The One Ring – 13. Kamienne podstawy ziemi

Dudnienie spod ziemi nabiera na sile. Drużyna śmiałków schodzi głęboko w dół, do ciemnych otchłani wnętrza Gór Mglistych. Chcą ocalić Górskie Sale, ale czy ocalą siebie?

drużyna

Tomek – Usari – Dziecię Dwóch Ludów, pół-Beorning pół-Człowiek Gór, pragnie ocalić Górskie Sale i odzyskać zaufanie Hartfasta

Gosia – Eregasta – Leśna Kobieta, niesie magiczny ogień z Sanktuarium

Andrzej – Eryn – Leśny Elf, zastanie pod ziemią coś, co należy do niego, a o czym jeszcze nie wie

Dawid – Folcred – Rohirrim, sprawdzi na sobie czy kochający wolne przestrzenie Władca Koni nadaje się do podziemi

drugi plan

Hartfast – dumny i odpowiedzialny władca Górskich Sal, któremu nocne dudnienie spod ziemi spędza sen z powiek

Huska – doradca Hartfasta, Strażnik nad Mostem – podejrzewany przez Usariego o zdradę i spiskowanie z wrogiem

Rjorn – myśliwy nad myśliwymi; w przeszłości strzegł przełęczy wraz z Huską i Usarim – podejrzewa Usariego o zdradę i przepuszczenie wargów

Leudast i Teodart – synowie Hartfasta, jako jedyni zgłosili się na ochotników w wyprawie do wnętrza Gór Mglistych

Amalina – córka Hartfasta, przykuwa uwagę Folcreda

Gobliny – jest ich wiele…

Król Gór – bestia o wielkim ciele i nie mniejszym narcyzmie, narcyzmie prowadzącym do katastrofy

w poprzednim odcinku

Drużyna przybywa do Górskich Sal zgodnie z obietnicą złożoną przez byłego kompana – obietnicą pomocy Hartfastowi, miejscowemu władcy, w walce z goblinami. Przybywają w zły czas. Hartfast zamknął się w sobie i pogrążył we własnych lękach – nocnych koszmarach przepełnionych dudnieniami spod ziemi. Nieustających, rytmicznych uderzeń, przypominających walenie w goblińskie bębny. Tyle że bębny nie powodują trzęsienia ziemi… Drużyna ogłasza, że zejdzie do wnętrza ziemi i upora się z zagrożeniem.

intro

Ludzie gór bacznie przypatrują się grupie wchodzącej do wnętrza sztolni. Zebrało się wielu ciekawskich, dość rozsądnych, by tam nie schodzić i dość rozsądnych, by ocenić tych, którzy tam schodzą. Każdy z nich ma własne pomysły jak to będzie wyglądać.

„Elf? Góry to nie miejsce dla elfów.” Ale Eryn z niespotykaną gracją wskakuje do środka, niczym salamandra wślizgująca się między kamienie.

„Tam jest ciemno. Jak oni będą tam widzieć?” I wtedy spomiędzy tłumu wychodzi Eregasta. W rękach niesie latarnię palącą się ogniem jakiego nigdy w życiu nie widzieli.

„Nie znają drogi. Kto ich tam poprowadzi?” Wyłania się wielki Usari. Dla nich obcy, choć tej samej krwi. Powrócił na ziemie ojca, a z Rjornem i Huską przeprawił się przez niejedną jaskinię i przełęcz.

„A ten jeździec? Jak sobie poradzi w ciasnych podziemiach bez swego konia?” Wielu miejscowych już spisuje go na straty i dzieli skórę jego wierzchowca. Wszyscy poza Amaliną, córką Hartfasta. Folcred odwzajemnia zainteresowanie. Żegnając się powierza jej swą lutnię, którą sam otrzymał na pożegnanie od matki.

przygoda

Rjorn

Leudast i Teodart zgłosili się na ochotników. Nie poszli za Usarim. Z pewnością nie poszli też za Eregastą, Erynem czy Folcredem. Być może poszli z poczucia obowiązku albo chęci zdobycia uznania u ojca albo swego ludu. Na pewno poszli za Rjornem.

Rjorn. Dla nich to Rjorn jest tym, który może zapewnić sukces tej wyprawie. Rjorn całe życie spędził w górach. Zna je jak nikt inny. Rjorn jest synem słynnego tropiciela i przepatrywacza. Jego ojciec wyznaczył wiele szlaków, pokazał jak bezpiecznie przeprawiać się przez Góry Mgliste. Odkrył też szlaki, których nie pokazał nikomu, zdradzając ten sekret jedynie swemu synowi.

Życie nauczyło go także ostrożności. Dawno temu strzegł przełęczy razem z Huską i Usarim. Jeden z nich zdradził. Zdrajca przepuścił watahę wargów przez jedną z sekretnych ścieżek Rjorna, którą ten mu pokazał. A tym kimś według Rjorna był Usari.

I teraz, z tym samym Usarim, wyrusza na misję, w czasie której rozstrzygną się losy jego domu, Górskich Sal.

Mroki, dziwaczne odgłosy i duszna atmosfera podziemia tylko wzmagają czujność Rjorna. Strach przed czekającym go spotkaniem z wrogiem, w jego własnym leżu, podsyca nieufność. Mrok wnętrza ziemi cieniem rzuca się na wnętrze Rjorna. Na powierzchni wydawał się butny i pewny siebie. Pod ziemią stan jego coraz bliższy jest szaleństwu. Jest jak tykająca bomba.

Ale na razie Leudast i Teodart tego nie dostrzegają. Na razie widzą w Rjornie swego przewodnika. I tak jak Rjorn są nieufni, ostrożni, przelęknieni. W ich towarzystwie przeważają obcy, a miejsce do którego idą, również jest im obce.

Jeśli drużynie nie uda się zdobyć ich zaufania, uspokoić, włączyć do większego planu, ci młodzieńczy niechybnie zginą. Bo tu na dole niewiele trzeba, żeby zginąć.

Pilnuj moich pleców, ja przypilnuję twoich

Leudast syn Hartfasta zatrzymuje Folcreda syna Herefary. Odkąd weszli do podziemi czekał na odpowiedni moment. Ten nadarza się, gdy tunel się załamuje. Reszta idąc nie zatrzymuje się i wkrótce znika za zakrętem.

Są sami. Rzucając jedynie rozedrgane, wątłe cienie w nikłym świetle pochodni. Bez światła z lampionu Eregasty jest tu naprawdę ciemno. Twarz Leudasta skrywa mrok. Folcred nie jest w stanie dojrzeć żadnych emocji na jego twarzy. Słyszy tylko głos Leudasta. Jego ton zdradza ostrożność, jakby chciał wybadać rozmówcę.

„Nie wiem jak ty, ale ja zamierzam przeżyć tę wyprawę. A żeby ją przeżyć musimy wiedzieć kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Rjorn widział wiele. I już raz został zdradzony przez kogoś, kogo uważał za swego kompana. Rjorn uważa, że ten ktoś znów to zrobi. Jesteśmy tu sami, skryci w ciemności, daleko od wzroku Hartfasta. Wystawieni na niebezpieczeństwo. To doskonałe warunki dla zdrajcy. Łatwo tu zaplanować spisek i zatuszować go. Gdyby doszło do jakieś tragedii, nikt nie będzie nawet niczego podejrzewał – przecież schodzimy w miejsce, w którym należy się jej spodziewać. Rjorn był kiedyś w takiej właśnie okoliczności. I był z nim wtedy Usari. Co ty sądzisz o tym Usarim?”

Folcred nie podziela obaw Leudasta. Plemię Folcreda ceni odwagę jako jedną z cnót. Ktoś, kto skłonny jest zdrady, nie może jednocześnie cechować się odwagą. A Usari wykazał się wielką odwagą schodząc pod Górskie Sale. Jeśli wśród Ludzi Gór jest zdrajca, to musiał on zostać na powierzchni. Leudast zdaje się przygotowany na taką odpowiedź. Zdradza się też po raz kolejny, kto podsuwa mu myśli…

„Rjorn mówi, że zna sztuczki Usariego. Że on nas tu wprowadza w pułapkę. Usari zesłał majaki na naszego ojca, wmówił mu zagrożenie. Ale to Usari jest zagrożeniem. Zagrożeniem dla mnie i mojego brata. On nas tu sprowadza bo wie, że nie nigdy stąd nie wyjdziemy.”

Folcred kwituje to jednym stwierdzeniem.

„Pole bitwy! Pole bitwy zawsze odsiewa tchórzy od bohaterów i wrogów od przyjaciół. Wkrótce się przekonamy.”

Leudast kiwa głową przyznając rację wojownikowi.

„Piękne słowa, ale żeby przeżyć musimy trzymać się razem. Czy będziesz pilnować moich pleców, gdy ja będę pilnować twoich, przybyszu?”

Rohirrim kiwa głową zgadzając się na ten sojusz. Przyspieszają kroku, by dołączyć do oddalającej się kompanii.

Przepaść

Zejście staje się strome. Wydawało się, że tam nic nie będzie poza pustką i ciemnością, w której czają się wrogowie. A tymczasem przejście przecina pęknięcie litej skały, za którym znajduje się stromy uskok. Przepaście to nie tylko domena zboczy gór, ale ich wnętrz. Od teraz jeden nieostrożny krok oznacza śmierć poprzedzoną długim spadkiem w miejsce, gdzie nie dociera żadne światło, nawet te magiczne.

Zatruta góra

Powietrze ma obrzydliwy, odrzucający zapach stęchlizny. Jakby nic zdrowego nie chciało tutaj przebywać, nawet wiatr. Pies Eregasty jakiś czas temu odbiegł do przodu i teraz widać jak leży nieruchomy, z wywalonym jęzorem. Ślina toczy mu się z pyska. Wokół porozrzucanych jest mnóstwo nadgryzionych i strzaskanych kości. Pies dusi się, charczy i w końcu wypluwa coś. To coś stacza się i spada w przepaść. Erynowi ten krótki moment wystarcza na rozpoznanie tajemniczego przedmiotu. To kawałek plastra miodu, tyle że czarnego. To dlatego tak tu obrzydliwie śmierdzi – pełzająca maź dotarła nawet tutaj. Jednak Usari nie znajduje najmniejszego śladu obecności pszczół. Zaznajomiona ze zwyczajami zwierząt Eregasta po rozstawieniu kości szybko ocenia to miejsce jako legowisko górskiego niedźwiedzia. Jednak gospodarza brak.

Dudniące tunele

Nagle z oddali słuchać uderzenia. Rytmiczne dudnienie. Miarowe, powolne, nieustanne i nieustępliwe. Jakby ktoś metodycznie powtarzał wciąż tę samą czynność, wydawałoby się beznadziejną, pozbawioną sensu i celu zważywszy na to szczególne miejsce – wiele stóp pod ziemią. A jednak z uporem wciąż i wciąż wykonywaną. Odgłos odbity od licznych ścian wydaje się ciągnąć w nieskończoność. Dudnieniu towarzyszy przerażone wycie psa Eregasty.

To one! Głosy słyszane w snach Hartfasta. A więc to nie sen.

Usari dostrzega zdenerwowanie synów Hartfasta i stara się ich uspokoić.

„Naszym celem jest dokonanie zwiadu i wypatrzenie dziur, a nie walka z armią nieprzyjaciela.

Leudasta uspokaja myśl, że być może walki uda się uniknąć.

„Piękne słowa. W ten sposób łatwiej przeżyjemy.”

Rjorn wyskakuje jak poparzony. Od dłuższego czasu tylko czekał na pretekst, by zaatakować Usariego.

„Leudaście, nie słuchaj go. Strach go obleciał. Jeżeli trzeba, będziemy walczyć, tak jak przystoi nam, Ludziom Gór.”

Leudast widzi to szaleństwo w oczach Rjorna. I pierwszy raz sprzeciwia się wielkiemu tropicielowi.

„Mówisz o Mistrzu Usarim!”

Szyderstwa i kpiny

Dwa wieki temu krasnoludy przegnały stąd gobliny. Odzyskały dawne królestwo. I znów je opuściły. Nie zasiedliły z powrotem swych dawnych siedzib.

Mijały lata i pustka powoli się zapełniała. Dla goblinów to doskonałe miejsce. Głębokie tunele nie tylko podchodzą dokładnie pod ludzkie siedziby, ale i uniemożliwiają wykrycie. A nawet jeśli – teraz nie ma tu żadnego krasnoluda, który mógłby im wydać bitwę. A ludzie są rozproszeni, podzieleni, słabi.

Miarowe uderzanie z każdym krokiem jest głośniejsze i bardziej wyraźne. Przypomina uderzanie metalu o skałę. Uderzeniom towarzyszą okropne pieśni, o nieznośnej melodii, złowrogim rytmie i obrzydliwych słowach. Melodie wcale nie jest melodią, a jakimś niezrozumiałym i paskudnym szyderstwem, naigrawaniem się i przedrzeźnianiem. Oto śpiew goblinów.

Natura ognia

Magiczny ogień z Sanktuarium nie tylko przenika przez mrok tego miejsca, w którym każde inne światło ginie. Rozgrzewa tak, że pancerze nagrzewają się i parzą. Wilgoć na kamiennych ścianach paruje. Pot zalewa oczy.

Eregasta pragnie podzielić się światłem. Odpala żagiew i podaje Teodartowi. Rjorn wkracza pomiędzy nich.

„Zabieraj te swoje czary. Teodart ma własną pochodnię i nie potrzebuje twoich sztuczek. Myślisz, że nie bywałem wcześniej w Rhosgobel i nie słyszałem, co o tobie mówiono przed laty? Twoje własne plemię nie ufało ci. Kazali ci mieszkać na uboczu. Myślisz, że my ci zaufamy?”

Usari znosił do tej pory obelgi Rjorna na swój temat, ale nie może znieść potwarzy kierowanych w stronę Eregasty.

„Nie wiesz do kogo przemawiasz. Jesteś Człowiekiem Gór, a to oznacza, że płynie w tobie krew Człowieka Lasu. Nikt z tego plemienia nigdy nie ośmieliłby się znieważyć Radagasta. Ani jego magii. A to co tu widzisz to nie sztuczki Eregasty, ale magia samego Burego Czarodzieja. A przed tobą stoi nie licha wiedźma, a jego własna uczennica.”

Rjorn kieruje palec w stronę lampionu i cedzi przez zęby.

„Co innego słyszałem. To smocza magia. Z Sanktuarium SMOCZEGO Płomienia. A czy właśnie nie ta bestia wygnała krasnoludy z ich podziemi?”

Leudast kładzie rękę na ramieniu Rjorna. Przemawia tonem, który przypomina stanowczy ton jego ojca, Hartfasta.

„Dość tego. Teodart może sam zdecydować o swoim losie. Nie potrzebuje opiekunki, Rjornie.”

Rjorn jest wciąż wzburzony i chce mu coś odpowiedzieć gniewnie, ale miarkuje się. Leudast jest synem władcy. W jego głosie słychać niedowierzanie i rozczarowanie.

„Tak mi odpłacasz?”

Leudast prostuje się dumnie. Wydaje się jeszcze bardziej podobny do swego ojca.

„Odpłacam ci tą samą monetą co mój ojciec. Nie ciebie, a Huskę uczynił Strażnikiem nad Mostem. Nie ciebie, a Usariego zabrał ze sobą na Wiec. A skoro tak było, to znaczy, że nie cenił cię tak bardzo. Może co do ciebie miał pewne wątpliwości?”

Rjorna zatyka. Do tej pory to on podejrzewał wszystkich. Gdy tylko jakiś drobny cień podejrzenia pada na niego, a raczej ledwie sugestia niż samo podejrzenie, on natychmiast gaśnie i kuli się niczym skarcony pies. Kiwa głową w stronę Eregasty jakby na znak przeprosin i odchodzi nic już nie mówiąc.

Teodart przyjmuje ogień Eregasty i wznosi żagiew niemal pod sufit tunelu. Kryjące się tam nietoperze nagle podrywają się i wirują wściekle nad głowami, ale nie ośmielają się zbliżyć do ognia.

Pułapka

Połamane tarcze, wyszczerbione miecze, kawałki pancerza. Wszystko wydawało by się przypadkowo i niedbale zwisa ze ścian i sufitu, gdyby nie łączący je sznur. Rozciągnięty wyschnięty sznur wyrwanych jakieś istocie jelit splata wszystko ze sobą. Jeden nieostrożny krok i wszyscy w środku, kimkolwiek są, zostają zaalarmowani.

Idący na czele elf nie rozbraja pułapki. Ostrzega i pomagając wszystkim ją ominąć, pozostawiając nietkniętą. Dlaczego? Czy ma jakiś plan?

Miejsce dawnej krasnoludzkiej fortecy

Tunel przechodzi w rozległą komnatę, zdolnej pomieścić niewielki gród lub warownię. Miejsce to dawniej służyło krasnoludom. Jeśli stała tu kiedyś jakaś fortyfikacja, to teraz pozostały z niej jedynie puste miejsca w skale. Odgłosy i śpiewy są już wyraźniejsze. Widać poruszające się cienie goblinów. Eregasta kładzie swój kapelusz z szerokim rondlem na lampionie, by one nie zauważyły jej.

Droga pęka na pół. Jedna jej część wnosi się stromo do góry ku skalnej półce. To stamtąd dochodzą odgłosy. Droga w dół prowadzi w ciszę i ciemność.

Znów ktoś wali czymś wielkim w skałę. Ziemia drży w fundamentach. Do uderzeń dołącza darcie się goblinów. Robi się zbiegowisko. Nie wiadomo co tam się dzieje. Rozlega się mocarny, tubalny, niski, głęboki ryk niezadowolenia. Odpowiada mu przestraszony, przeraźliwy pisk. Nagle jeden z goblinów ląduje u stóp bohaterów. Dogorywając dostrzega ich, wnosi w ich stronę palec i już ma coś powiedzieć, gdy Eryn przebija mu gardło strzałą. Szybkość i cisza to dobra cecha łuku. Echo jeszcze niesie ryk tego wielkiego stwora, po czym dudnienia znów wracają.

Któryś z synów Hartfasta szepcze.

„Mój ojciec mówił, że słyszał w snach dudnienie. Niczym bicia z koszmarnej kuźni. To na pewno to miejsce .”

Na krawędzi

Dwójka goblińskich wartowników stoi na szczycie krawędzi, obserwując teren z góry. Ich uwagę rozprasza olbrzymia bestia, która co jakiś czas przychodzi w to miejsce. Staje, wykrzykuje coś i w zależności od nastroju chwyta jednego z goblinów i zabiera ze sobą lub zrzuca go z krawędzi. Nie widzą więc jak dwójka intruzów wspina się po ścianie dokładnie pod nimi. Pierwszy z nich nawet się nie zorientował, gdy scyzoryk Ludzi Gór poderżnął mu gardło, po czym zepchnął w przepaść. Drugi na moment przed śmiercią ujrzał najpiękniejszy widok w swoim krótkim, parszywym życiu. Zobaczył jak jego głowa jarzy się wspaniałym, czerwonym światłem tak jasnym, że na moment zrobiło się jasno w całych podziemiach. Chwilę potem zginął, gdyż źródłem tego światła była magiczna elficka strzała wbita w jego głowę.

Szaleństwo Rjorna

Wartownicy leżą trupem i już nie ostrzegą o intruzach. Nie muszą. Światło strzały Eryna zrobiło to za nich. Strzała okazała się zgubna dla goblina, ale jej światło zgubne dla drużyny. Zwabiło kolejnych przeciwników.

Słychać wrzaski i zbliżające się gobliny. Przerażony Rjorn zaczyna krzyczeć. Czuje się osaczony. Wcześniejsza nieufność przeradza się w paranoję, paranoja w obłęd. Jest przekonany, że Usari go zdradził. Wprowadził ich w pułapkę. Zaraz zginą! Zginą synowie Hartfasta!

Rjorn chce uciekać. Chce ratować siebie i synów swego wodza. Próbuje ich ciągnąć ze sobą, choć ci chcą iść dalej. Zaczyna się szarpania. Rjorn wrzeszczy. Gobliny są coraz bliżej…

W końcu Eregasta powstrzymuje to szaleństwo. Uderza Rjorna w głowę swą lagą. Rjorn na chwilę otrząsa się, odpuszcza, ale nie zamierza kontynuować misji. Pozwala synom Hartfasta iść dalej. On zamierza się wycofać.

Strzał w ciemno

Rjorn znika, a wraz z nim problemy jakie nastręczał. Nie znikają jednak głosy zbliżających się goblinów. Nie ma chwili do stracenia. Eryn wyciąga łuk, zakłada strzałę, odwraca się i kieruje ją prosto w ciemność, z której chwile temu przybył. Wszyscy patrzą na elfa oniemiali. Czy i on doszczętnie oszalał tak jak Rjorn? Czy w tej beznadziejnej sytuacji w ten właśnie sposób pokazuje, że sprawa jest przegrana i już nic nie można zrobić? Symbolicznie wypuszcza strzałę na ślepo, gdyż nie ma sensu celować w jednego, skoro idzie tu stu?

Nie. To nie był strzał na ślepo. To był łut szczęścia.

Rozlega się kaskada dźwięków. Wpierw pojedyncze odgłosy uderzania metalowych przedmiotów o siebie, a potem odgłosy ich upadania. Jakby ktoś pociągnął za sznurek. Potem chwila ciszy i nagle wybucha gigantyczny rumor, który wstrząsa całą górą. Potężne osuwisko zasypuje pobliskie korytarza.

Pułapka, w którą strzelił Eryn nie była tylko pułapką dźwiękową. Ona powodowała zasypywanie się tunelu, razem z nieostrożnymi intruzami.

Zaraz po fali dźwiękowej pojawia się podmuch przynoszący odłamki skalne i wzniecający tumany kurzu. Nic nie widać. Słychać wrzaski goblinów. Drużnie udaje się wydostać z obławy. Umykają wspinając się po skalnej ścianie.

Filary ziemi

Do największej komnaty w podziemnym kompleksie prowadzą trzy drogi, ale to nie żadną z nich przybywa drużyna. Ci dostali się niepostrzeżenie, wspinając się po skalnych ścianach. I teraz mogą z ukrycia przyjrzeć się dokładniej wszystkiemu.

Do porowatych ścian jaskini, do półek skalnych, do stalagmitów i stalaktytów podoczepiane są prowizoryczne szałasy, niedbale sklecone z gruzów lub z tego co było pod ręką. Dookoła porozrzucanych jest mnóstwo kości oraz zestalonych szczątków rozmaitych stworzeń. Tak jakby ktoś jadł i resztki pozostawił dokładnie w tym samym miejscu i już nigdy się nimi nie interesował. To samo dotyczy nie tylko resztek jedzenia czy śmieci… Dlatego smród jest nie do wytrzymania. Odór sprawia, że poza goblinami nikt nie jest w stanie tu przebywać.

Goblinów jest sporo i wszystkie skupione są na jednym zadaniu. Pracują wokół czegoś intensywnie, choć niechętnie. Monotonnej pracy towarzyszy monotonna pieśń. Do tej pracy ich przymuszono.

Dookoła na ścianach widać ślady uderzeń jakby wyjątkowo zły i niesprawny kamieniarz próbował coś wyrzeźbić. Zaś w samym środku sali stoi słup imponujących rozmiarów. Wygląda jak stalagnat powstały ze złączenia stalagmitu ze stalaktytem. Filar ciągnie się do samego sufitu i zdaje się go podtrzymywać…

„Nad nami są Górskie Sale!”

Wykrzykuje przerażony Leudast.

Pigmalion

Obok imponujących rozmiarów kolumny stoi istota równie ogromna. Gobliny wyglądają jak mrowie biegające między stopami Olifanta. Stworzenie, pomimo nadludzkich rozmiarów, wygląda nieco jak człowiek. Tylko taki zgarbiony, który pochylił się i już nigdy nie podniósł głowy. W gigantycznej łapie, która już niejednego goblina zmiażdżyła, dzierży ni to kilof ni to młot. Kawał wielkiego metalu, którym raz za razem uderza w stojący centralnie kamienny filar. Co jakiś czas przerywa pracę. Wtedy na zmianę wydziera się na gobliny, niezadowolony z ich tempa pracy lub mrużąc oczy przygląda się swemu dziełu, wówczas w pełni zadowolony.

Praca goblinów polega na wynoszeniu odłupanych kawałków skały, zaś praca tej bestii wygląda na pracę kamieniarza! On tym młotem, który trzyma w łapsku uderza w tę skałę. To jest rzeźbiarz! I rzeźbi samego siebie! Z trudem udaje się rozpoznać w kształtach skały kształt górskiego trolla. Choć karykaturalny, wynaturzony, pokraczny i plugawy wygląd dotyczy w równym stopniu obojga – trolla i jego skalnego autoportretu.

Eryn zastaje pod ziemią coś, co należy do niego, a o czym do tej pory nie wiedział. Czujnemu wzrokowi elfa nie umyka pewien istotny drobiazg. Trollowi wisi u szyi bardzo skomplikowany, wspaniały elficki król. Jak ten dawno zapomniany skarb znalazł się w tych podziemiach?

„Ten klucz jest bardzo ważny. Jeśli chcemy wrócić do Dol Guldur, ten klucz otworzy każde drzwi.”

To nie jest żaden kowal ani kamieniarz, ale głupi troll. Jak to durne bydle przywali kilka razy w stalagnat, jak on pęknie, to jak to się zawali, to całe Górskie Sale runą w dół!

Przemowa w Mrocznej Mowie

Trzeba działać i to szybko, inaczej Górskie Sale czeka straszliwy los. Rytmiczne dudnienie wcale nie oznaczało goblińskie bębny. Nie oznaczało też odgłosów kilofów, którymi gobliny chciały stworzyć przejście, aby znienacka zaatakować Górskie Sale. Te dudnienie to nic innego jak niszczenie fundamentów Górskich Sal. I wcale nie po to by je zawalić, lecz by spełnić zachciankę trolla pragnącego uwiecznić swój wizurek, wspaniały i piękny w jego mniemaniu.

Eregasta wychodzi z ukrycia. Staje przed goblinami trzymając w jednej ręce lampion, drugą głaszcząc wspaniałe psisko u swego boku. Momentalnie robi się cicho. Śpiew cichnie. Gobliny zamierają. Troll przerywa pracę.

Eregasta przemawia w języku tych istot. Zbiera słowa tak, aby dobrze do nich przemówić. Wie, że do ich umysłów trzeba się włamać. Trzeba je przechytrzyć. Ale gobliny są zbyt przerażone. Nie przeciwstawią się swemu oprawcy.

A ten w końcu traci cierpliwość i krzyczy przeraźliwie.

„Dooooość!!!”

Troll uderza swym młotem o ziemię wzbijając tumany pyłu. Gobliny zwracają się w jego stronę i już wiedzą co mają robić. Wyciągają broń i ruszają na Eregastę.

Strzały Eryna i śpiew Folcreda

Pierwszy za broń chwyta elf. Wypuszcza strzałę, która trafia trolla. Na bestii nie robi to wrażenia. Strzaskuje wystającą z jego cielska strzałę jakby zabijał nieszkodliwego komara.

Usari podkrada się zza plecy trolla, ale drogę zastępują mu gobliny. Beorning próbuje się przecisnąć, uderza jednego butem, drugiego nadziewa na włócznie, ale nie jest w stanie zatrzymać zakrywającej go fali goblinów.

Gobliny w rękach dzierżą zakrzywione noże wyciosane z kamienia czy z czego miały pod ręką. Wydają z siebie dzikie wrzaski. Atakują na każdego.

Eryn widząc zmierzającą ku niemu chmarę wycofuje się na skalną półkę, aby stamtąd je ostrzeliwać. Gobliny szybko się zniechęcają próbą wspinaczki i zostawiają elfa w spokoju, kierując się ku jego towarzyszom, którzy pozostali na dole. Niektóre jeszcze próbują trafić elfa kamieniami, ale ten jest zbyt zwinny.

Folcred śpiewa melodię bitewną, którą ułożył w Górskich Salach. Pieśń przypomina po co się tu znaleźli. Leudast usłuchuje i zostaje na polu bitwy. Złożył przysięgę Folcredowi. I zamierza jej dotrzymać. Walczyć z nim ramię w ramię. Chronić jego pleców. Teodart nie składał takiej przysięgi. Przerażony umyka i znika gdzieś w ciemności.

Nieunikniona katastrofa

Gobliny obsiadają wojowników. Nie pozwalają przecisnąć się do trolla, aby powstrzymać go przed niszczeniem skały. Wciąż napierają zmuszając do obrony. W takich warunkach bohaterowie cały swój wysiłek poświęcają parowaniu ciosów i ich unikaniu. Nie ma czasu ani miejsca, aby samemu wyprowadzić atak. Nawet jeśli uda się wyprowadzić kontratak i zabić jednego stwora, w jego miejsce wskakuje kolejny. To już nie jest próba powstrzymania trolla. To walka o życie. Do tego beznadziejna. Bo w końcu troll uczyni ostatnie uderzenie. Złamie filar podtrzymujący Górskie Sale. Wszystko runie grzebiąc nie tylko bohaterów, ale gobliny i nieświadomego niczego trolla. Los wystrychnął bohaterów na dutka.

Chmara

Strzała Eryna trafia bestię w szyję. Potężne trafienie przebija się przez kamienną skórę trolla. Istota wyje, lecz nie z bólu, a wściekłości. Z rany sączy się magma, a nie krew. Magma! Jego krew zastyga niczym magma.

Ciężka włócznia Usariego z łatwością nadziewa gobliny, ale utrudnia bronienie się i tak już dużemu i dość niezgrabnemu Beorningowi. Kolejne ciosy goblinów spadają na niego dziurawiąc jego ciało. Rozochocone tym jak łatwo trafić tego wielkiego przeciwnika gobliny dźgają i dźgają jeszcze bardziej. Beorning opada z sił, ale niczym niedźwiedź wciąż trzyma się na nogach.

Za to Eregasta jest bezpieczna ze swym ogromnym, trzymanym oburącz toporem. Wiruje siekierą dookoła siebie w taki sposób, że żaden stwór nie odważy się podejść w jej zasięg. Wokół Eregasty naturalnie powstaje się krąg, którego nieprzekraczalną granicę wyznacza zasięg jej broni. Eregasta w środku wiru jest jak oko cyklonu, gotowego porwać i rozerwać na strzępy wszystko co wpadnie do środka.

Folcred i Leudast bronią się razem, skierowani plecami do siebie. Folcred próbuje trafić przeciwnika w głowę. Nie trafia ostrzem miecza, za to trafia jelcem. Wbija go mocno w oczodół i wydłubuje oko.

Uari wbija ostrze włóczni między oczy goblina. W ich spojrzeniu cierpienie miesza się z ulgą. Nareszcie trud jego skończony. Nie musi już katorżniczo pracować dla głupiego trolla.

Małe potwory krzyczą, jodłują, wściekają się. Dlaczego walka trwa tak długo? Jest ich więcej, już dawno powinny były pokonać intruzów. Jakiś goblin podrywa się i rzuca do morderczego ataku.

„Teraz bracia!”

Kończy jednak nabity na ostrze topora Eregasty. Jego cielsko zsuwa się na ziemię, Drugiego, który biegł za nim, dopada psisko i przyciska do ziemi. Trzeci poślizguje się na kałuży krwi pierwszego i upada. Topór Eregasty obcina mu łeb nim zdąży wstać.

Czwarty, piąty i szósty dopadają Eregastę. Chwytają się jej próbując zedrzeć pancerz. Wyglądają jak wygłodniałe zwierzęta, które próbują zerwać skorupę, by dobrać się do mięsa.

„Zjemy cię! Zjemy!”

Przerażony o los Eregasty Eryn przestaje strzelać do trolla i skupia swój atak na goblinach osaczających Eregastę. Elf traci trolla z pola widzenia i nie zauważa, jak ten ciska w jego stronę wielki blok skalny. Eryn cudem unika śmierci, gdyż bestia chybia.

Eregasta, Folcred i Usari opadają z sił. Jak długo będą w stanie się bronić? Światło lampionu przytwierdzonego do pasa Eregasty zdaje się przygasać. Cienie wokół drgają niespokojnie.

Gigantyczna bestia wcale nie przerywa aktu tworzenia swej podobizny. Zwycięstwo jest pewnie, zostawia walkę goblinom. Jaskinia nie przestaje się trząść od jego uderzeń, na co zupełnie nie zwraca uwagi. Troll wydaje się być zadowolony ze swego dzieła. Podobieństwo jest uderzające.

Kolumna zaczyna się rysować. Jeszcze kilka takich pęknięć i wszystko runie.

Jeden cios

Jeden cios dzieli Ergeastę, Usariego i Folcreda od śmierci. Jedno uderzenie trolla dzieli Górskie Sale od katastrofy.

Bohaterowie nie mają już nic do stracenia. Desperacko rzucają się na bestie.

Usari staje wreszcie przed okazją zaprezentowania możliwości swej wyjątkowej broni. Wykuta przez Beorningów do zabijania na ogromnych przeciwników takich jak ten i nazwana Zgubą Gigantów. Zatapia ostrze w boku giganta. Usari już spodziewa się, że troll padnie. Wtedy łapsko bestii uderza go i posyła do tyłu. Zaś oręż z obrzydzeniem odrzuca na bok. Wściekły troll rusza na bezbronnego Beorninga, ale ten cudem odtacza się, unikając kończącego ciosu.

Folcred ma mniej szczęścia. Wykończony od walki i ran pada na ziemię. Gobliny doskakują do niego i dobijają. Folcred nie żyje.

Eryn za każdym razem trafia trolla, ale widzi że nie jest w stanie go zabić. Kamień na jego skórze ledwo kruszeje.

Cała nadzieja w Eregaście.

Eryn strzela w stojące przy niej gobliny. Niczym jego dziadek Oropher, który przed wiekami wytyczył szlak przez Mroczną Puszczę, tak on teraz wytycza szlak Eregaście znaczony truchłem goblinów. Eregasta biegnie na trolla . Uderzenie wielkiego topora Eregasty jest tak silne, że z rozcięcia zaczyna się wylewać coś, co przypomina krew. Tym razem nie zastyga. Zaczyna parować. Dookoła powstaje dziwaczna, krwistoczerwona mgiełka.

Brzegi rany wciąż nie zasklepiają się. Troll w tym miejscu jest zupełnie nagi, nagusieńki. To miejsce tylko czeka na zadanie tego jednego, jedynego ciosu.

Eregasta zadaje go.

W ostatnim momencie

Mówi się, że czarodziej zawsze przychodzi w odpowiednim momencie, ani za późno ani za wcześnie. Eregasta jest dopiero uczennicą czarodzieja, jednak nauka nie poszła, nomen omen, w las. Zabija trolla nim ten zdąży zadać ostatnie uderzenie w stalagnat. Ocalenie dla Górskich Sal przychodzi w ostatniej chwili.

Ogromne cielsko upada za ziemię wzbijając tumany kurzu. Przez kilka minut wszyscy kaszlą, duszą się i trą oczy. Gdy kurz powoli opada, a wzrok powraca, goblinów już nie ma. Z bardzo daleka dobiega echo ich żałosnego ujadania.

Śmierć Folcreda

Eregasta klęka przy ciele wojownika. Rzuca na niego magiczne światło ze swej magicznej latarni. Światło oświetla piękne oblicze przybysza z dalekiego kraju.

Leudast żegna go ze smutkiem w głosie.

„Przybył szukać miejsca dla swoich. Oddał życie za innych.”

W pamięci pozostanie jako bohater, który ocalił Górskie Sale. Minstrel, który śpiewał pieśń o innym bohaterze, który oddał życie – Pieśń o Hadrinie.

Czy ktoś zaśpiewa pieśń o Folcredzie?

Magiczny ogień

Od początku było jasne, że magiczny ogień ma tu jakąś rolę do wypełnienia. Gdy bucha straszliwie, wydaje się, że niczym dżin od dawna próbował się wydostać z lampionu, w którym go zamknięto. Wypuszczony zaczyna palić skały, palić truchła goblinów. Roztopiona lawa opieczętowuje goblińskie nory pod Górskimi Salami.

Powrót do Górskich Sal

Bohaterowie, którzy ocalili Górskie Sale wracają na powierzchnie. Leudast niesie ciało Folcreda. Gdy idą w górę ostatnim korytarzem, im bliżej wyjścia, tym mocniej słychać odgłosy. Przez chwile wydają się być wiwatami. Ale jak tylko wynurzają się, zdają sobie sprawę, że ktoś na powierzchni musiał zdradzić. Ktoś musiał nie ostrzec swoich, gdy orki atakowały to miejsce. Na miejscu Górskich Sal zostały tylko zgliszcza.

Leudast pada na kolana, upuszcza ciało Folcreda, a z jego oczu leją się łzy. Wszystko zostało zniszczone. Mieli wrócić tryumfująco. Jako bohaterowie, którzy zeszli na dół, by uratować tych ludzi.

Dookoła trupy ludzi i orków. Ci co zdążyli uciec, teraz powrócili i zawodzą nad ciałami swych bliskich. Powrócili by odnaleźć swych bliskich, ale odnaleźli tylko ich ciała. Zrozpaczony człowiek krąży pomiędzy ciałami zabitych i powtarza pełne żalu słowa.

„Zaatakowali nas! Ten przeklęty zdrajca wpuścił je, nie ostrzegł nas.”

Padający śnieg przykrywa dogasające zgliszcza. Było to miejsce, którego bronili dumni ludzie gór. Przez zdradę jednego z nich zostało zniszczone.

Usari popełnił błąd. Mógł wskazać kto idzie na dół, a kto zostaje na powierzchni. Wybrał Rjorna, Huska zaś został na miejscu. Tego, który już raz zdradził, a teraz zdradził ponownie. Wtedy wróg spalił faktorię i wybił jej mieszkańców. Teraz zrobił to samo z Górskimi Salami.

Bitwa o Górskie Sale została przegrana. Hartfasta i jego córkę zabrano do Dwimmerhorn.

W zniszczonej osadzie nie ma powodu, by zostawać. Drużyna musi się wycofać. Resztką z sił, razem z garstką uchodźców, kierują się do Rhosgobel. Ich serca przepełnia gorycz. Pokonano straszliwego potwora, ale stracono ważny bastion. Usari i jego plemię straciło dom i przywódcę. Usari zawiódł po raz kolejny.

Góry Mgliste stają się ziemią niczyją, z której ani ludzie ani orki nie czerpią korzyści.

outro

W Rhosgobel wędrowiec z północy rozpytuje o Jagodowy Szlak. Głos ma donośny, więc gdy przemawia słychać go w całej osadzie. Swój dobytek i towar niesie na grzbiecie. Jest rad, gdyż Jagodowy Szlak otwiera nowe możliwości. Tylko czemu nikt z mieszkańców Rhosgobel nie podziela jego entuzjazmu? Słuchają jego słów obojętnie. Przybysz rozgląda się po tubylcach, ale nie znajduje odpowiedzi. Nie rozumie czemu Ludzie Lasu są tak ponurzy, kiedy przed nimi tak szerokie prospekty. Może mają zbyt wąskie horyzonty? Garbaty kupiec nie wie tego.

Elf ściska w dłoni pokaźnych rozmiarów złoty klucz. Przypomina sobie jego nazwę. Arcyklucz.

Ciemna dłoń podnosi czarną figurę i bije wieżę przeciwnika. Tej zimy inicjatywa jest po jej stronie.


Komentarz grającego (kosoluk):

Stawiam dulary przeciw orzechom, że mało który Mistrz Gry (wyjątkowo w tym przypadku „Strażnik Podziemi” ;-) tak odważnie zrezygnowałby z happy endu. Po wygranej w pocie czoła, o włos. Wracamy jako bohaterowie, którzy „ocalili Górskie Sale”. Jeden z nas oddał za to swoje życie. Syn Hartfasta zaginął. Troll prawie zabił nas wszystkich. Uratowaliśmy Górskie Sale i… zastajemy zgliszcza.

Efekt jest tym bardziej druzgoczący, że wynika z decyzji podjętej przez moją postać – Usariego. Jeszcze gorzej, że zawiódł po raz drugi (nie będę wracał już do historii Hadrina, kto czytał ten wie).

Ale są jeszcze małe rzeczy, które mogły przejść niezauważone, a przecież bez nich sesja mogła się nie udać:

a) sztuczki (patenty) w podziemiu

Wydawać się mogło, że podziemia to marsz przez miniony i pułapki, które zdejmują punkty życia w drodze do finałowego bossa. Tutaj udało się uniknąć walk i pułapek. Wykańczające okazały się warunki panujące w podziemiach. Nasze zmęczenie rosło za sprawą hałasu trolla oraz od żaru latarni.

b) trójwymiarowe podziemia

Wydawać się mogło, że podziemia to labirynt rozgałęziających się korytarzy. Tymczasem wędrowaliśmy do góry – wzdłuż przepaści na skalną półkę i po ścianach

c) zegary

Zegary to znany patent, ale nie do przecenienia. Tutaj mieliśmy trzy dwupolowe zegary wpływu na Bohaterów Niezależnych. Udało się zdanymi testami społecznymi przekonać do siebie synów Hartfasta, a nie udało się zdobyć zaufania Rjorna. Efektem było jego szaleństwo, wywołane pojawieniem się przeważających sił wroga.

W finałowej walce pojawił się zegar zniszczenia stalagnatu. Gdyby Mistrz Gry zakreślił ostanie pole, wszystko by runęło. MG zakreślał je za każdym razem, gdy troll nie był atakowany (i wtedy mógł uderzać w skałę) lub gdy wypadło krytyczne oko Saurona na kości.

d) strzał Eryna

Eryn dobrze to wykombinował z pułapką, prawda?

e) troll, który rzeźbi

No nie mam pytań. Co za kolor, co za anegdota. Idziesz do głównej bazy wroga, spodziewasz się różnych rzeczy, ale najmniej tego, że troll, który tam jest rzeźbi swój wizerunek. Troll nie ma żadnego niecnego planu zniszczenia Górskich Sal. Nie idziemy ratować Górskich Sal, bo główny złoczyńca uknuł genialny plan zniszczenia. Nie! On sobie po prostu rzeźbi. A to że na skutek tego rzeźbienia efekt jest ten sam co gdyby knuł ów plan… No cóż. Niby to samo, a jednak zupełnie co innego.


Komentarz prowadzącego (kadu):

Tomek wszystko świetnie opisał i opatrzył miłym dla mnie komentarzem, więc ja opowiem tylko o moich mojszościach.

Podczas zeszłej sesji BG skorzystali z zasad pisania pieśni (z Dodatku Rivendell). Zastanowiłem się zatem nad tym, w jaki sposób mógłbym odbić tę scenę, pokazać jej złą stronę. Tak powstał koncept goblińskiej pieśni. W miarę jak BG zbliżają się do leża trolla-rzeźbiarza, słyszą z oddali jak małe potwory nucą. Ale jakże inna jest to pieśń od tej, którą układali BG. Tamta była ich dobrowolnym, wspólnym wysiłkiem, czymś, co dawało im moc, by przezwyciężać przeciwności losu. Pieśń zielonoskórych jest inna – jest na przekór. Troll, co zamarzył sobie zostać artystą, zmusza ich do niej, a one niemiłosiernie zawodzą i śpiewają z prawdziwym gniewem. „NIA na na na NIA na na”. Dla mnie to estetycznie jest to satysfakcjonujące – wydaje się, że pokazywanie takich pomysłów jest jednym z ważniejszych powodów grania w gry fabularne – „zobaczcie, jaką fajną rzecz wymyśliłem!”.

Ponieważ gracze szybko podłapali, że gobosy są niechętne swemu ciemiężcy, to zrodziłą się z tego próba odwiedzenia ich od pomagania mu. Eregasta wyszła na front, wygłosiła cwanie obmyślaną mowę… ale u mnie o sukcesie ostatecznie decydują kości. Nawet najgłupszy plan ma prawo się powieść, przy fartownym rzucie, nawet najlepszy może skończyć się tak jak ten – gobliny mimo iż słyszą jak nasza Ognista Pani przemawia w Mrocznej Mowie, to jednak za bardzo boją się trolla, by mu się sprzeciwić – zaczyna się bardzo ciężka walka.

Gdyby BG się powiodło, to pewnie pokonanie trolla byłoby o wiele łatwiejsze. To gobliny ostatecznie okazały się największym problemem – ze względu na swoją liczebność. A tak wyszło, że biedny Folcred przypłacił tę walkę życiem, do czego jeszcze wrócimy. Tymczasem jednak dodam, że bestiariusz TORa wydaje mi się jego słabą stroną. Trochę mały jest wybór przeciwników (nawet jeżeli doliczymy tych, którzy pojawiają się w przygodach) i ja mam takie wrażenie, że po tych kilkunastu sesjach to już naprawdę walczyliśmy ze wszystkim (a przynajmniej wszystkim, co można spotkać w tej okolicy).

Drugim problemem z tym, że BG się nie powiodło, było to, że w obliczu srogiej nawalanki skupili się na radosnym hack and slashu. W efekcie trochę moim zdaniem zmarnował się potencjał smoczego ognia, który Eregasta przyniosła ze sobą aż z samego Sanktuarium. Planowałem, że jeżeli Gosia zadeklaruje np. oślepienie trolla, to on skamienieje na rundę czy dwie, kupując trochę czasu BG, może pozwalając im pogadać jeszcze raz z zaszokowanymi goblinami, czy coś takiego.

Teraz, gdy o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że ogień zmarnował się podwójnie. I ja mogłem go użyć w sposób nikczemny – w końcu to smoczy ogień, powinien błysnąć i wydać BG w najmniej wygodnym dla nich momencie!

Ostatecznie użyłem ognia do stopienia i zabezpieczenia komnaty – zawsze to coś, ale mogło być coś większego.

Jako ciekawostkę mogę tu powiedzieć, że ja oryginalnie planowałem, że gobosy napotkane w tunelach otaczają BG, ale nie walczą z nimi, tylko właśnie zlecają im zabicie tego cholernego trolla. Ale na sesji BG bardzo się pilnowali, żeby nie dać się zauważyć, kości były po ich stronie, więc ta scena się nie odpaliła.

Wracając do walki, to muszę przyznać, że coraz bardziej mi się ona w TORze podoba. Ma swoją logikę i trzeba trochę kombinować – kto powinien atakować, kto się bronić; trzeba się trochę zastanowić, jak pokonywać takiego a nie innego przeciwnika. Taki troll np. – trzeba mu zjechać HP do zera (a ma ich duuuużo) i jeszcze dodatkowo zadać ranę! Gracze dopiero pod koniec walki doszli do tego, że kluczowe jest tutaj wystawienie Eregasty na szpicy, bo jej broń ma bardzo trudny test Injury, a więc to ona ma największe szanse na powalenie bestii! I tak się stało – dobry rzut pod sam koniec i sesja od razu skoczyła bardzo wysoko w mojej ocenie. Byłaby jeszcze lepsza, gdyby nie ponury przypadek Folcreda.

Drugim ekstra elementem w TORze są strzały mierzone. Fakt, że przeciwnik może się na niego zdecydować daje prowadzącemu możliwość lekkiego sterowania walką bez żałosnego kantowania na kościach. Czasem wolę pierdyknąć strzałem mierzonym wiedząc, że jeżeli się nie uda (a pewnie tak będzie w przypadku słabszych przeciwników), to ułatwiam robotę BG, a jak się uda – no cóż, próbowałem ułatwić, ale tutaj mamy emocjonujący test na to, czy zostaniesz zraniony, więc też dobrze!

W Szarni (czyli w powstającej od czasu do czasu Wstędze Fantasy) podobnie ma działać mechanizm Impetu i Bloku – możesz przeznaczyć część swoich kości z puli na impet lub blok przeciwnika zmniejszając ilość kości, którymi rzucasz na efekt. I potem można sobie tym grać w sposób logiczny/efektywny lub sposób dozujący dramaturgię walki/efektowny.

Zasadniczo uważam, że walka jest emocjonująca, gdy postacie mogą zginąć. Ale z drugiej strony w dłuższej kampanii obserwujemy taki efekt, że im dalej gramy daną postacią, tym trudniej nam znieść to, że mogłaby odejść na zawsze, a jej wątki miałyby nigdy się nie dograć. Folcred co prawda, był nową postacia, ale kurcze, wydaje mi się, że zarówno ja, jak i Dawid w intrach do tej sesji zobaczyliśmy w nim potencjał – coś, czym mógłby się stać, elementy, z którymi mógłby grać. Ta córka Hardfasta, która bierze od niego lutnię na przechowanie, to wspomnienie o Grodzie na Obrzeżu i tym, że to byłoby dobre miejsce dla jego ludu. A tu jebs! Trup. No szkoda, ale nie zamierzałem rezygnować ze swojej zasady, że gramy na ostro – ani dla Folcreda, ani dla Eregasty ani dla nikogo innego.

Dawid trochę się podłamał tym, że w ciągu 3 sesji stracił drugą postać i pewnie gotów był porzucić tę kampanię, ale zaproponowaliśmy, żeby tym razem stworzył sobie kogoś potężniejszego – Dunedaina (jedną z takich „zaawansowanych nacji” obok elfów z Rivendell).  Zgodził się i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Drugą rzeczą, która kosztowała mnie wiele, było to arcyponure zakończenie. BG wychodzą na powierzchnię, ale zamiast wiwatów widzą zgliszcza. Decyzja, by zabrać do podziemi nie zdrajcę Huskę, lecz podejrzliwego Rjorna, dla mnie musiała skończyć się tragedią. W efeckie Huska doprowadził do zniszczenia Górskich Sal, a Rjorna ogarnęło szaleństwo, można rzec, że Cień, i zaginął w podziemiach. Pokusa, żeby nie rozgrywać tej konsekwencji byłą wielka. A jednak powiedziałem sobie – „zaplanowałeś to i tak będzie”.

Gracze często wiedzą, że „przygoda na nich zaczeka” – wszystko dzieje się wtedy, gdy przybywają na miejsce, bo przecież ta fabułą istnieje po to, by ją rozegrali. Ale w kampanii takiej jak ta, gdzie wątków mamy mnogość, ja mogę przełamywać takie schematy. Mogłem poczekać ze zdradą Huski i zrobić z tego przygodę po powrocie BG – cień, rzucający się na ucztę na cześć bohaterów Górskich Sal. Zdecydowałem na coś zaskakującego i szokującego – górskie sale zostały zniszczone.

Może się wydawać, że w takim świetle zwycięstwo BG na dole jest próżne, jest po nic. Nic bardziej mylnego. Górskie Sale można odbudować (nie możnaby, gdyby troll zawalił stalagnat), syn Hartfasta Leudast będzie teraz dążył do tego, by ten teren odzyskać i nie poddawać się, kontratakować. Zobaczymy, że tworzy to też ciekawy układ w wątku Dunlendingów na następnej sesji.

To tyle komentarza do tej ostatecznie moim zdaniem niezłej sesji. Następny wis – wkrótce!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s