Ponoć niejedna straciła tam życie. Co ciekawe, Nipping sadza zna mowę elfów. Poprawnie posługuje się elfickimi zgłoskami. Hadrin opowiadał o nim z pogardą, jak o kimś kto doznał hańby. A jednak ta czarna owca pośród krasnoludów okazuje się wywodzić z wysokiego rodu. Eryn zaczyna odczuwać do niego sympatię…

„Chcę ciebie stąd zabrać. Tu jest zbyt niebezpiecznie. Nie obronicie się przed Vidugalumem. Ja znam dobrą kryjówkę. Jest niedaleko. Zaprowadzę cię tam. Przeczekamy, aż zawierucha przeminie. A potem ruszymy dalej, na południe. Tam znajdzie się ktoś, kto nam pomoże. Nie zostawi nas w potrzebie. Ale to daleko stąd.”

Eryn mówi zagadkami, gdyż nie chce zdradzać swoim planów przed Zimraphel. Musi zakładać, że część z tego co mówi dociera do uszu Czarownicy.

Alomea i Nipping zgadzają się przyjąć pomoc elfa. Alomea jest gotowa schować się na jakiś czas. Przeczekać. I ruszyć potem dalej. Ale chcą by elf w tym czasie im pomógł. Wsparł ich walkę z Vidugalumem.

Eryn odmawia z uwagi na swych przyjaciół. Leśni Ludzie potrzebują sojuszu z Vidugalumem. Elfka zasłania sobie oczy, a Nipping odczytuje na głos ten gest.

„Chciałbyś żebyśmy zamknęli oczy na to co się dzieje? Tak po prostu poprzestali na niczym? Nie. My podjęliśmy już działania. Ci ludzie zasłużyli na to, by walczyć o swoje.”

Eryn zastanawia się kto tu kogo za chwilę przekona. Gdyby tylko Eregasty nie było teraz na zamku… Czy daliby mu poprowadzić szturm? Odsuwa te myśli na bok.

„Teraz na przeciw nas stanęli potężniejsi i groźniejsi wrogowie niż Vidugalum. Wojna domowa tylko ich rozochoci. Poczekajmy. I na Vidugaluma przyjdzie czas. Być może szybciej niż myślicie. Wkrótce wyruszy na wojnę. Czy zostawi twierdzę obsadzoną?”

I w tym momencie z góry słychać głośne walenie w drzwi i gniewne okrzyki strażników domagających się wpuszczenia do środka. A zatem zaczęło się. Spisek został odkryty!

Obława

Nipping krzyczy do Eryna.

„Musimy ją jak najszybciej ukryć!”

Tam na górze wysłani przed Vidugaluma ludzie szturmują karczmę chcąc dopaść elfkę. W dzielnicy zarządzono przeszukiwania. Ludzi wyciąga się z ich domów, a ich wnętrza demoluje. Jeżeli ktoś stawia opór, zostaje pochwycony. Słychać zewsząd okrzyki ludzi i rozkazy żołnierzy. Elfka drży przerażona. Eryn próbuje ją uspokoić. Obiecuje zaprowadzić ją do elfów z Lothlórien. Ale wpierw muszą wydostać się z Siedliszcza i przeczekać burzę w jego kryjówce.

Na górze w karczmie trwa przygotowanie do szturmu. Barykaduje się okna i drzwi. Wśród gotowych do walki Eryn rozpoznaje Hartnida dawniej zwanego Wiernym, a obecnie Pancernym, gdyż dzielnie stawił czoła goblinom. Ten Leśny Człowiek całe życie lękał się Mrocznej Puszczy, a to poza nią grozi mu realne niebezpieczeństwo, i to już dwukrotnie jak tylko ją opuścił… I może to właśnie pozwoliło mu odnaleźć odwagę w sercu.

„Dość z ukrywaniem się jak mysz pod miotłą. Czyż nie zebraliśmy się po to, by obalić tego tłustego kocura?”

Nipping usadza go.

„Ty jesteś tu od niedawna. Zrobimy to co zadecyduje Milcząca Pani.”

Elfka postanawia udać się do nowego schronienia. Eryn wyławia z tłumu dzieciaka Garhildy Lisicy. Chłopak zaprowadzi ją do swej matki, która zarządza Eremedium. Garhilda ukryje Alomee, a potem zaprowadzi do elfów na południu. Eryn zostaje tutaj.

„Alomeo! Co by się nie działo, pamięć o nas nie zginie. Pieśń o tobie znają już nawet Leśni Ludzie. Ja będę walczyć. Moja matka kiedyś została uprowadzona przez gobliny i zamęczona w Gundabadzie. Jestem podobnej postury do ciebie. Strażnicy nie odróżnią nas, gdy skryję się pod kapturem. Będę odwracał ich uwagę. Będą myśleli, że ścigają ciebie. Będziesz mogła bezpiecznie się wydostać. Ja już nie pozwolę, by znów zginął ktoś mi bliski.”

Alomea zachowuje się dziwnie. Jakby bardzo chciała mu coś odpowiedzieć, ale powstrzymuje się przed czymś.

Tealion Białogłowy

Tymczasem na ulicach trwają już zamieszki. Hartnida pochwycił herszt najemników – Tealion Białogłowy. Eryn zasadza się na niego. Pomaga mu Odo Szczęściarz, który odciąga pobitego do nieprzytomności Hartnida na bok.

Tealion staje na przeciw Eryna i obnaża długi miecz i mówi:

„Nie wiesz z kim zadarłeś. Zginiesz tutaj, elfie.”

Eryn jeszcze nim cios go trafi wie, że cios będzie silny. Pogróżki składane przez Tealiona znajdują pokrycie. Cios niemal zwala elfa z nóg. Potężny orkowy miecz wypada mu z rąk!

„Jeszcze stoisz? Już niedługo.”

Eryn wie, że nie jest w stanie pokonać tak potężnego przeciwnika. Zostawia plugawy miecz i ucieka. Wkrótce znika pomiędzy alejkami. Tamten jest silniejszy, ale Eryn jest szybszy. Tealion zapamiętuje jego twarz.

Przecznicę dalej odnajduje Odo i Hartnida. Eryn zmuszony jest zmienić swe plany. Postanawia opuścić Siedliszcze i zabrać ich do Eremedium. Tutaj grozi im wszystkim śmierć. Potem Hartnid postanowi powrócić do Leśnych Ludzi i wziąć udział w Wiecu. Wiec to czas, w którym odmieniają się losy wielu.

Nocna narada

Vidugalum jest zły, gdyż go zbudzono niemal w środku nocy. Jest zły, gdyż zamieszki w dzielnicy biedoty wymknęły się spod kontroli. Jest zły, gdyż elfki do tej pory nie udało się odnaleźć. Eregasta próbuje się z nim rozmówić, ale ten ją zbywa. Prosi go jeszcze o klucz do jego pracowni, ale odmawia, gdyż chce być przy tej pracy. Vidugalum zamyka się wraz ze swym sztabem kryzysowym w sali narad.

Strefa no-go

Usari opuszcza twierdzę, by odnaleźć klatkę, w której zamknięto Wulferda. Trafia do labiryntu ruin, a następnie pomiędzy gobliny. Te szepczą coś do siebie i pokazują Usariego palcami. Na ich gębach pojawia się szeroki uśmiech. Usari wchodzi pomiędzy nimi. Każdy jego ruch jest obserwowany. Usari czuje, że wokół niego robi się coraz ciaśniej. Odwraca się i widzi, że nie ma już odwrotu. Kładzie rękę na broni.

Bunt goblinów

I wtedy z góry słyszy okrzyk. Usari spogląda w tamtą stronę i dostrzega w jednej z uwieszonych klatek zamkniętego Snaggę. Jego słowa brzmią jak jakieś rozkazy. Gobliny na dole słuchają go i rzucają się na Beorninga. Dwie strzały wbijają się w jego ciało. Jeżeli Usari szybko czegoś nie zrobi, niechybnie zginie.

Beorning wyskakuje do góry, próbując sięgnąć klatki ze Snaggą. Klatka jest śliska, przez ostatnie dni wciąż padało! Nie tylko nie udaje mu się uczepić jej, to jeszcze zahacza o zaczep i klatka spada, otwierając drzwi! Snagga wyskakuje ze środka i skacze na Usariego, próbując wydłubać mu oczy!

Usari zaczyna się wycofywać w kierunku twierdzy. Ciosy goblinów nie są w stanie go dosięgnąć, ale strzały łuczników już tak. Ta bezsensowna samowolka Usariego wkrótce zakończy się jego śmiercią!

Po chwili cud ratuje Usariego. Spod bramy wypadają strażnicy Vidugaluma. Nie wiedzą co się dzieje i dlaczego gobliny walczą. Jeden z nich spogląda na Usariego, spogląda na gobliny i podejmuje decyzje. Ciska ją w ich stronę. Włócznia mija Usariego i zabija goblina. Kolejni gwardziści idą jego przykładem. Poraniony, ale żywy Usari wpada za bramę bijąc na alarm.

„Bunt goblinów! Snagga się uwolnił!”

Gwardziści od razu ruszają do walki. Atak na gościa Vidugaluma to jak wypowiedzenie posłuszeństwa.

Przez całą noc toczą się walki pomiędzy żołnierzami, a goblinami. Snagga umyka z Siedliszcza. Vidugalum osobiście wyrusza zapolować na niego. Pan Siedliszcza chce się zjawić na Wiecu z głową Snagii nabitą na włócznię.

„Nikt już nie powie, że się nie zmieniłem. Dziękuję. To jest wasza zasługa.”

Herefarze i pozostałym Władcom Koni wyznacza zadanie dogonić zbiegłe gobliny, nim dotrą do granicy Mrocznej Puszczy. Eregasta słucha tego z trwogą. Jeśli będą przeczesywać ziemie na wschód od Siedliszcza, to przy granicy z Mroczną Puszczą odnajdą jej kryjówkę Eremedium!

Pożegnanie z Alomeą

Tymczasem w Eremedium Eryn zwraca się do Garhildy Lisicy z ogromną prośbą. Chce powierzyć los elfki w jej ręce. A może tak naprawdę powierza los Garhildy w ręce elfki? Garhilda wkrótce zda sobie sprawę z wagi tej misji oraz z tego, że może z niej nie powrócić. A mimo to zgadza się. Zostanie jej powierniczką.

„Pozbawionej Głosu zagraża ktoś, a ona zagraża nam. Została dotknięta. Naznaczona. Krążą nad nią złe chmury nieprzyjaciela. Nie powinniśmy jej dłużej trzymać w naszej kryjówce. Zabierz ją na południe. Odnajdź flisaków i wyrusz z nurtem Anduiny. Dotrzyj do lasu na jej zachodnim brzegu. Tam Milcząca Pani może uzyskać pomoc. Nie musisz wszystkiego tłumaczyć elfom mieszkającym w lesie. Niech cię zaprowadzą do swej Pani. Ona spojrzy w oczy Alomei i będzie wiedziała co czynić. Ale nie wiem jak elfy potraktują ciebie. Dla nich każdy obcy jest intruzem.”

Garhilda słyszała o tym niebezpiecznym miejscu.

„Radagast mawiał, że przyjaciela poznasz po znakach jakie daje. Może masz coś, co mogłaby świadczyć za mnie?”

Eryn wcześniej oddał Arcyklucz hobbitowi, a Jaśniejący Klejnot Eregaście. Teraz oddaje ostatni ze swych wspaniałych skarbów. I czyni to z własnej woli. A przecież to właśnie dla skarbów sprzeciwił się ojcu i opuścił swoje królestwo! Ale może chodziło mu o ich odnalezienie, a nie posiadanie? Zrozumienie historii, jakie się za nimi kryją i przeznaczenia, jakie muszą jeszcze wypełnić, nim wylądują w skarbcu. Może tym właśnie elfy różnią się od krasnoludów, chociaż jedni i drudzy pożądają ich na równi?

„To dla mnie coś niezwykle cennego. Pokaż im to. Będą wiedzieli co to jest i kto im to przekazał. Niech przechowają to. Gdy nadejdą lepsze czasy ten skarb powróci do Mrocznej Puszczy. Będzie to znak, że królestwo elfów jest znów bezpieczne.”

Wręcza Garhildzie Koronę Orophera. Choć zbrukana w błocie i krwi, może jeszcze kiedyś zaświeci w chwale. Garhilda zauważa pewien istotny ubytek.

„Piękna, ale czegoś jej brakuje.”

Eryn przytakuje.

„Brakuje klejnotu. Znam taki, który pasowałby do królewskiej korony. Ale potrzebne jest przymierze.”

Milcząca Elfka czeka w milczeniu na to co się z nią stanie. Jak ktoś, kto długo przebywał w niewoli i nie jest w stanie sam decydować. Czy to ona mogła być prowodyrem spisku wymierzonego w Vidugaluma? A może to Nipping Sadza?

Alomea odchodzi z Eremedium uśmiechnięta. I taką zapamiętuje ją Eryn.

Pożegnanie z Amaliną

Wkrótce Eryn powraca z Eremedium. Czas Wiecu zbliża się. Drużyna musi opuścić Siedliszcze.

Usari zapewnia Amalinę, że nic jej nie grozi. Vidugalum przydzielił jej najlepszą straż. Obiecuje powrócić do niej po Wiecu.

„Niewiele ci mogę dać. To scyzoryk Ludzi Gór. Przekazał mi go mój ojciec. Ostatnia już pamiątka po moich rodzicach, nic więcej nie mam. Przechowaj go dla mnie, byś pamiętała o naszym plemieniu. Wiele wycierpieliśmy, dlatego potrafimy przetrwać. Pokaż mi go, gdy powrócę. Będę wiedział, że wytrwałaś.”

Na wszelki wypadek każe jej trzymać go ukrytego pod ręką. Wychowywała się ze starszymi braćmi. W razie czego będzie wiedziała jak zrobić z niego użytek.

epilog

W drodze z Siedliszcza do Rhosgobel drużyna spotka samotnego wędrowca. Ledwo powłóczy nogami. Jest ranny. Wygląda, jakby cudem ocalał z jakieś masakry. To nikt inny jak Odo Szczęściarz. W jego oczach widać łzy.

„Przybył. W czarnej zbroi na czarnym koniu. Usłyszeliśmy rżenie i poczuliśmy straszliwy smród. Zanim zdążyliśmy uciec podpalił ciernie dookoła. Zostaliśmy uwięzieni w środku. Jego koń rozdeptał wszystkich. Dzieci Garhildy… Tylko mnie udało się przeżyć. Nic nie zostało z Eremedium. Nic. Nieprzyjaciel je znalazł i zniszczył.”

Eryn blednie. Jego serce zaczyna opadać na dno ciemnej otchłani. Myśli pogrążają się w trwodze. Milcząca Elfka. Dzięki niej nieprzyjaciel widzi. A może nie tylko? I teraz wysłał ją do elfickiego królestwa. Co z tego wyniknie?


Komentarz grającego (koso):

Fabularnie udało się znakomicie! Pozbycie się goblinów rozwiązuje wiele problemów. Czyż to nie ich obecność dawała argumenty przeciwnikom Vidugaluma? Czyż to nie one psuły wizerunek Vidugaluma? Czyż to nie spiski Snaggi mogły doprowadzić do faska wszelkich umów z Vidugalumem? Jednocześnie Snagga uciekł i możemy się go spodziewać w przyszłości, podobnie jak kruka <zacieram ręce>.

Jeszcze lepiej udał się wątek elfów. Wpierw rewelacyjny opis ruin i niesamowite spotkanie z Nippingiem, jakże przewrotne, gdy elf wpierw daje się mu uwięzić, a potem nie tylko nie wydaje strażnikom, ale i pomaga uciec. Następnie pokazanie frakcji opozycyjnej do Vidugaluma, do której można się przyłączyć. Doskonale zgrało się to z intro Eryna, w którym wyraża nieufność wobec przywódcy Siedliszcza. Na sesji mógł pociągnąć to dalej. Pojawił się wybór – do kogo się przyłączyć. O tyle trudny, że po stronie V. wciąż stoją jego towarzysze…

Uwielbiam świat, w którym są frakcje, nigdy nie do końca dobre i nie do końca złe, które doskonale przedstawiają świat gry, jego prawidła, konflikty interesów, jak i pozwalają graczom zająć stanowisko, dokonać wyboru. Tutaj poszło to o wiele dalej – Eryn nie tylko dokonał wyboru frakcji, ale zamiast wypełniania jej agendy mógł sam dokonać wyboru jaką drogą ta frakcja podąży.

Eryn mógł rozegrać fantastyczną scenę szturmu na zamek i obalenie watażki. Tak, to byłoby coś! Choć miał wielką ochotę to zrobić, to wybrał poświęcenie się dla drużyny. Odstąpił od ataku, aby nie krzyżować planów Eregasty (pamiętnik) i Usariego (Amalina). Wybrał nie dla siebie, ale dla swych towarzyszy. Mam nadzieje, że Andrzej mimo wszystko nie żałuje tego poświęcenia.

Wspaniała scena, gdy Eryn mówi elfce, że ułożył o niej pieśń, a ona bardzo chce coś odpowiedzieć, ale się powstrzymuje. Pojawiło się pytanie – może potrafi mówić, ale z jakiegoś powodu nie chce/nie może? Wreszcie wątek elfki domyka wielkie poświęcenie i ogromna cena jaką płaci Eryn. Poświęca kryjówkę córki oraz koronę dziadka, by ją ocalić – spłacając tym samym dług wszystkich elfów, jaki mają wobec niej po tym jak ją opuścili i zapomnieli.

Niestety nie udało się pociągnąć dalej wątku Wulferda. Usari chciał go uwolnić z klatki, ale Eregasta słusznie przekonywała, że to działanie wbrew Vidugalumowi. Chciała uwolnić go dyplomatycznie, ale na to potrzeba rozmówić się z Vidugalumem, którego już wtedy nie było w Siedliszczu. Eregasta próbowała dowiedzieć się od Wulferda o Garsendis, ale ten kłamał, że nie zna nikogo takiego. Wycieńczony niewolą nie był też w stanie powiedzieć niczego przydatnego.

Celem pierwszej jak i drugiej naszej podróży do Siedliszcza był Vidugalum. Tylko on może odczytać pamiętnik znaleziony w Dol Guldur. Za pierwszym razem poznaliśmy cenę. Wróciliśmy dając Vidugalumowi mapę Dwimmerhorn. Rozpoczął tłumaczenie pamiętnika i już pierwsza karta przyniosła największą rewelację tej kampanii – Czarodziej Radagast Bury jest marionetką wroga! Wcześniej poznaliśmy metody działania wroga na przykładzie Amaliny i Milczącej Elfki – wspaniała zapowiedź katastrofy i pokaz sił wroga. Co za budowanie napięcia! I nie zawiedliśmy się. Bomba wybuchła. Świetnie też tłumaczy nieobecność Radagasta w trylogii Tolkiena…

Dlatego nie trudno wyobrazić sobie naszą gorycz i żal po tej sesji. Vidugalum wpadł w wir wydarzeń, który odciągnął go od pamiętnika. No cóż, sam jestem sobie winny, bo Usari odłączył się od drużyny i uruchomił kaskadę wydarzeń. W efekcie przekierował całą uwagę Vidugaluma na gobliny.

To sprawiło, że przez trzecią tercję sesji byliśmy rozdzieleni, do tego w miejscu w którym nie było głównego i jedynego NPC’a, z którym mogliśmy cokolwiek załatwić. Siedzieliśmy w Siedliszczu nie wiadomo po co, podobnie jak Eryn w Eremedium. Poszliśmy nawet do Wulferda, żeby chociaż ten wątek rozegrać, ale i to zakończyło się niczym ciekawym. Nie mieliśmy pomysłu na to co robić. Nie wiadomo po co wdaliśmy się w dyskusję kto do kogo ma dołączyć – my do Eryna czy on do nas. Może trzeba było po prostu zakończyć sesję w momencie, gdy Vidugalum opuszcza Siedliszcze, pozwalając każdemu na rozegranie po jednej scenie?

Przypomniała mi się Klęska na Raxus podczas naszej kampanii starwarsowej. Podobnie – drużyna się rozdzieliła i nie zrealizowała wówczas najważniejszego celu.

Czy stało się coś strasznego z tego powodu? Nie. Po tamtej klęsce rozegraliśmy najlepszy sezon kampanii, także pojedyncza nieudana sesja w żaden sposób nie przekłada się na całokształt kampanii.

Po tej sesji długo rozmawialiśmy. Andrzej, dla którego to była sesja bardzo trudna o dużym ładunku emocjonalnym, przytoczył szereg ciekawych spostrzeżeń. To dla mnie najciekawsza z nich:

Coraz więcej odkrywamy ilu tak naprawdę graczy, postaci z którymi się stykamy, to byli więźniowe Nekromanty. Piętno Dol Guldur zostaje u wszystkich. Każdy z nich nosi na plecach swój garb przeszłości. Ci którzy przeżyli lata niewoli, tortur i wysysania dusz, teraz żyją na wolności. A przecież nie zapomnieli tego co tam doświadczyli.

W pełni się zgadzam z Andrzejem. Udało się stworzyć świat Śródziemia, w którym natura, przyjaźń, piękno przeplata się z cierpieniem, cieniem, nienawiścią. Mroczna Puszcza okazuje się być nadwyraz pojemnym settingiem samym w sobie, nie ograniczonym do ciemnego lasu. Opisy złowrogiej przyrody, pająków, mrocznych miejsc dopełnione zostają żywymi przykładami powykręcanych życiorysów. W naszej kampanii ciemność nie jest tylko elementem dekoracji. Jest jej jądrem.

Kolejna sesja to Wiec. Nie wiem czego możemy się spodziewać. Poprzedni Wiec zakończył się odejściem Baradira drużyny, czego nikt nie mógł przewidzieć. Co się wydarzy teraz to dla mnie wielka niewiadoma. Czy można cokolwiek planować? Nie, ale po Wiecu chcemy spędzić dłuższy czas odpoczynku w Siedliszczu, gdyż pozostało tam wiele niedokończonych spraw…


Komentarz prowadzącego (kadu):

Powiem szczerze, że czytając ten wpis pomyślałem, że ta sesja nie była jednak taka zła. Ale niech nas nie zwiodą malownicze opisy wydarzeń – w jej trakcie czułem, jak wszystko wymyka mi się z rąk.

Rolą prowadzącego jest tworzenie ciekawych, interaktywnych sytuacji. Tworzenie przestrzeni do grania, w której poruszają się gracze. Tutaj to zawiodło… a może powinienem powiedzieć, że zawiodło połowicznie. Wątek elfa wyszedł przecież ostatecznie bardzo fajnie. Wyratowuje on milczącą Alomeę z rąk wroga, nie poddaje się pokusie, by zaatakować ze spiskowcami twierdzę Vidugaluma, a w końcu w scenie z koroną zwala nas wszystkich z nóg.

Niestety wątek Usariego i Eregasty udało mi się położyć koncertowo. Powody są rozliczne. Byłem źle przygotowany do tej sesji – za mało czasu poświęciłem na wymyślanie alternatywnych wydarzeń i w efekcie mimo dość spoko początku w Siedliszczu zagubiłem się. Zupełnie zapomniałem o tym, że mogę tu jakoś wykorzystać rohirrimów Herefary (na tej sesji byli praktycznie nieobecni i do dziś nie wiem, czemu?).

Starłem dwa moje erpegowe przekonania – „nie dawaj niczego za darmo, wszystko trzeba sobie fabularnie wywalczyć” oraz „jeżeli wymyśliłeś tajemnicę, to twoim zadaniem jest ją wyjawić i wprowadzić do gry” i w tym starciu uznałem, że ważniejsze jest pierwsze – pomyliłem się! Gdyby Eregasta dostała kolejną część pamiętników Zimraphel, jej powrót do Siedliszcza nie wydawałby się bezcelowy. Co więcej, miałem je dokładnie wymyślone, a w związku z tym, że teraz nadchodzi Wiec, muszę się zastanowić co z nimi zrobić.

Pozwoliłem też wziąć nade mną górę irytacji. Postacie graczy rozdzieliły się – czego szczerze bardzo nie lubię. Dzieliłem czas narracji, ale oni uparcie nie chcieli zrobić nic, żeby się połączyć. W którymś momencie sesji nawet warknąłem: „długo jeszcze zamierzacie grać osobno?” Gdybyśmy grali w szybszym systemie, to pewnie próbowałbym zamordować którąś połówkę drużyny. Tutaj zagryzłem zęby i pozwoliłem Andrzejowi grać swoje, za co wynagrodził mnie sceną z koroną, więc nie żałowałem, ale i tak na koniec zdezintegrowałem Eremedium, jako konsekwencję tego, że zobaczyła je Alomea. Że nie wspomnę o mrocznym pytaniu, które nad nami wisi – czy to dobrze, że milczącą elfkę powiedziono do Lothlorien i co z tego wyniknie?

Z jednego jestem zadowolony i pewnie ci, co mnie znają długo, się tym zdziwią – otóż z tego, że Usari nie zginął w scenie z goblinami. To byłaby konsekwencja jego działań, ale nie byłaby to zadowalająca śmierć – coś jak przypadkowy zgon Folcreda na sesji, na której wymyśliłem dla niego dalszą rolę. Ostatecznie to wydarzenie miało potencjalnie bardzo pozytywne konsekwencje i niech tak zostanie.

Po tej sesji postanowiłem o niej szybko zapomnieć. Przerwaliśmy streaka dobrych sesji, ale nic to. Przed nami wiec leśnych ludzi, a na wiecu dzieją się rzeczy. Dodatkowo sesje z wiecem będziemy znów grać w Wólce, więc niezapomniany klimat (i chłód jesiennych nocy) mamy tutaj gwarantowany. Przemy w tej kampanii dalej, a ja rozpisałem sobie wiele kilka wariantów wydarzeń. Wszystko zaczyna splatać się w jedną wielką całość. Jak to wyjdzie i czy uda mi się to udźwignąć (presja wymagań w tej kampanii to jednak lekka przesada :P) zobaczycie już w następnym raporcie.

One comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.