AoR[31]: S2E15 Na ratunek czerwonoskórym

Na tej sesji mojej kampanii w Age of Rebellion bohaterowie zbaczają z planowanego przeze mnie kursu, czego jeden z nich o mało co nie przypłaca życiem.

Postacie graczy:

  • V0 – droid władający mocą, tutaj jako V0L, bóstwo Sithów :P (Gosia)
  • Tancerz – niechętny as rebelii, tutaj jako nietrafialny (Sting)
  • Shar Corso – zabrak jedi, tutaj rzuca wyzwanie upiorowi sithów (Tomek)
  • Bar Garrus – człowiek zwiadowca, tutaj po raz pierwszy spogląda w oczy śmierci (Andrzej)

Postacie tła:

  • Shia Moth Evon – imperialna agentka, więziona przez Rebeliantów
  • Kosa – klon rebeliant, nieprzytomny po starciu z upiornym Korem Roną
  • Żołty Kapłan Messańczyków
  • Czerwony Baron – gladiator, czempion Messańczyków
  • Ludo Kresh – upiór dawnego wodza Sithów
  • Kouhun – jadowite robale z grobowca
  • Połykacz Gwiazd – wielki gwiezdny potwór

W poprzednich odcinkach:

Rebelianci z Iskra-2 utknęli na Rhelg w układzie Teh-Ran, ale już znają drogę wyjścia – w kryjówce dawno zmarłego mistrza Jedi pozyskali kody do boi hiperprzestrzennej. Wydaje się, że sytuacja jest jasna – skok i powrót do domu. Ale na boję łakomi się wielki gwiezdny potwór, a Rebelianci czują, że mają tu jeszcze coś do zrobienia.

Wydarzenia:

  1. Statek Tancerza, Liść, znajduje się na orbicie i obserwuje, jak Pożeracz Gwiazd, monstrualny kosmiczny potwór, zbliża się do hiperprzestrzennej boi, by ją pożreć. Czasu jest mało. A jednak Rebelianci na pokładzie Astro No. M0 wymyślają plan, by zabrać stąd część miejscowych – żeby rozproszyć potwora użyją stateczku Kora Rony, a sami udadzą się do stolicy Rhelg, by uratować choć część messańczyków.
  2. V0 dalej grzebie w nadajniku Kora Rony znalezionym w podziemiach świątyni i znajduje tam informacje o tym, jak Kor Rona zdradził Kazdana Paratusa na Raxus. W instrumencie zakodowane są też lokacje kryjówki Kor Rony na Lucazek oraz Kazdana na Raxus (później nie zostaną wykorzystane w kampanii). Następnie objawia jej się duch kryształu, Chitsaz. Proponuje, że rozmówi się z duchem żyjącym wewnątrz świątyni i wynegocjuje zabranie stąd części messańczyków. W konsultacji z resztą Iskry-2, V0 odmawia.
  3. Tancerz wykonuje swój popisowy numer – ląduje na środku placu przed świątynią w stolicy Rhelg. Miejscowi są pod wielkim wrażeniem “bogów”. Niepostrzeżenie Shar Corso i Bar Garrus wślizgują się do świątyni Ludo Kresha, chcąc go zniszczyć. Na zewnątrz V0 rozpoczyna rekrutację miejscowych – nawet na wielki transportowiec mogą ich bezpiecznie zabrać około półtorej setki.
  4. Wewnątrz świątyni Corso i Garrus idą do grobowca, którego położenie oznaczyli sobie na skanach podczas wcześniejszej wizyty. Omijają pułapki i trafiają do centralnej komnaty. Ludo Kresh nie da się jednak tak po prostu wypędzić. Upiór wstaje, odpala podwójny miecz świetlny, przywołuje służące mu liszaje i rozpoczyna bój na śmierć i życie.
  5. Na zewnątrz krwistoczerwony czempion ludu messassi sprzeciwia się wyborom V0. Droid dyskutował z Tancerzem czy brać słabszych (bladoskórych) czy silniejszych (czerwonoskórych), ale V0 ostatecznie zdecydował się wybrać śmiałych, bez względu na ich moc. Punktem zapalnym jest tu ewidentna pogarda, z jaką imperialna agentka Shia Moth Evon traktuje stwory. Czerwony baron (jak będzie potem zwany) rzuca wyzwanie V0, a służący mu stwory atakują Tancerza i Shię.
  6. Wewnątrz świątyni Corso i Garrus zdają sobie sprawę, że mogą tu zginąć. Ranny Garrus ratuje się ucieczką, ale wpada do wilczego dołu, który wcześniej ominęli. Corso używa mocy, by zawalić na upiora jedną z kolumn, wydostaje nieprzytomnego przyjaciela z opresji i umyka, zachowując życie.
  7. V0 ściera się z gladiatorem. Wymieniają cios za cios, ale szczęście jest po stronie droida. W finalnym uderzeniu pokonuje gladiatora, ale na tym nie koniec. Ten dostrzega jego oznaczenie – V007 – i odczytuje go jako imię swego bóstwa (Vol). Przysięga wierność swemu nowemu panu. W tle Shia zostaje ranna, ale Tancerzowi udaje się ją uratować, czym przesuwa dalej zegar miłości (na ¾).
  8. Gdy zabrak i zwiadowca (wskrzeszony stimpakiem) wydostają się ze świątyni statek jest załadowany i gotowy do odlotu. Na zewnątrz ogromny kosmiczny potwór pożarł statek Kora Rony i szykuje się na danie główne – boję. Ale od czego mamy Tancerza – wywodzi potwora w pole i tym razem, uzbrojony w koordynaty, bezbłędnie dokonuje skoku Astro No. M0. Liść znajduje się w ładowni statku. Rozpoczyna się długa droga przez hiperprzestrzeń.

Raporty graczy

No, tutaj mamy tego mnogość, bo wielu graczy napisało raporty zbiorcze.

Tomek napisał raport z dwóch ostatnich sesji na Rhelg. Zobaczcie, że do raportu trafiają czasem elementy interesujących go intr, ale coraz mniej jest w nim informacji, które nie dotyczą bezpośrednio jego postaci. Niemniej jednak przy rekonstruowaniu akcji te jego raporty są bezcenne.

raport Rhelg koso

Andrzej napisał raport, więc rozumiem, że segment na Rhelg przypadł mu do gustu. Misał w nim niemałe zadanie – musiał wprowadzić do gry nową postać – zwiadowcę Bar Garusa zwanego Ogrodnikiem. Moim zdaniem Bar świetnie wpasował się w kampanię, a raporty takie jak ten są też bardzo inspirujące – to m.in. stąd wziął się pomysł na ndryshki (patrz następny raport).

andrzej raport rhelg

Gosia jechała dalej rollercoasterem o imieniu V0, co skrupulatnie dokumentowała. Ja widać duchy nawiedzające droida były stałymi drugoplanowymi bohaterami dramatu – co sesję starałem się z raz je wyciągnąć, żeby akcentować wyjątkowość droida. Jednocześnie ja, ponieważ miałem wielkie plany wobec jej postaci – powoli starałem się to wszystko przemycać i czasem widać to w rozmyślaniach V0 w raportach.

v0 raport Rhelg

Sting jak to zwykle on wędrował własnymi ścieżkami. Jego raport jest ciężki i ponury, a Rebelia jest w nim przedstawiona w negatywnym świetle – jako dający fałszywą nadzieję. Ponieważ Sting jest też antyfanem mechaniki od FFG (teraz wydanej jako uniwersalna – Genysys), to zacząłem kombinować, czy nie lepiej będzie stworzyć mu drogę wyjścia z tej kampanii – co z tego wyjścia wyjdzie, zobaczycie za kilka sesji.

groszowa 11

Intra i do czego mi służyły

Ponieważ w notatkach do tej sesji mam ładnie rozpisane intra pokażę kilka z nich i do czego mi służyły. W toku tej kampanii oddawałem się (o ile miałem czas) radosnej grafomanii tworząc scenki podobne tym poniżej. Myślę, że z każdą zmieściłem się w minucie czasu narracji.

Zamknięty w stateczku Ramm-er-Vol obserwuje potwora zmierzającego w kierunku stacji orbitalnej. Jego robota tutaj jest już praktycznie skończona. Monter z Roche pewnie mówiłby mu: “uratuj stację, jest ważna”, ale on nie mówił dlaczego, a potem oszalał. Ani od niego, ani od ludzi Cravana Crurta, którzy pozbawili go skrzydeł, nigdy nie dowiedział się niczego interesującego. Żaden z nich nie rozumiał praw rządzących światami Sithów. Ale też żaden z nich nie był świadkiem rytuału podziału Pożeracza Gwiazd. Ramm-er-Vol też nie będzie, to byłoby świętkoradztwo. Odpala silniki hiperprzestrzenne i skacze w czarną nicość, ku Moraband. Zostaje tylko on, jej kapłan, Kissai, i ona – bogini Vol. Święta bezwładność.

W tym intrze pokazuję, że zamyka się inna drogą, którą mogli pójść gracze. Gdyby wcześniej polecieli ku kryjówce Czarnych Słońc mogliby napotkać Ramm-er-Vola, bezskrzydłego stenaxiańskiego zdrajcę. Teraz on ucieka z systemu. Do tego szczypta klimatu z tagami #stenaxy #dziwnekultyiwierzenia

Tłumy Massassi przed świątynią oczekują na jakikolwiek znak. Czy urazili czymś bóstwo? Czy nie chce do nich przemawiać? A może rozmawia w środku z największymi z massassi? Grupa wojowników rusza w górę, po schodach. Silni wspólnotą, acz słabi rozcieńczoną barwą chcą wejść do świątyni. Ale inni zastępują im drogę – “Bluźniercy, nie wolno! Prorok mówił, że gdy nadejdzie mesjasz, nie rozpoznamy jego zamiarów i uczynimy zły ruch!” Ale tamci nie chcą czekać. W ruch idą bronie. Poleje się krew.

Dwie sesje temu BG zabawili się wierzeniami messańczyków, po czym zniknęli. Takie rzeczy nie pozostają bez konsekwencji – ale czasem jednym miejscem, w którym można je pokazać, jest intro. Nie byłem pewien, czy BG będą jeszcze chcieli wracać do miasta messańczyków, więc na wszelki wypadek dałem to w czołówce. Wyszła ona trochę odstraszające od stolicy, ale nie zniechęciło to BG.

Pułkownik Dilroy Valorum spojrzał krzywo na doradczynię Setennę Hase. “Nie możesz wierzyć, że oni żyją. Iskra 2, Urel Haydon i jego ludzie, sekcja na Desevro – wszystko stracone. Minęły miesiące. Skoncentrowałbym się raczej na organizacji przechwycenia Astro No. 1, kiedy wróci ze zwiadu. I oby przyniósł informacje o położeniu Khar Shian. Moglibyśmy wtedy nie uciekać, a znienacka zaatakować.” Kobieta spogląda na niego z zaskoczeniem. Jego rodzina była na szczycie i straciła wszystko. Trzeba mu było przyznać, że chce walczyć o swoje, że śmiało patrzy do przodu. “Sądząc po czasie od startu ich zadania ich również straciliśmy.” odpowiedziała oschle, kontrując ukrytą przez niego uwagę o jakości jej dowodzenia. “O nie, pani Hase. Jest z nimi mój zaufany człowiek, Bar Garus. On i ta Twoja nieśmiertelna kronikarka, szeregowiec Tok, to nasz spory skarb. Oni na pewno wrócą.”

Pułkownik Valorum był jedną z postaci, które planowałem wprowadzić w trzecim sezonie, a Setenna Hase – dawno nie widzianą szefową BG. Robiłem więc zajawkę tych dwojga, bo wiedziałem, że wkrótce do nich wrócimy. To intro trochę nie trafiło w swój czas, bo BG zboczyli ku stolicy Rhelg i zostali tutaj trochę dłużej. Jak by nie było propsowałem też tutaj nową postać Andrzeja pokazując, że inni myślą o niej pozytywnie.

Starzec przeanalizował wszystkie możliwości. Wszystko wskazywało na to, że jego bratanek mu umknął. Nie byłby w stanie tyle czasu ukrywać się na Raxus, na to był zbyt próżny i zbyt pewny siebie. Ale kapitan Tam Blaxtar nie poprzestanie, póki nie zmyje tej plamy na honorze jego rodziny. Znajdzie go i pomści tych, których zabił. Tych z Raxus podczas Droidowej Rzezi, która otworzyła im wszystkim oczy. Tych z bitwy nad Yavin 4, kiedy upokorzył pilotów Imperium ściągając ich na siebie i umożliwiając atak na instalację Luke’owi Skywalkerowi. A potem jeszcze miał czelność przeżyć. Przy następnym spotkaniu Blaxtar upewni się, że ze zniszczonego statku jego bratanka nie zostało nic. Ale żeby to się stało najpierw musi odnaleźć jego i jego Rebeliantów. Wyrywa się z marazmu i brutalnymi słowami przywołuje swoją załogę do porządku. Boją się go. I dobrze.

To intro jest o tyle ważne, że obiecuje graczowi coś, co ma nadejść na następnych sesjach. W momencie ucieczki z Raxus trochę olałem nie-wprost sugestię Stinga, że on się tutaj ujawnia jako Blackstar, że teraz czas na walkę z jego stryjem, złym Tamem Blackstarem. Po namyśle postanowiłem uczynić z tego element początku trzeciego sezonu, a skoro tak postanowiłem, to trzeba było temu zrobić foreshadowing i tutaj tak się dzieje.

Moje plany a rzeczywistość

Tę sesję planowałem rozegrać w trzech częściach. W pierwszej chciałem trochę poszmącić Shią Moth Evon (skoro Sting wracał na sesję, to była okazja do uaktywnienia także i tej postaci) w temacie niezabierania miejscowych, pokazać jednak coś o tym Kazdanie Paratusie (co praktycznie pominąłem na poprzedniej sesji), dać walkę z wielkim niepokonywalnym Pożeraczem Gwiazd.

W drugiej części planowałem przebudzenie dotychczas nieprzytomnego Kosy, studiowanie tablic Kora Rony przez V0, może jakiś bunt na statku, gdyby BG niebacznie wzięli ze sobą messańczyków. No i wreszcie w trzeciej planowałem wyjście z hiperprzestrzeni, prosto w zaczynającą się bitwę nad Jagomir, jakąś walkę z Tie fighterami i wstęp do faktycznej bitwy na następnej sesji.

Ale w improwizowanej kampanii fabuła często toczy się nie tak, jak zaplanował MG, tylko tam, gdzie powiodą ją gracze. No i Tomek, który grał Sharem Corso, zabrackim Jedi, powiedział coś w stylu – ale przecież nie możemy zostawić tego miejsca dręczonego przez tego upiora Ludo Kresha! Idziemy do świątyni go załatwić.

Efekty były takie, że w świątyni musiała być przeprowadzona walka. Walki w SW od FFG są bardzo długie, no więc co mogłem zrobić? Na zewnątrz też (dziękuję pani Moth Evon) urządziłem walkę. Przeplatające się walki zajęły większość sesji, w związku z czym ja rozegrałem tylko jedną trzecią tego, co planowałem, a i to w innej konfiguracji scen.

Błogosławieństwo kart przeciwników

A jednak, mimo przejęcia inicjatywy przez graczy, ta sesja była dla mnie bardzo prosta do poprowadzenia. Dlaczego? Dlatego że dysponowałem jedną z najlepszych rzeczy, jakie przytrafiły się Star Warsom – kartami przeciwników. Pewnie już tu wspominałem, że mieliśmy ich kilka talii i wielokrotnie mega się przydawały. Tak też było i tym razem.

Uznałem, że walka z Ludo Kreshem nie może być prosta, więc szybko wybrałem potężnego nemezis – padło na Fallen Master, któremu dodałem kilka trujących liszai do pomocy (minionki). Natomiast na zewnątrz wybór mój padł na nemezis Scarred Gladiator (również dość mocnego, chociaż AFAIR raz przy tworzeniu pul zapomniałem podnieść trudność za Adversary) oraz na niezawodnych Hired Thugów.

W ten sposób migiem złożyłem odpowiednich przeciwników i uzyskałem emocjonującą sesję. Później będziemy mieć też trochę krytycznych uwag do rozpisania tych kart enpeców, ale zachowajmy to na inną okazję – tym razem sprawdziły się wyśmienicie.

O sithach i tym, jak postanowiłem pozwolić BG zginąć

Przed sesją cała akcja z zabieraniem messańczyków wydawała mi się mało prawdopodobna. Ostatecznie massassi to przecież Sithowie! Ale to, co wydaje się oczywiste jednym grającym może być zupełnie inaczej postrzegane przez resztę. Ja zresztą bardzo pilnowałem się, żeby nie użyć w stosunku do tych istot nazwy Sith – opisywałem ich krwawe rytuały, czerwoną skórę, świątynię i ewidentnie sithowskich bogów i dawnych przywódców. Jak by nie było, gracze postanowili, że będą ich ratować.

Tutaj mała dygresja. Mi osobiście ratowanie sithów z ich planety (którą zaplanowałem jako jądro ciemności!) wydawało się średnio przemyślane. Ale nieprzemyślane czyny mają jedną super cechę – prowadzą do dalszych komplikacji i ciekawych scen w przyszłości! Tutaj widać to było już na tej sesji – walka z gladiatorem, Czerwonym Baronem wyszła mega spoko, a ja mogłem użyć mojego chwytu z V0L. Super była też walka z Ludo Kreshem przy niej się zatrzymajmy.

Kiedy Shar i Bar weszli do świątyni pamiętam, że pomyślałem sobie – zobaczmy, czy to przeżyjecie. Wybrałem im mocnego nemezis, dodałem mu minionki i nie oszczędzałem, tylko biłem po to, żeby wygrać. Prowadzący niby nie jest przeciwnikiem graczy, ale czasami takie podejście a`la nie żartuję, zabijam, przekłada się na bardzo emocjonujące sceny. Dodatkowo, gdyby Corso i Garrus pokonali upiora sitha miałoby to na pewno mocne konsekwencje dla messańczyków, potencjalnie czyniąc z nich potężnych w Mocy sojuszników BG.

Walka w grobowcu wyszła pysznie. Fallen Master ma megamocne zdolności do redukowania zdawanych mu obrażeń (Parry i Reflect na 5!), a jednocześnie wali morderczo, bo jego broń ma Breacha 1! Gdyby Corso przejął dwusieczne ostrze świetlne Kresha (a gdyby go pokonał, na pewno bym mu je dał), stałby się prawdziwą maszyną zniszczenia, bo sam też miał moce do rzucania tymi swoimi nożami świetlnymi.

Ostatecznie skończyło się na tym, że Garrus został ciężko ranny, uciekał i wpadł w pułapkę. Spadł poniżej zera Toughness, więc mógł umrzeć (przypominam o naszej dodatkowej zasadzie “ktoś dziś ginie”: +10 do rzutu na krytyka za każdy punkt ujemnego toughness!). Ale – udało mu się. Corso użył swych mocy, by zawalić na upiora kamienną kolumnę, ale że sam był ranny i stanął przed wyborem – potencjalne pokonanie Kresha lub ratowanie przyjaciela – wycofał się, dzięki sztuczkom Mocy wyniósł nieprzytomnego Garrusa z podziemi i zaaplikował mu stimpaka. Tomek mówi, że wycofywanie się z walk jest według niego bardzo starwarsowe (bohaterowie sagi wielokrotnie tak robią) i jak zobaczycie, jeszcze nie raz tak zrobi.

Tak sobie myślę teraz – ciekawe co ja bym zrobił, gdybym przypadkiem zabił Corso i Garrusa w podziemiach i powalił V0 gladiatorem przed świątynią. Chyba musiałbym na szybko kończyć tę kampanię, he he XD

Legenda Tancerza, co się kulom nie kłaniał

Podczas walki na zewnątrz dałem Stingowi do walki jako postać dodatkową Shię Moth Evon. Sting zawsze świetnie sobie radzi z tymi dodatkowymi postaciami – wspomnijmy pamiętną scenę, gdy Deerą Shoo i R4-G3 wymanewrował łowców nagród i uratował jej skórę na Teagan. Tym razem jednak okazało się, że ta walka lepiej wyszła Tancerzowi.

Po jej zakończeniu Sting powiedział – ej, a wiecie, że w tej kampanii jeszcze nigdy nie zostałem trafiony? To był początek legendy Tancerza i potem kilkukrotnie to wracało na sesjach w sytuacjach, gdy mógł zostać trafiony. Oczywiście wiadomo – większość walk Kem Blackstar przeprowadzał w pojazdach, więc nie mógł stracić Toughness, ale nawet w tych pozostałych jakoś tak szczęście mu sprzyjało. Czy uda się tak do końca kampanii? Zobaczycie w dalszych raportach. Ja tylko przypomnę, że szykuję dla Tancerza starcie z jego stryjem – Blackstarem, także będzie gorąco.

A jak już jesteśmy przy fuksach na kościach, to na tej sesji był jeden taki bardzo pozytywny triumf/okazja. Kiedy V0 walczył z gladiatorem i uniknął jego potencjalnie śmiertelnego ciosu, chwilę potem wcisnął mu trafienie z triumfem i ja ten triumf zinterpretowałem tak, że Czerwony Baron poddaje się V0, mówi mu, że jest bóstwem (V007 -> V07 -> V0L!), składa mu hołd. Myślę, że super to wyszło, zwłaszcza w połączeniu z niestandardowym zagraniem Gosi, by brać na pokład nie silnych, nie słabych, a śmiałych (co bardzo mi się podobało).

Khar Shian… to znaczy czekaj, co?

Czasem w kampanii zdarzało mi się mówić coś bez pomyślunku. Na przykład w ostatniej narracji tej sesji opisuję emocje starego, pożółkłego mędrca messańczyków, który po raz pierwszy widzi gwiazdy. I okazuje się, że oni się uczą gwiazdozbiorów, których nie widzą przez wieczną pokrywę chmur, ale mieli je rozpisane w jakichś swoich świętych księgach. I on pokazuje palcem planety a ja czytam nazwy z mapki sithowego imperium – korriban, cośtam, khar shian. Oj, ups.

Khar Shian by mga ważną nazwą w naszej kampanii – to jego miał szukać Bar Garrus na swojej wyprawie, to on wyświetlił się w świątyni Sithów na Ardzie jako aktywny punkt starożytnej mapy. No i gracze od razu podchwytują – “o, to już wiemy gdzie jest i jak tam trafić!”. No i robi się lipa, bo ja wcale nie miałem takiego zamiaru, mam zupełnie inny zaplanowany łuk fabularny na odnalezienie przejścia do Khar Shian i muszę to odkręcać. Trzeba jednak uważać przy kluczowych elementach kampanii. W Odludziu też miałem takie momenty, że mi się coś wymsknęło przez przypadek.

Kryjówki mistrzów Jedi, czyli o tym, jak aktywność graczy może zmienić kampanię

Na koniec jeszcze kilka słów o tym, co przyszło mi na myśl, kiedy czytałem graczowskie raporty z tej sesji. Pojawia się w nich wspomnienie miejscówek na Lucazec oraz Raxus – lokacji kryjówek odpowiednio Mistrza Kora Rony oraz Mistrza Kazdana Paratusa. Lokacje te V0 wyciągnął z transmitera Kora Rony. Potem jednak nie zostaną wykorzystane w kampanii. A przecież mogły być.

Co segment tej kampanii zatrzymywałem się i myślałem nad tym, jak będzie ona dalej wyglądać. Jakie segmenty, gdzie się rozgrywające i z jakimi stawkami mogą się pojawić. Mimo mojego erpegowego lenistwa czytałem trochę podręczników, które kupował i podrzucał mi Tomek. W Nexus of Power było opisane kilka miejsc, które pasowałyby do umiejscowienia boi hiperprzestrzennej. Jednym z takich miejsc mógł być Lucazec (przecież już wspominany jako miejsce akcji, która dała Zabójcy Generałów jego przydomek) albo (ponownie w tej kampanii) – Raxus.

Ale potem wydarzenia potoczą się w innym kierunku i żeby wróciły wątki koordynatów, trzeba by było parcia od graczy. Tak jak na tej sesji – całość zmieniła się, ze względu na decyzję Tomka, że trzeba pokonać Sitha. No i w tym kontekście przypomina mi się Symbaroum u Fedora i prowadzone przeze mnie jako gracza fabularne karty postaci. Na takiej karcie zapisywałem sobie wątki ważne dla mojej postaci i pomysły na sceny z nimi. Kombinowałem sobie jak mogę nimi grać, jak wciągać w te wątki inne postaci graczy, jak ich nie zgubić. Gdyby moi gracze prowadzili coś podobnego, to może potem parliby na poszukiwania dawnych kryjówek Kora Rony i byłby on czymś więcej w tej kampanii niż tylko przelotnym bohaterem tła, upadłym Jedi, który prowadził swoje własne badania nad istotą mocy i przepowiedni o mesjaszu.

sith meditation

Kampanijne zen

Tak jak pisałem – Rhelg miało być tylko jedną sesją – konsekwencją nieudanego skoku z Raxus. Po tej sesji ja popatrzyłem za siebie i zdałem sobie sprawę, że spędziliśmy tu 4 sesje! A potem popatrzyłem przed siebie i zdałem sobie sprawę, że muszę rozegrać jeszcze jedną “rhelgową” sesję na pokładzie Astro No. M0.

A to przecież była 31 sesja kampanii, którą oryginalnie planowałem na sesji kilkanaście! Dowolnym systemie, w który grało się tyle sesji można powiedzieć, że ma się go ogranego – ba, ja mam kilka systemów, w które uważam, że grałem, lubię je, a nie zagrałem w nie nawet tych 30 sesji (np. Deadlands Classic). No i ja myślałem już – ja zakończę tę kampanię? Ale z drugiej strony wiedziałem, że nie zamierzam tego robić na chybcika, nie zamierzam tego robić na odpierdol. To miała być solidna kampania – taka, z której warto pisać raporty i się nią dzielić.

No i w tym momencie osiągnąłem takie kampanijne zen. Rzeczy wynikają z poprzednich wydarzeń, wyborów i werdyktów kości – i te rzeczy wymagają rozegrania. Jeżeli zabierze to jedną sesję – spoko. Ale jeżeli rozwinie się we fraktal wyobraźni i zamiast jednej sesji zajmie pięć… no to też spoko, a może nawet lepiej, nie? W tym momencie zadecydowałem, że nie będę niczego ciął, tylko będę regularnie prowadził, aż ta kampania się wypali – w ten czy inny sposób. Czy uda mi się to postanowienie utrzymać do końca – o tym przekonacie się w następnych raportach. Póki co jednak byłem mega zadowolony z tego segmentu na Rhelg – który pojawił się znikąd, a wyszedł bardzo, bardzo fajnie.

Next!

Na następnej sesji postanawiam trochę pograć messańczykami, ich żółty kapłan przyjmuje bardziej ukształtowaną postać, będzie też sporo o Chwytaczu Mocy. No i będzie niespodziewane zakończenie.

2 comments

  1. Korzystając z okazji, dopytam się o te intra. Możesz napisać o nich coś więcej? Przeczytałeś po prostu te cztery tekściki (faktycznie krótkie ale treściwe) i potem przechodzicie do sceny, na której skończyliście poprzednią sesję? Czy jakoś je rozdzielasz? Gracze jakoś na nie reagują czy po prostu przyjmują do wiadomości?

    • Intra (czy też może – czołówka) idą tak:
      – zaczyna MG, opowiada jedno intro, 1min
      – jeden z graczy opowiada swoje intro, dotyczące jakoś jego postaci, 1 min
      – znów MG, 1 min
      – inny gracz swoje intro, 1 min
      – i tak aż każdy gracz opowie swoje intro.

      To jest taka rozpędówka do sesji, ale często wychodziła bardzo fajnie. Przy następnej sesji w notatkach mam wpisane intra graczy, to jak nie zapomnę – wspomnę o nich w raporcie, zeby pokazać jak to całościowo wychodzi.

      Różni gracze różnie do tego podchodzą – Fedorowi nie podobało się, że intra są nieinteraktywne (a to jest ich podstawowe założenie), ale moim zdaniem dobrze jest dać graczowi krótką scenkę w całości do opowiedzenia – on kontroluje wszystko, co się w niej dzieje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.